Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen
1053
BLOG

Nowi, część 2, ostatnia

Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen Polityka Obserwuj notkę 6

Nowi w szkole mają to do siebie, że pojawiają się nie tylko na początku roku szkolnego. To może być dowolny moment. To rzadkie, ale się zdarza. Tak było i tym razem.
Do gabinetu pana dyrektora podstawówki, do której chodził Łukaszek, weszła pani wicedyrektor.
- Panie dyrektorze, przyszła ta pani o której mówiłam...
Do gabinetu weszła jakaś pani prowadząc przed sobą dziewczynkę.
- Ach, to pani - powiedział pan dyrektor. - Przejrzałem te papiery i niestety, nie mogę przyjąć pani córki do mojej szkoły.
- Jak to?! - krzyknęła pani, podczas gdy dziewczynka patrzyła apatycznie na ścianę. - Nie może mi pan odmówić! Obowiązek nauczania! Dlaczego nie chce pan jej przyjąć?
- A dlaczego ją wyrzucili z poprzedniej szkoły? - odpowiedział pytaniem pan dyrektor. - Zaatakowała nauczyciela. Nożyczkami!
- Córka jest trochę nerwowa - pospieszyła z wyjaśnieniem pani. - Zresztą winę za to ponosił nauczyciel! Sprowokował ją!
- Tak... Hm... - mruknął zafrasowany pan dyrektor. - Co pani na to, koleżanko?
Pani wicedyrektor miała już gotową odpowiedź.
- Ja proponuję okres próbny.
- A czy pani spełniła wszystkie warunki? - zatroskał się pan dyrektor.
- Tak, wpłaciłam już na remont szkoły...
- No to mam nadzieję, że córce spodoba się w naszej szkole - uśmiechnął się pan dyrektor. - Jaki to rocznik? - spytał wskazując na córkę pani, jakby to było wino. Córka cały czas patrzyła na ścianę w milczeniu.
- Teraz idzie do piątej klasy.
- O! - odezwała się pani wicedyrektor. - Ja już nawet wiem w jakiej klasie ją umieścimy!
Na następnej lekcji piąta a miała język polski.
- Jak widzicie mamy nową uczennicę - powiedziała młoda pani od polskiego, nieszczęśliwa, bo przeczuwała nadciągającą szybko jakąś katastrofę.
- Widzimy - odparła podekscytowana piąta a i popatrzyła na nową koleżankę siedzącą z tyłu klasy. Nowa patrzyła na ścianę i milczała.
- Mam pytanie! - wyrwał się okularnik z trzeciej. - Czy ona w ogóle kontaktuje?
- Sama nie wiem... - westchnęła pani od polskiego i zajrzała do dziennika. Na samym końcu listy uczniów ktoś dopisał nową. Niestety, było to tylko nazwisko i pierwsza litera imienia.
- F - przeczytała młoda pani od polskiego. - Jaki to może być imię?
- Felicja! - zawołała dziewczynka, która prawie zawsze odzywała się jako pierwsza.
- Felicja... Felicja... - zawołała łagodnie polonistka. Ale nowa nadal patrzyła na ścianę. Nauczycielka podeszła do nowej i zauważyła, że z kieszeni jej kurtki wystawał portfel. Wyjęła go, a nowa w ogóle nie zareagowała.
- Jest jakiś dokument - powiedziała pani od polskiego i zamarła. - O Boże, to niemożliwe! Takiego imienia nie ma!
W klasie była cisza jak rzepakiem zasiał.
- Jak ona ma na imię? - spytał powoli Łukaszek.
- Nie mogę wam powiedzieć! - rzekła zrozpaczona pani.
- Przecież musimy jakoś do niej mówić - zadudnił Gruby Maciek.
- Fekalia - westchnęła młoda pani od polskiego. - Ona ma na imię Fekalia.
Nowa drgnęła, ale nadal patrzyła na ścianę.
- Takiego imienia przecież nie ma - wyjąkał Sajmon, uczeń na wózku inwalidzkim.
- Fekalia... Fekalia... - łagodnie przemawiała do nowej pani polonistka.
I stało się. Nowa błyskawicznie wyjęła nożyczki i ruszyła na młodą panią od polskiego z potwornym rykiem:
- Rhaaaaaaaa!!!
Na szczęście młodej pani nic się nie stało. Łukaszek z błyskawicznym refleksem (to dzięki grom komputerowym!) zdołał nową złapać za nadgarstek, a Gruby Maciek przewrócił ją na podłogę i przytrzymał.
- Rhaaaaaaaa!!! - darła się nowa wierzgając bezsilnie i plując.
- Ja się poddaję - młoda pani poczuła, że jej nogi miękną i usiadła na podłodze.
Oczywiście po tym dyrektor stwierdził, że nowa nie może zostać i wezwał jej matkę.
- Jak można dać dziecku na imię Fekalia?!! - darła się młoda pani od polskiego. - Przecież to rujnuje jej psychikę!!!
- Wolno mi!! Mam prawo!! - darła się mama nowej. - Jest piękne i nowoczesne, z nutką tajemnicy! A nie te banalne Agnieszki czy Wandy!
Nowa stała w gabinecie dyrektora i obojętnie patrzyła na ścianę. Pan dyrektor oświadczył, że za to co się stało winy nie ponosi ani dziewczynka, ani nauczycielka. Tylko Łukaszek, Gruby Maciek i okularnik z trzeciej ławki, którzy nie raz prowokowali w klasie podobne konflikty.
- Że co??? Że jak??? - zdziwiła się trójka wymienionych. - My??? Teraz??? Jak to??? To nieprawda!
- I jeszcze się kłócicie i jątrzycie - ofuknął pan dyrektor. - Lepiej byście przeprosili!
Nowi w szkole mają to do siebie, że przychodzą ale nie zawsze zostają. To rzadkie, ale się zdarza. Tak było i tym razem.

Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to co robi Łukaszek, a tym bardziej za to, co mówi Gruby Maciek. A tak poza tym, to fikcja, czysta fikcja. UWAGA! Podczas czytania nie należy jeść i pić! Nie zaleca się czytania pokątnie w obecności szefa! Opluty monitor czyścimy specjalną chusteczką, a klawiaturę szczoteczką do zębów (by Redpill)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka