Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen
1373
BLOG

Ten mecz był nie fair!

Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen Polityka Obserwuj notkę 27

- To ostatni mecz w tym roku - emocjonował się tata Łukaszka.
- Mecz w tych warunkach? - siostra Łukaszka spojrzała za okno na świat, który tonął w śnieżnej zadymce.
- A dlaczego by nie? - zaperzył się dziadek Łukaszka. - Też można! Udowodnił to choćby Lech Poznań, który pięć lat temu wyeliminował z pucharów Juventus Turyn! A nie było łatwo! Padał śnieg, a Włosi grali w białych strojach!
- Jacy Włosi? - spytała naiwnie siostra  Łukaszka i została wyrzucona z pokoju.
- Tym razem nie będzie tak źle - powiedział Łukaszek. - Mają grać w Turcji czy gdzieś... Czyli śniegu na boisku nie będzie.
- Zaczyna się! - zakrzyknął tata Łukaszka i włączył telewizor.
Na boisko wyszły obie drużyny.
- ...siem, dziewięć, dziesięć, jedenaście - babcia Łukaszka liczyła zawodników polskiej drużyny. - - A tych drugich chyba jest więcej! - zawołał Łukaszek.
...ęć, jedenaście, dwanaście, trzynaście, czternaście, piętnaście. Piętnastu! - policzyła przeciwników zdumiona babcia.
- Co tu jest grane?! - zmarszczył brew tata Łukaszka.
- Widzę! - powiedział dziennikarzowi do mikrofonu trener polskiej drużyny. - Czy państwo mnie uważacie za ślepego? Przecież widzę, że ich jest więcej!
- Co pan powie na tak zaskakujący manewr? - pytał dziennikarz.
- Jaki zaskakujący? Przecież po ujawnieniu znika element zaskoczenia.
- Ale czy tak można? Wystawić tylu zawodników?
- Tak się umówiliśmy z trenerem przeciwników.
- To dlaczego pan nie wystawił też piętnastu?
- Bo tak się umówiliśmy. On wystawia piętnastu, a ja jedenastu.
- Ale czy to nie wpłynie na wynik?
- Co mi pan tu o wyniku! Wynik nie jest najważniejszy! Najważniejsze jest, że naszych piłkarzy lubią! Że jest pojednanie pomiędzy reprezentacjami! Niech pan zobaczy!
I kamery pokazały jak kapitanowie obu drużyn uściskali się serdecznie przy przekazywaniu proporczyków. Kapitan Polaków przekazał trzy proporczyki, a kapitan tamtej tylko jeden. Właściwie to nie był oryginalny proporczyk, lecz jedynie jego ksero z naniesionymi flamastrem zmianami.
Zaczął się mecz. Reprezentanci Polski grali przepisowo, ale i dziwacznie zarazem. Kiedy piłka była w ich posiadaniu nie konstruowali żadnej akcji, lecz bez ładu i składu wykopywali ją na połowę przeciwnika.
- Może tak strzelą bramkę - pocieszał się dziadek Łukaszka.
- Za krótko strzelają... - kręcił głową Łukaszek.
Przeciwnicy grali kompletnie nie przepisowo. Łapali piłkę w ręce, przewracali polskich zawodników, strzelali gola za golem i brutalnie faulowali. Po jednym z nich jeden z Polaków nie mógł się podnieść i znieśli go na noszach z boiska.
- Co pan powie na takie coś? - gorączkował się dziennikarz i podsunął trenerowi polskiej drużyny mikrofon pod nos.
- Cieszy mnie gra fair naszych przeciwników - oznajmił zimno trener.
- E... Kogo pan wprowadzi za kontuzjowanego?
- Nikogo.
- E... Ale dlaczego?
- Umówiliśmy się z trenerem przeciwników, że nie robimy zmian.
- Ale przepisy są chyba ważniejsze, a one dopuszczają...
- Ale tak się umówiliśmy - wycedził zimno trener. - Nie histeryzujmy! Lubimy się i nie psujmy tego, że się lubimy!
- Przegrywamy!
- Jest dobrze!
- Ale przegrywamy!
- Ale dobrze przegrywamy! Co pan ode mnie chce? Żebym jakoś wpłynął na wynik? To byłoby nie fair! Warunki są takie same dla obu stron!
- Czy nie uważa pan, że nas tutaj oszukują?
- Jest pan bezczelny - i trener obrócił się do dziennikarza plecami.
- Czy to jeszcze jest mecz piłki nożnej? - spytał dziadek Łukaszka. - Powinni to zgłosić do FIFY!
Polacy kontynuowali grę w dziesiątkę. Mnożyło się coraz więcej nieprawidłowych zagrań, w pewnym momencie przeciwnicy grali dwiema piłkami naraz. Sędzia w ogóle nie używał gwizdka ani kartek, jedynie nakazywał grać dalej. Trybuny wyły.
Mecz zakończył się wynikiem dziewięćdziesiąt sześć do zera.
- I co pan na to panie trenerze? - zapytał dziennikarz. - Nawet jednej bramki nie pozwolili nam wbić!
Trener był blady ze złości.
- Nie tak się umawialiśmy... Owszem, każdy logicznie myślący mógł się domyślać, że wygrają, ale uważam, że my też powinniśmy strzelić gola.
- Poparcie dla pana jako trenera katastrofalnie spadło - rzekł z satysfakcją dziennikarz. Trener zbladł jeszcze bardziej po czym rzucił do mikrofonu:
- To jednak... Ten mecz był nie fair! - i poszedł sobie.
- No i co teraz? - wyjąkał dziadek. - Przegraliśmy!
- Może... - tata Łukaszka zaciskał i rozwierał dłonie. - Może dojdzie do rewanżu?
- Może... - westchnął dziadek i spojrzał na Łukaszka. - Ale to już chyba musiałoby zagrać nowe pokolenie piłkarzy...

Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to co robi Łukaszek, a tym bardziej za to, co mówi Gruby Maciek. A tak poza tym, to fikcja, czysta fikcja. UWAGA! Podczas czytania nie należy jeść i pić! Nie zaleca się czytania pokątnie w obecności szefa! Opluty monitor czyścimy specjalną chusteczką, a klawiaturę szczoteczką do zębów (by Redpill)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (27)

Inne tematy w dziale Polityka