Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen
1418
BLOG

Niewesoła sprawa zioła

Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen Polityka Obserwuj notkę 10

Zazwyczaj na zakupy wysyłany był zespół w składzie: dziadek Łukaszka i Łukaszek. Zasadniczo podział ról wyglądał tak, że dziadek był tym dokonującym zakupu, a wnuk spełniał głównie rolę transportową. Naprawdę jednak, do czego dziadek nie chciał się przyznać, wyglądało to inaczej. Łukaszek nie tylko dźwigał siatki, ale i potrafił zobaczyć i ostrzec dziadka przed niebezpieczeństwem. A niebezpieczeństwa czaiło się wiele, od niewyraźnie napisanych cen na półce w sklepie, poprzez ekspedientkę usiłującą naciąć przy wydawaniu reszty, po dresów wariujących starymi samochodami po osiedlowych uliczkach.
O bystrości umysłu Łukaszka miała okazję przekonać się i babcia. Pewnego przedpołudnia dziadek był zaniemógł i spoczął na kanapie narzekając na kręgosłup.
- To pewno od klęczenia - zauważyła złośliwie babcia.
- Proszę cię - stęknął z godnością dziadek leżąc w niegodnej pozycji nie licującej z jego wiekiem, płcią i orientacją seksualną. - Trzeba iść po zakupy.
- Ja pójdę! - oświadczyła dziarsko babcia.
- Weź Łukasza, ktoś musi nieść zakupy...
Babcia najpierw uniosła się honorem, ale potem stwierdziła, że pomysł nie jest taki głupi. I tak oto pół godziny później Łukaszek niosąc naręcze pustych toreb (bo nigdy nic nie wiadomo!) dreptał u boku babci.
- Najpierw idziemy na rynek - szepnęła mu do ucha babcia. Poszli na osiedlowy targ. Tam, u kiwającej się na stołeczku staruszki babcia Łukaszka zakupiła kilka tajemniczych paczuszek.
- Narkotyki? - zainteresował się Łukaszek. Staruszka spadła ze stołeczka, a babcia dała mu torebką po głowie.
- Co ty wygadujesz, durniu jeden!!!
- To co to jest?! - pytał Łukaszek zasłaniając się przed babciną torebką. Choć szczerze mówiąc, babcia nie machała nią zbyt energicznie. W końcu - wnuk.
Babcia nie ujawniła co było w tajemniczych torebkach, ale Łukaszek i tak się dowiedział. W którymś z kolei sklepie ochroniarzom nie spodobały się wypchane siaty targane przez Łukaszka.
- Proszę pokazać co tam macie - zabuczał jeden z ochroniarzy.
- Nic! - odparła z głupia frant babcia i zdenerwowała ochroniarzy. Przeryli dokładnie wszystkie torby trzymane przez Łukaszka. Nic nie wzbudziło ich podejrzeń aż do momentu, gdy doszli do tajemniczych torebek kupionych przez babcię na rynku.
- A cóż to? - zapytał drugi ochroniarz i z lubością zaobserwował, że babcia drży. Zapuścił rękę do torebki i wyjął garść zasuszonych, kruszących się liści. Zapadła chwila konsternacji.
- Ja wiem co to jest! - ożywił się pierwszy ochroniarz. - To są zioła! A wie pani, że od kilku lat są one zakazane w całej Unii Europejskiej! Ale skąd pani to ma? Przecież premier decyzją Głównego Inspektora Sanitarnego zamknął wtedy wszystkie sklepy zielarskie!
- Coś ty? - zdumiał się drugi ochroniarz.
- No tak, mówili przecież o tym w telewizji! Nie słyszałeś ile osób zamiast pójść do lekarza leczyło się ziołami i umarło?! To śmierć! - i wsypał zawartość dłoni z powrotem do torebki. - Od tego umierają ludzie!
- E... E... - jąkała się babcia.
- Będziemy musieli zawiadomić policję - rzekł z satysfakcją drugi ochroniarz patrząc jak babcia Łukaszka blednie w oczach. I nie wiadomo jak to by się skończyło, gdyby nie Łukaszek.
- To nie są zioła - oświadczył stanowczo. - To narkotyki.
Ochroniarzy zatkało. Babcię też.
- Narkotyki - kontynuował Łukaszek. - Ale te miękkie. Dozwolone. To jest marihuana...
- Nie pachnie jak marihuana - zaprotestował pierwszy ochroniarz.
- Bo to marihuana zapachowa. Specjalna - rozwijał się w natchnieniu Łukaszek.
- A pozostałe torebki?
- Dopalacze!
- To też zakazane! - próbował błysnąć wiedzą drugi ochroniarz.
- Już nie - zacisnął zęby pierwszy. - Sprzedawcy wygrali proces z rządem. Wszystkie sklepy były zamknięte nielegalnie. I jeszcze odszkodowanie dostali! Szwagier takie siano na tym zarobił... Dopalacze mówisz?
- Tak. A co, chce pan spróbować? - szarżował Łukaszek.
- Nie, nie - i ochroniarze oddali im siatki.
Wracając przeszli znowu przez rynek. Trzy radiowozy policji aresztowały właśnie staruszkę.

Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to co robi Łukaszek, a tym bardziej za to, co mówi Gruby Maciek. A tak poza tym, to fikcja, czysta fikcja. UWAGA! Podczas czytania nie należy jeść i pić! Nie zaleca się czytania pokątnie w obecności szefa! Opluty monitor czyścimy specjalną chusteczką, a klawiaturę szczoteczką do zębów (by Redpill)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka