Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen
995
BLOG

Prawdziwy horror, część 1

Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen Polityka Obserwuj notkę 11

Nie wiadomo jak to się stało, ale większość horrorów jest do siebie bliźniaczo podobna. Spisek? Na sielsko żyjącą społeczność spada zagrożenie w postaci zmutowanych zwierząt, duchów, wariatów, maniakalnych morderców, kosmitów lub religijnych (czytaj: katolickich) fanatyków. Następnie następuje masakra, która kończy się albo śmiercią wszystkich, albo happy endem w postaci ocalenia kogoś, co jest podstawą do nakręcenia kolejnej części.
Zapewne z powodu kompletnie oderwanej od życia tematyki horrory cieszyły się w Polsce umiarkowanym powodzeniem. Do katolickich fanatyków przyzwyczaiły już artykuły "Wiodącego Tytułu Prasowego". a do reszty - artykuły w dzienniku "To, Co Jest". Dziwić mogło zatem dlaczego twórcy tego gatunku filmowego nie sięgnęli po bardziej życiowe inspiracje. Zwłaszcza w Polsce było ich bardzo dużo.  Prawdziwe tematy, pełne prawdziwego, ogromnego, wieloletniego bólu i cierpienia. I nie wystarczy wspomnieć banalnego dentystę. Aż się prosiły o sfilmowanie takie tematy jak polska służba zdrowia. Jak Władcy życia i śmierci czyli orzecznicy ZUS. Jak gehenna spłacania odsetek kredytu. Jak zamknięty krąg pozwolenia na budowę. Czy wreszcie prawdziwy horror nad horrory - sobotnie zakupy w polskim markecie w towarzystwie kobiety.
I to właśnie miało czekać Łukaszka.
- Nie chcę! Mam lekcje do odrobienia! - bronił się przerażony.
- Jakie pilne dziecko - ucieszyła się mama. - Spokojnie, przecież my tylko na chwileczkę! Na pewno jeszcze zdążysz odrobić te lekcje! po prostu krócej będziesz siedział w internecie!
Łukaszek łypnął na mamę złym spojrzeniem i protestował dalej, ale jak to bywa - nikt go nie słuchał.
- Ubierz się! - ponagliła go mama.
- W co?
- Jak to: w co? Co ty masz, pięć lat, że się o wszystko pytasz?! Masz cała szafę ubrań. Załóż coś!
Łukaszek założył.
- No nie to! W tej zielonej bluzie chodzisz cały tydzień! Na pewno jest brudna!
- Mówiłaś, że...
- Ale nie tą! Ściągaj ją zaraz!
- Ała! Moje oko! Moje oko!!
- I załóż coś porządnego!
- Czyli co?
- No co ty dziecko jesteś... Nie! To nie! Przecież to się pruje! Ściągaj zaraz!
- To co mam założyć?
- Nnno... Załóż to. I szybko! Już jesteśmy spóźnieni!
Łukaszek został przez mamę wyholowany z mieszkania. Zastanawiał się czy jej powiedzieć, że ubrała go w bluzę, którą założył jako pierwszą.
I to był początek horroru. Dalsza w kolejności był jazda samochodem.
- Czemu wszyscy mi mrugają światłami?! - denerwowała się mama Łukaszka.
- A swoje włączyłaś? - spytał Łukaszek.
- Włączyłam!
- Ale włączyłaś długie - Łukaszek zerknął na tablicę wskaźników.
- A co, długie są za długie?
Kiedy Łukaszek tłumaczył mamie jak się używa świateł, przejechali zjazd do centrum handlowego. Z winy Łukaszka.
Prawdziwym horrorem było parkowanie w wykonaniu mamy Łukaszka. Nagłe zrywy! Mrożące krew w żyłach piski mechanizmów! Szarpiące nerwy pierdzenie opon! Mijanie sąsiednich aut o grubość lakieru! Nic dziwnego, że gdy wreszcie zaparkowali mama Łukaszka była wykończona.
- Idziemy na jakąś kawkę - zadecydowała.
- Ale czas...
- No to co! Czy ty nie widzisz jak ja się czuję?! Zakupy nie uciekną! Idziemy!
Kawa nie doszła jednak do skutku.
- Mijamy już drugą kawiarnię - zauważył Łukaszek.
- Ale w tych nie mają "Wiodącego Tytułu Prasowego" do czytania.
- A czy musisz czytać?
- Muszę!! Łukasz, nie denerwuj mnie! Ja mam tu swoją ulubioną kawiarenkę i... - mama zatrzymała się jak wryta. Kawiarenki nie było. Zamiast niej był sklep kolekcjonerski.
- Co to jest?
- Oj mamo, to takie sklepy, co dopalacze sprzedają...
- Wchodzimy! Może będą mieli "Wiodący Tytuł Prasowy"!
- Ale ty chciałaś kawę!
- Z kawy mogę zrezygnować. A jak trzeba będzie pić tego dopalacza, to ty go wypijesz!
Weszli. Okazało się, że sklep - o dziwo - nie handluje dopalaczami.
- Mamy w ofercie coś nowego - powiedział właściciel sieci sklepów, mający siedemnaście lat, szesnaście samochodów Porsche i żadnych związków z mafią. - Coś rewelacyjnego! Suszone sromotniki!
- Ale one nie są do jedzenia? - upewniła się mama Łukaszka.
- Oczywiście, że nie - właściciel przymrużył łobuzersko oko. - To do kolekcjonowania!
- A "Wiodący Tytuł Prasowy" pan ma? Do poczytania dla klientów?
- Nie. Ja się nie interesuję polityką!
- Ależ to jest właśnie gazeta dla nieinteresujących się polityką!

Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to co robi Łukaszek, a tym bardziej za to, co mówi Gruby Maciek. A tak poza tym, to fikcja, czysta fikcja. UWAGA! Podczas czytania nie należy jeść i pić! Nie zaleca się czytania pokątnie w obecności szefa! Opluty monitor czyścimy specjalną chusteczką, a klawiaturę szczoteczką do zębów (by Redpill)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka