cepol
Czechy, Polska, Ameryka Łacińska, Służby specjalne, StB.
3 obserwujących
42 notki
38k odsłon
  627   1

Styczniowa rewolucja flanelowa

W przestrzeni publicznej Czech pojawił się w związku z tegorocznymi wyborami prezydenckimi zwrot "Rewolucja Flanelowa". Spróbuję się zastanowić nad zasadnością użycia tego zwrotu.

image


Tak w podręcznikach historii będą odnotowane wydarzenia związane z tegorocznymi wyborami prezydenckimi. Flanelowa, bo koszula flanelowa to jeden z kilku znaków rozpoznawczych generała Pavla (obok motoru Harley, skórzanej kurtki, uniformu generała armii oraz surowej miny bezkompromisowego dowódcy). Rewolucja - bo znów zostanie pokonany (po raz trzeci z rzędu) Andrej Babiš, bo wybory te to w rzeczywistości referendum na temat Babiša. Uzasadnienie użycia wyrazu "rewolucja" jest wprawdzie słabe, ale innego nie widzę. Ale być może czegoś nie wiemy i naprawdę szykuje się rewolucja na serio, której początkiem będzie demokratyczny wybór nowej głowy państwa a potem... zobaczymy.


W każdym razie zwrot ten jest używany przez zdeklarowanych zwolenników wyboru generała nowym prezydentem, nie są to ludzie "słabego ducha", wręcz przeciwnie, oni wiedzą najlepiej, co się szykuje. 


Można spekulować, iż ta elekcja potwierdzi fakt wejścia do nowego etapu historycznego. To się dokonało (pierwszy akt) w przedostatnich wyborach parlamentarnych, w których przepadły tradycyjne polistopadowe partie polityczne - ODS i Socjaldemokracja, dostały się do parlamentu, ale bardzo słabe. Przypomnijmy, iż te dwie partie sprawowały władzę na przemian w omalże całym okresie polistopadowym (po 1989 r.) i decydowały o losach państwa. To się zmieniło wraz ze zdobyciem władzy przez ruch ANO (Babiša), stary układ pękł. Chwilową próbą zatrzymania tego procesu było zmontowanie antybabiszowskiej koalicji rządowej po ostatnich wyborach w 2021 r., w której jest co prawda sporo ugrupowań nowych, niezwiązanych ze starym układem, ale rolę wiodącą w nim odgrywa na razie Obywatelska Partia Demokratyczna, relikt starych czasów, mocno zmodyfikowany, a to w takim stopniu, iż założyciel ODS V. Klaus się od obecnej ODS stanowczo odżegnuje. Czyli to już tylko łabędzi śpiew starych czasów, nadchodzi coś innego, nowego i generał Pavel to awangarda tego czegoś, zwiastun nowego systemu. 


Na razie, opierając się na ujawnionych tezach głoszonych przez generała można identyfikować takie elementy jak: pełna zgoda na eutanazję, całkowite zalegalizowanie związków par jednopłciowych, wprowadzenie cenzury (nazywane "walka z dezinformacjami"), przyjęcie przez Czechy waluty euro, green deal i inne elementy postępowych wizji nowego wspaniałego świata.


Babiš, który odegrał rolę detonatora starego świata burząc dotychczasowy system polityczny w Czechach w tych wyborach, paradoksalnie, odgrywa rolę obrońcy systemu tradycyjnych wartości (patriotyzmu, zdrowego rozsądku, tradycyjnego pojmowania małżeństwa, wolności słowa etc.), ale on tę rolę tylko odgrywa - część zrozpaczonych wyborców zamierza go poprzeć ufając, iż zatrzyma rewolucję, ale to płonne nadzieje kierowane pod niewłaściwy adres. Jedyna różnica pomiędzy Babišem i Pavlem polega na tym, iż oligarcha nie chce doprowadzić procesu, który zapoczątkował, do jego końca, mu odpowiada obecny stan przejściowy, stan pewnego mętnego chaosu (Pavel prezentuje się jako ten, kto pokona chaos - i tu ma rację, taki jest jego cel), w którym się doskonałe porusza broniąc swoich interesów, nie interesów państwa, z którym ma wspólne jedynie to, że tam prowadzi swoje rozległe interesy, ale nic poza tym. W danym momencie występuje pewna częściowa zgodność interesów Babiša z państwem Czeskim, ale to stan, który nie będzie trwał zbyt długo, to raczej przypadkowy stan. 


Stare tradycyjne partie polityczne a wraz z nimi system klasycznych wartości odchodzą do lamusa. Andrej Babiš tę zmianę zapoczątkował, Petr Pavel dokończy. 


Ewentualna wygrana Babiša (mało prawdopodobna) oznaczałaby jedynie przedłużeniem konwulsji starego ładu politycznego.


Ciekawą kwestią jest pytanie, dlaczego symbolem i właściwie animatorem nadchodzącej rewolucji ma być postać prezydenta, który w Czechach ma stosunkowo słabą pozycję konstytucyjną. Czeska głowa państwa nie ma nawet inicjatywy ustawodawczej. 


W przeciwieństwie do Polski nad Wełtawą postać prezydenta odgrywa wielką rolę historyczną - czy to na poziomie podręcznikowym czy realnym. Havel to do dziś mocna ikona rewolucji aksamitnej. Po raz pierwszy został wybrany prezydentem w grudniu 1989 r. - warto przypomnieć, że dokonało tego Zgromadzenie Narodowe, w którym przeważali komuniści. Do dziś nie wiadomo, jakie argumenty tak naprawdę ich przekonały, by głową państwa wybrali kogoś, którego jeszcze w tym samym roku uważali za wroga, żywioł antypaństwowy i w ogóle emanację zła. W tych dniach i tygodniach był mocno brany pod uwagę wariant, że nowym prezydentem zostanie Alexander Dubček, symbol Praskiej wiosny 1968 r. Postać znana wszystkim, natomiast Havel był jeszcze małą znaną osobą jeżeli chodzi o masy, wylansowały go dopiero wielkie manifestacje w listopadzie 89 r., do tej pory znało go raczej ograniczone liczebnościowo grono związane ze słabą niekomunistyczną opozycją. Lud wybór ten bez problemu zaakceptował. 


Teraz, w wyborach bezpośrednich, wielu zadeklarowanych antykomunistów będzie głosowało na Pavla lub Babiša, byłych członków partii komunistycznej, ale nie zwyczajnych - obaj byli również w jakiś sposób związani z siłami represyjnymi totalitarnego reżimu, tak więc historia zatoczyła wielkie koło, choć inaczej i w innych warunkach, ale mamy do czynienia z sytuacją przypominającą tę z grudnia 1989 r. Tyle, że na odwrót. 


I jeszcze jedno podobieństwo - generała Pavla przez tymi wyborami za bardzo nie znano. Owszem, nie jest znikąd, wykonywał ważne funkcje, była to - podobnie jak Havel przed wybraniem - postać, o której się wie, która coś znaczy, ale w świadomości mas nie funkcjonowała. W trakcie kampanii wyborczej stał się teraz omalże idolem młodych, liberałów, miejskich wyborców, słowem - gwiazdą, która przyciąga tłumy, która - gdzie się pojawi - robi furorę. Wystarczyło kilka miesięcy intensywnej pracy i mamy nową super star życia społeczno-politycznego. Trzeba przyznać, iż Pavel ma lepszy zespół doradców marketingowych niż Babiš, jemu zdobycie takie popularności (bo ją niewątpliwie ma) trwało kilka lat.


Czy faktycznie mamy do czynienia z rewolucją?


Powyższe rozważania to prawdopodobnie słabe (ale jednak jakieś) potwierdzenie tezy, że użycie wyrazu "rewolucja" nie jest zupełnie bezpodstawne.


Nie oznacza to powrotu starych komunistycznych czasów. Ale być może w pewnym sensie.... ?


Vladimír Petrilák




Lubię to! Skomentuj18 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka