W pełni doceniam wielowiekowe starania Kościoła rzymskokatolickiego o czystość, czyli przekonanie wiernych, że stosunki seksualne są dopuszczalne jedynie w pożyciu małżeńskim.
Często odnoszę jednak wrażenie, że ten problem dominuje wszelkie inne i stanowi główny, a może nawet jedyny wyznacznik wierności chrześcijaństwu.
Pewien mądry ksiądz profesor powiedział kiedyś na wykładzie, że gdyby ta kwestia była najważniejsza w Magisterium Kościoła, to przykazanie „Nie cudzołóż” znajdowałby się na pierwszym, a nie dopiero na szóstym miejscu w Dekalogu.




Komentarze
Pokaż komentarze (67)