Brun
Brun brun brun
7 obserwujących
69 notek
34k odsłony
1039 odsłon

Wakacje w Helu

Wykop Skomentuj5

Wakacje w Helu.

Plaża z piaskiem parzącym w stopy, niebieska woda zrolowana w przybojowej fali i nad głową równie niebieskie niebo poprzetykane nagromadzeniem białych chmur w szybkim tempie wraz z wiatrem przemieszczających się w kierunku na na południe, z odchyleniem na wschód. To właśnie odchylenie zamurowało nas już na trzeci dzień w obszernym basenie helskiego portu. Mając już dosyć podziwiania betonowych nabrzeży wybraliśmy się na plażę.

Nurkuję pod falę i od razu jestem w prześwietlonej zielonkawym słońcem krainie ciszy. Schodzę do dna, które jest delikatnie pofałdowane równymi i równoległymi rowkami.

Nad głową nagłe zmętnienie od załamującego się grzywacza i cień od chmury sprowadzający niespodziewany mrok do podwodnego świata.

Mała plaża w Helu, ostatni raz nurkowałem tutaj kiedy miałem szesnaście lat, zatem już bardzo dawno temu. Wówczas falochrony helskiego portu nie były obrzucone betonowymi gwiazdoblokami i można było skakać z nich bezpośrednio, na zewnątrz portu, do wody. Kto się nie bał to na główkę, a komu serce trzepotało ze strachu to na nogi. Opcji by w ogóle nie skoczyć, nie było, jak to wśród nastolatków.

Dziewczyny zawsze na nogi, śmiesznie zaciskały nos dwoma palcami i prawie zawsze zamykały oczy.

Kiedyś, dzisiaj betonowe opaski uniemożliwiają taką sztukę a i, zdaje się, są jakieś przepisy, które surowo takiego skakania zabraniają, pod karą grzywny.

Kiedyś nie, ale dzisiaj wszystko jest inaczej.

Kiedyś nie czarterowałem jachtów a kilka dni temu, wraz z małżonką, wzięliśmy z lokalnej gdyńskiej czarterowni niespełna dziesięciometrową Bavarię i późnym sobotnim popołudniem ruszyliśmy, w kierunku na Gotland, na dwutygodniowe wakacje. Najpierw flauta na Zatoce. Chodzą jakieś deszczowe chmury, ulewy nagłe w nieruchomym powietrzu, strugi wody zasłaniają widok na ląd i na zakotwiczone na redzie statki. Unikając systemu rozgraniczenia ruchu, po wewnętrznej stronie torów, na silniku płyniemy w kierunku cypla Helu. Mam trochę kłopotu z komunikacją radiową bo przez lata niebywania w okolicy pozapominałem kanałów. Gdańsk czternasty, Gdynia dwunasty ale jak gada Hel i na którym ten cały VTS? Czarterowa łódka jest zarejestrowana pod mocno egzotyczną banderą i na pokładzie nie ma spisu sygnałów radiowych, bo na Karaibach nie wymagają. Tak, szczerze się najpierw zdziwiwszy po co komu coś takiego jak spis radiowy na papierze, objaśnił mi manager czarterowni.  

Pokazał gdzie się włącza ledowego węża do podświetlenia konturu nadbudówki, jak działa vebasco i nadmuch ciepłego powietrza w toalecie.

Jak ściemnić obraz chartplotter'a, jasnym światłem przeraźliwie walący po oczach w zapadającym właśnie zmierzchu już nie objaśnił odsyłając jedynie do właściwej instrukcji, wśród innych instrukcji umieszczonej w szufladzie biurka. A może w szafce nad koją? A jeżeli nie w szafce nad koją to na pewno w bakiście za oparciem kanapki w mesie. Nie...?

Zasłaniam żarówę plastikową osłoną, szukanie instrukcji zostawiając sobie do rana.

To był błąd, że tak z po południu, z marszu, nie zgłębiwszy się niuanse charplottera i VHSowych kanałów tak od razu i z marszu ruszyliśmy na morze. Nasze bałtyckie morze, kochane tak dobrze znajome. W miarowej poświacie helskiej Latarni mijamy majaczący czernią ciemniejszą od czerni cypel Helu i już jesteśmy na odmorskiej stronie półwyspu.

UMPA! UMPA! Majteczki w kropeczki... W czerń nocy strzela promień laserowego światła, po chwili zapala się jeszcze z pięć takich i krążą sobie po chmurach w rytm muzyki disco polo. ŁUPU DUPU, niesie się na kilka mil w morze wraz z wiatrem, który właśnie zaczyna przywiewać z zachodu. Stawiamy z rolerów wszystko co mamy i osłonięci brzegiem od wiatru, w syku piany suniemy po gładkim morzu ze sześć węzełków. Z tym sykiem to nieco przesadzam bo disco zagłusza wszystkie inne odgłosy i dominuje w krajobrazie aż do Góry Szwedów, gdzie mierzeja skręca na NW i winkiel zasłania bezpośredni widok na scenę, chociaż nie poblask laserowy, który łuną pulsuje w rytm coraz słabiej słyszanej muzyki. Było nie było głośniki przeszły na zawietrzną i odległość, i rosnąca siła wiatru robią swoje. A wiatru przybywa. Pochylamy się na zawietrzną a kiedy wyostrzam na Władysławowo bryzgi zaczynają przechodzić nad dziobem. Robi się szum, piana syczy, żagle się śmieją, coś stuka niezabezpieczone w forpiku i łódka kołysze się coraz bardziej. 

image

Wiatr tężeje a my się refujemy szarpiąc się co nieco z rolerem grota, który się zacina klinując żagiel w szerokiej likszparze i ani wte ani w tamte... kurcze blade, ryjemy relingiem wodę i niezwyczajny jeszcze żołądek zaczyna podchodzić do gardła. 

- Jarek, ZRÓB COŚ!

Moja dziewczyna skacze na nogi.

Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości