Na pewno nie z przyczyn programowych. Z największą uwagą śledziłem odbywający się w ostatnich dniach proces porodowy, czy ktokolwiek z akuszerów przebąknie o jakowychś pryncypiach programowych przedsięwzięcia. I nic nie usłyszałem konkretnego, same okrągłe przymiotniki. A nawet gorzej, jeden z secesjonistów zapytany o to wprost przez red. B. Rymanowskiego oświadczył rozbrajająco, że za parę dni będzie grill i tam się będą mogły krystalizować pomysły. No groza, czyż logicznie rzecz biorąc idea i plan nie powinny wyprzedzać działania?
Pytany o to M. Morawiecki to po wielekroć powtórzył, że głównym celem jest odsunięcie od władzy obecnego rządu. Nie przekonuje mnie to wcale. Po pierwsze, wszak i dotychczasowe jego środowisko deklaruje ten sam cel, po co więc było je zmieniać? Po drugie, jest to na pewno człowiek o dużej inteligencji, którą obrażało by przypuszczenie, iż nie zdaje on sobie sprawy z umniejszenia głosów centroprawicy samym już jej podziałem na więcej podmiotów. Po trzecie, zbyt często nieproszony to powtarza. Po czwarte zaś, zbyt wielu nagle pojawiło się w jego orbicie ludzi związanych onegdaj z PO czy ZSL (zwanego PSL), które wszak współtworzą obecny rząd.
Moim zdaniem przyczyny są zupełnie inne.
Pierwsza to zaspokojenie osobistych ambicji secesjonistów. Ilość wyborców PiS topnieje, a wg istniejącej ordynacji realną szansą na zdobycie mandatu jest jedynka lub dwójka na wyborczej liście partyjnej. W dobie obecnych niesnasek miejsca te objęliby głównie „maślarze”, bliżsi uchu Prezesa. Czysta zatem kalkulacja osób rozmiłowanych w parlamentarnym zasiadaniu przemówiła za utworzeniem osobnych nowych list z własnymi jedynkami i dwójkami. Merytoryczne uzasadnienie takiego rozmnożenia jest wprawdzie żadne, ale jakież korzyści dla notabli! Zupełnie jak z równoczesnym istnieniem ZHP i ZHR, czy samorządu adwokackiego i radcowskiego: podwójne struktury z posadami, podwójni wodzowie i podwójne cycki do dojenia profitów różnorakich.
Istnieje i druga m. zd. przyczyna, a jest nią próba utworzenia koalicji rządzącej bez udziału Korony. Wszyscy wiemy, że nasz obecny zamorski suweren zabronił Polakom głosowania na G. Brauna, a jego (tzn. suwerena) słowo jest święte tak dla PiS jak i jego obecnej secesji. Amerykanie nawet by chcieli w Polsce rządy prawicy ale bez tego najbardziej prawicowego komponentu. I dlatego wynaleźli M. Morawieckiego (albo on się sam zgłosił). Wiele na to wskazuje, np. wzbogacenie obecnych sondaży o sympatie „ewentualne” - na wypadek gdyby stronnictwo popierane w pierwszej kolejności nie wzięło udziału w wyborach. A przecież taka ewentualność stoi jedynie przed Koroną, w przypadku jej delegalizacji. Istnieje zatem plan pożywienia się jej ew. zwłokami i na pewno od tego nie stroni Rozwój Plus (znany stąd wśród internautów jako Rozbój Pluskw). Warunkiem powodzenia tego planu jest oczywiście delegalizacja Korony przed datą wyborów. Paradoksalnie zatem wydaje się, że w interesie rządu D. Tuska nie jest teraz doprowadzenie do tej delegalizacji, albowiem z Braunem w Sejmie reszta prawicy separująca się od niego rządu nie utworzy.
Co z tego się wydarzy? Jedno wydaje się być absolutnie pewne – że w obecnym kształcie ordynacji wyborczej i sytuacji politycznej przyszłoroczny parlament zaroi się znów od postaci całkowicie zużytych (tylko jeszcze bardziej) i dla Polski bezużytecznych, które radzi byśmy widzieć na śmietniku historii. Droga awansu ludzi nowych jest żadna i to nie tylko z uwagi na arbitralnie ustalane partyjne listy wyborcze. Także przez to, że żadna z dotychczas rządzących ekip nie przyznaje się do żadnych błędów i czuje się krystaliczne czysta, więc po co jej dotychczasowi koryfeusze mieli by ustępować? Jak napisał Paweł Jasienica, z czasem opuszczają nas pożądania zmysłowe, czy materialne, ale żądza władzy towarzyszy nam do śmierci. Kto wie, czy gdyby np. PiS w porę zmieniło retorykę na bliższą prawdy, np. „Też błądziliśmy i kradliśmy, ale wymiernie mniej”, szło by teraz po sukces. Ale zachowało się dokładnie tak jak jego adwersarz Lech Wałęsa, który poszedł w całości w zaparte i widzimy jak skończył. No trudno. Quisque faber fortunae suae.
Co jednak w obecnym układzie winniśmy robić my, prawicowi wyborcy? W najbliższym czasie zachowywać maksymalną ostrożność i uwagę co do poczynań nowego podmiotu politycznego. Wiele wskazuje, że jest to kolejny „szczurołap z Hameln”, jakich wielu już było w poprzednich okresach przedwyborczych (Palikot, Petru, Hołownia, a wcześniej i sam Tusk). I nie spieszmy się z kredytem zaufania doń . Zauważmy, że w razie jego klęski wyborczej (nie osiągnięcia progu) znaczna pula tłustych kotów naszej sceny politycznej sama się z niej wyeliminuje.
Zaś przy samych wyborach nie głosujmy ślepo wg kolejności na listach, lecz zadajmy sobie trud przestudiowania życiorysów kandydatów. I głosujmy jedynie na tych, którzy w swoim życiu coś istotnego i pożytecznego sami osiągnęli.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)