czyli ławeczka nawiedzonych
^
^
Powitać na ławeczce delegację z Brukseli - w te uprzejme słowa odezwał się szef przybytku (czyli ławeczki). Opowiadajcie, co słychać, bo mnie donoszą o jakichś nieporozumieniach, podczas ostatniego posiedzenia...
To nie tak, Toni wyrwał się do odpowiedzi - Anna chciała umożliwić naszemu przedstawicielowi zabranie głosu na temat Smoleńska i...
Tu przerwał mu szefuńcio - nie ciebie pytałem...
No więc - zaczął wyjaśniać Woj Ciechowski - wszystko szło gładko, nasz przedstawiciel już był w trakcie swojego wystąpienia, gdy wtem... mówca zawiesił głos...
No kończ waść - ciekawość moją zaspokój - przynagla Guru...
A... bo to było tak - odezwała się ze swojego końca ławeczki była pani minister - na przemówienie naszego człowieka obecni na sali europosłowie niezbyt zwracali uwagę, więc postanowiłam pomóc... I...
I, co ? - teraz już szef się nieco zdenerwował...
Pani minister rad, nie rad nadal ciągnie swoją opowieść... I postanowiłam wtedy zatańczyć solo przed mównicą, z której przemawiał pan Gajewski...
Cooo ?!!! - wrzasnął pytaniem szef ?...
No przecież szef wie, że moim największym atutem w randze Ministra Spraw Zagranicznych był taniec z różnymi ważnymi osobistościami świata zachodniego. Wszyscy byli zachwyceni... to i tutaj chciałam pomóc...
A kto zacz, ten cały Gajewski... czy jak mu tam... Zdenerwowanie szefa sięga szczytu...
I wszystkim się zdawało, że nadal Woj Ciech śpiewa...
(to echo się... śmiało)



Komentarze
Pokaż komentarze (8)