Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen
201
BLOG

Migawki z wakacji, część 9, ostatnia

Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen Polityka Obserwuj notkę 8

Auto mknęło szosą omijając dziury w asfalcie prowadzone pewną ręką taty Łukaszka. Hiobowscy wracali z wakacji do domu. Wyjechali wcześniej, żeby mieć zapas czasu na obiad i ewentualne korki. Do południa jazda szła całkiem dobrze. Co prawda tempo nie było zbyt wysokie, ze względu na dużą ilość sprzętu rolniczego jeżdżącego po drogach międzynarodowych.
- Pan blokuje ruch tym kombajnem! - złościł się tata Łukaszka w kłótni z jakimś rolnikiem.
- Nie jadę nim ot tak sobie. Są żniwa. Jadę na pole.
- Ale drogą międzynarodową?
- Nie mam innego dojazdu na pole. Zrób mi pan nową drogę, to nią będę jeździł.
Tata Łukaszka zacisnął usta i wrócił do samochodu. Wkrótce zresztą rozpadało się.
- Dziwne - stwierdziła mama Łukaszka patrząc w niebo. - Przecież we wczorajszej telewizyjnej prognozie pogody pokazywano sondaże, że większość społeczeństwa jest za słoneczną pogodą! A tu pada. Dziwne.
Po południu zatrzymali się na obiad. Był to jakiś zajazd stylizowany na wiejski, ale z nowoczesną obsługą. Przy kasie wydawano numerki a potem wołano przez głośnik.
- Zupa numer sześć! Pierogi numer dziewiętnaście!
- No proszę, technika - zatarł ręce uradowany tata Łukaszka. - Zobaczycie, jak szybko i sprawnie to pójdzie!
Niestety, nie poszło to ani sprawnie ani szybko. Po dłuższym czasie wywołano przez głośnik numerek Hiobowskich. Poszli tata z Łukaszkiem. Przy kontuarze był tłok i trwała awantura.
- Dlaczego nikt mnie nie uprzedził, że placki ziemniaczane są z ziemniaków?! - piekliła się jakaś tęga pani. - Ja od ziemniaków tyję!
- To co robimy z pani zamówieniem? - pytała apatycznie dziewczyna zza kasy. Druga kursowała między okienkiem do kuchni a mikrofonem.
- Numer dziewięć, rosół!
- To ja - przepchał się facet w koszulce w paski i zgrabnie przejął talerz z rosołem.
Łukaszek i tata wzięli pierwszą część obiadu i oddalili się spiesznie. Po chwili znów wywołano ich numerek przez głośnik, więc poszli ponownie. Znowu była awantura.
- Mam numerek dziewięć. Wołała pani, że jest rosół do odebrania - upierała się jakaś kobieta w żółtej bluzce.
- Już go komuś wydałam - upierała się dziewczyna zza kasy.
- Kotlet numer czterdzieści dwa! - darła się druga dziewczyna mikrofonu.
- To ja - przepchnął się facet w koszulce w paski i pochwycił talerz.
- Numerek trzy - tata Łukaszka poprosił o ich obiad. Dostali na tacę kilka talerzy i na blacie została samotna zupa.
- A to na jaki numerek? - spytała dziewczyna zza kasy.
- Myślałam, że ty wiesz - westchnęła dziewczyna zza mikrofonu. - Znowu trzeba będzie oddać do kuchni...
Hiobowscy jedli szybko obiad przy stoliku na tarasie. Kiedy koło nich przechodził jakiś facet z talerzem w ręku z głośników zagrzmiało:
- Pan, który właśnie odebrał pierogi z jagodami! Proszę natychmiast zwrócić danie! Nie jest pana!
- Dobrze, że nie zacząłem jeść - westchnął facet z talerzem w ręku i cofnął się do kontuaru. Wszyscy zaczęli jeść jeszcze szybciej.
- Mówiłeś, że taki postęp i automatyzacja, a tu gówno - babcia Łukaszka elegancko zwróciła uwagę tacie Łukaszka, kiedy opuszczali parking przed zajazdem. - Czynnik ludzki jest najważniejszy! Kadry decydują o wszystkim!
Niedaleko swojego miasta utknęli w korku.
- Remont. Kraksa - zgadywali przyczynę zatoru. Tata i Łukaszek wysiedli z auta i poszli zobaczyć. Okazało się, że na skrzyżowaniu trwa jakiś remont i ustawiono znak ze schematem objazdu. A pod tym znakiem stoi jakiś samochód tamując ruch i jakiś facet i kobieta kłócą się z robotnikami.
- Pan Nagakura pyta kto to napisał - kobieta pokazała najpierw na swojego skośnookiego towarzysza, a potem na tablicę ze schematem objazdu. Schemat składał się z kilkunastu grubych i cienkich kresek tworzących zawiły wzór.
- Nikt tego nie pisał, to jest znak, myśmy go tylko ustawili - wyjaśnił szef robotników. - Jedźcie już! Blokujecie ruch.
Kobieta przetłumaczyła jego słowa swojemu towarzyszowi. Ten poczerwieniał na twarzy, krzyknął:
- Haja! - wyskoczył w powietrze i trafił butem w pierś szefa robotników. Szef spadł na głowę do wykopu, a pan Nagakura krzyczał coś w swoim języku.
- Pan Nagakura powiedział, że napis na tym znaku oznacza w jego języku, że jego matka jest prostytutką i poczuł się obrażony - wyjaśniła kobieta.
- Ja ci dam... - wycharczał szef robotników gramoląc się z wykopu. - Maniek! Zdzisiek! Zróbcie z nim porządek!
- Znajdziemy objazd - tata pociągnął Łukaszka do tyłu.
Wreszcie dojechali. Wjechali do miasta, wjechali pomiędzy bloki swojego osiedla, wjechali na parking. Samochód się zatrzymał. Wysiedli. Wzięli bagaże i weszli z nimi do bloku. Wjechali windą na swoje piętro. Weszli do mieszkania, które powitało ich duszną atmosferą. Jedni otwierali okna, inni rozpakowywali bagaże, a Łukaszek siadł apatycznie na tapczanie. Dotarło do niego to, co dochodziło kilometr po kilometrze, krok po kroku, pomieszczenie po pomieszczeniu.
Koniec wakacji.

Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to co robi Łukaszek, a tym bardziej za to, co mówi Gruby Maciek. A tak poza tym, to fikcja, czysta fikcja. UWAGA! Podczas czytania nie należy jeść i pić! Nie zaleca się czytania pokątnie w obecności szefa! Opluty monitor czyścimy specjalną chusteczką, a klawiaturę szczoteczką do zębów (by Redpill)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka