76 obserwujących
392 notki
391k odsłon
  1619   8

"Nowa UE" Borysa Johnsona - co o niej sądzić?

Ostatnimi dniami większe poruszenie wzbudziła propozycja brytyjskiego premiera. Otóż: "według włoskiego dziennika „Corriere della Sera” Boris Johnson ma pomysł na nowy model wspólnoty europejskiej, który miały zrzeszać między innymi Polskę, Ukrainę i kraje bałtyckie. Liderem byłaby Wielka Brytania".

Pomysł wzbudził liczne dyskusję, trzeba więc przyjrzeć mu się bliżej. Z punktu widzenia WB jest on oczywisty: po wyjściu z UE kraj ten szuka dla siebie wygodniejszego miejsca w Europie, które nie sprawiało by wrażenia izolacji. Oczywiście tzw. "specjalne relacje" z USA nadają słowu "izolacja" nieco innego znaczenia, ale fakt jest faktem i propozycja Johnsona jest w tym kontekcie zrozumiała. Dla nas jednak najważnijsze jest znaczenie pomysłu dla Polski. Wpisuje się on jakoś w ideę "międzymorza", nadając jej jednak inny wymiar. Trzonem nowego "porozumienia" miały by być przecież kraje spoza UE: Wielka Brytania, Ukraina i Turcja! To zmiania postać rzeczy i każe genezy tej idei szukać w zamierzchłych czasach "pentagonale" i propozycji Buscha seniora wstapienia Polski do NAFTA. Stany Zjednoczone nie zostały wymienione przez Borysa Johnsona, ale każdy chyba rozumie że ich życzliwe zainteresowanie jest warunkiem koniecznym dla realistycznego myślenia o jego koncepcji. Powiedzmny wprost: idea BB nie wpisuje się (jak "międzymorze") w strukturę Unii Europejskiej, ale stanowi dla niej konkurencję, a nawet próbę jej rozbicia. Taki pomysł byłby więc "ksieżycowy" jeszcze kilka lat temu, ale czy jest taki obecnie? Sytuacja mocno się ostatnio zminiła!

Agresja Rosji na Ukrainę nie była zaskoczeniem dla tych co śledzili poczynania Putina w ostatnich latach, natomiast reakcja na nią państw tzw. "starej Europy" wprawiła wielu obserwatorów w dysonans poznawczy podtrzymywany silnym "syndromem wyparcia". Okazało się mianowicie, że deklaracje kolejnych rządów Niemiec to nie są tylko słowa, i że Rosja i Niemcy to naprawdę "strategiczni partnerzy" którzy wzajemnie uzgadniają swoje posunięcia na terenie Mitteleuropy by uniknąć kłopotów takich jak rok1914 lub 1941. Niczego nie robią na tym obszarze bez co najmniej wiedzy i zgody partnera. Okazało się też ("królowa Bona umarła!"), że znane słowa "żelaznej lady" jakoby Unia Europejska była "narzędziem realizacji mocarstwowej polityki Niemiec" to także nie są tylko słowa ale i fakty: kraje "starej unii" współpracowały z Rosją i realizowały w tym de facto politykę Niemiec. Oczywiście niektórzy nadal będą chcieli się łudzić, ale sprawy staneły już w jasnym świetle, a meandrów i krętactw kanclerza Scholtza nie da się zrozumieć bez uwzględnienia powyższego. Obecna inwazja Rosji na Ukrainę to tylko końcowa część większej operacji która sojusznicy prowadzą od lat. Jej celem miało być to co zawsze stanowiło cel polityki niemieckiej (i rosyjskiej), bez względu na to czy były to Prusy Fryderyka Wilhelma II, Republika Waimarska, III Rzesza, czy obecna Republika Federalna Niemiec: podział stref wpływów na obszarze pomiędzy Niemcami i Rosją. Tym razem jednak, chyba tylko Bożej Opatrzności zawdzięczamy, że sprawy potoczyły się inaczej niż planowano.

 A plan był złożony i prosty zarazem. Systematycznie wdrażana przez Niemcy "polityka klimatyczna" miała spowodować uzależnienie Europy od rosyjskiego gazu (którego Niemcy miały być hubem) i zawczasu sparalizować jakąkolwiek wolę oporu. Zarazem służyła osłabienieu opartej o wegiel energetyki polskiej, a to Polska, obok Ukrainy, była jednym z głównych celów rosyjsko - niemieckiej "operacji specjelnej". Sygnałem do ataku stała się zmiana na stanowisku prezydenta USA i zielone światło dla Niemiec ze strony Bidena, który postanowił odpuścić sobie Europę Środkową i zostawić ją Niemcom by samemu swobodnie zająć się Chinami. Tylko że zapomniał (ach to jego "roztargnienie") o tym co już tu napisalismy: że Niemcy uważają Rosję za "strategicznego partnera" i szanują jej interesy na obszarze między oboma państwami. Zresztą z wzajemnością - historia nauczyła oba państwa, by wszelkie poczynania wobec np. Polski (lub Bałkanów) wzajemnie konsultować i uzgadniać. No więc tak się zapewne między "partnerami" dogadano, że dawne ZSRR wróci do Rosji, a dawne "demoludy" do Niemiec. I to by nawet mogło wyjść, bo Nord Stream-2 już był prawie gotowy i jeszcze z 5 lat a UE by się bez ruskiego gazu nie pozbierała, ale... ktoś się chyba pospieszył. Putin zachorował i chyba nie mógł już czekać na laury drugiej Katarzyny Wielkiej, więc rozpoczął awanturę (Werner Maser pisał że z Hitlerem było podobnie, też się pospieszył bo był chory). W tej sytuacji słynne amerykańskie "deep state" się zreflektowało: "co ten stary Joe narozrabiał, Niemcy mieli robić porządek w Europie, ale nie do spółki z Putinem, ruskie są w sojuszu z Chinami, a my mamy ich osłabiać a nie wzmacniać!" No i Ukraina się postawiła... A jeszcze wcześniej kompletnie nie wyszło z Polską, ani Turów, ani zdesantowanie Tuska, ani fundusze europejskie, ani emigranci z Białorusi- nic nie spowodowało zmiany rządu na proniemicki. Jeszcze była nadzieja wyrażona przez szefa MSZ Niemiec wobec ambasadora Ukrainy że "w trzy dni się skończy", ale się nie skończyło. W tej trudnej sytuacji nagle spadły maski i okazało sie, że główni rozgywający w UE stoją ... po stronie Rosji i zabiegają o korzystne dla niej zakończenie tej tragedii. Dodajmy, że w obecnej sytuacji każde zakończenie jest dla Rosji korzystne, bo tylko odsuwa ostateczne rozwiązanie kwestii ukrańskiej. Bez autentycznego pokonania Rosji i cofnięcia jej w rozwoju ekonomicznym o 10 -20 lat nie da się zapewnić pokoju w Europie. I właśnie temu (pokonaniu Rosji) chcą zapobiec Niemcy, Francja, Włochy i zapewne jeszcze pomniejsi gracze. Mamy więc czytelny podział: z jednej strony Rosja i jej zachodni sojusznicy: Niemcy i podporządkowane im pozostałe kraje UE, z drugiej strony Ukraina, Polska, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone. Niepewne jest stanowisko większości pozostałych krajów "międzymorza" i to jest chyba najważniejszą niewiadoma tej ukłądanki. A druga to Turcja - kraj historycznie skonfliktowany z Rosją, ale ostatnio bliski jej politycznie. na ten grunt spada propozycja premiera Wielkiej Brytanii. jak ją ocenić?

Lubię to! Skomentuj30 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka