Kot z Cheshire Kot z Cheshire
435
BLOG

DEFORMA polskiego języka - to się dzieje!

Kot z Cheshire Kot z Cheshire Kultura Obserwuj notkę 121

Ceterum censeo Poloniam mox extra Unionem Europaeam futuram esse

Znów czytam na salonie o tym, co uczyniła jakaś tam "ministra", a jeszcze nie doszedłem całkiem do siebie po tym, jak przeczytałem o wizycie w Watykanie anglikańskiej "biskupy". To jest jakiś "sen idioty śniony nieprzytomnie": rozumiem, że masakrują nam gospodarkę, kulturę, szkolnictwo, ale żeby język? Choć w sumie...

Obecna "deforma" polskiego języka jest wdrażana (upychana kolanem) w sposób nieoficjalny, metodami nieformalnego nacisku i szantażu, przez ludzi którzy tego języka zwyczajnie nie rozumieją i "nie czują", gdyż w większości posługują się nim w drugim - trzecim pokoleniu. Ci ludzie nie ogarniają tego za co się biorą, tego że w polszczyźnie kobieta może być profesorem, ministrem, powstańcem, a dla równowagi mężczyzna może być np. geodetą, kierowcą, specjalistą lub ... idiotą! Z typową dla każdego maskila hunwejbińską gorliwością, postanowili nas wreszcie nauczyć posługiwania się naszym własnym językiem, gdyż w ich rozumieniu jest on nie do końca logiczny, no i zaczęli płodzić potworki językowe w rodzaju "architektki" lub wspomnianej "biskupy". Już nie wystarczy im nauczanie nas "prawidłowej" wymowy (zwłaszcza słynne "szeŚĆSet" lub "dziewiĘĆSet" które skutecznie narzucili miejscowym, a od którego skóra mi cierpnie na doopie gdy słyszę), oni nam teraz nareszcie zrobią "reformę" porównywalną do balcerowiczowskiej w gospodarce! W sumie nic nowego, już przed wojną Żeromski z przekąsem wspominał o "panu Tuwimie, który tak wgryzł się w język polski, że aż przegryzł się na drugą stronę". No ale Julian Tuwim to był jednak Ktoś!

I tylko jednego nie mogę zrozumieć (?), a raczej wybaczyć: tego kompletnego, tchórzliwego milczenia całej naszej (?) kulturalnej elity i profesury, tych wszystkich filologów (płci OBOJGA - żadnych tam "filolożek"!), którzy w milczeniu to obserwują. W latach dwudziestych ubiegłego wieku, przeprowadzono reformę polskiej ortografii: zebrało się grono wybitnych specjalistów z grona profesorów filologii i ustaliło jak należy pisać po polsku. Była potem awantura, liczne zastrzeżenia, ale ktoś to w końcu musiał zrobić i jakoś się przyjęło. Dlatego nawet bym zrozumiał (co nie znaczy: zaakceptował!), gdyby obecnie jakieś podobne grono ustaliło, że powinniśmy zrobić porządek z "feminitywami" i się za to kompleksowo i na spokojnie zabrało. Ale to milczące obserwowanie dzikiej i chaotycznej masakry języka Mickiewicza i Słowackiego, jaką dokonują na ich oczach ludzie którzy nie mają do tego żadnych kompetencji poza wygórowanym poczuciem swojego geniuszu - tego pojąć nie potrafię! Będzie im to pamiętane...

Jakoś mi się to skojarzyło z viralem ostatnich tygodni: obrazem dzikusa, który z gestami triumfu, w biały dzień, na ulicy irlandzkiego miasta urzyna kozikiem głowę powalonemu białemu człowiekowi. Gdyby to się działo sto lat temu, w dżungli ciemną nocą to bym to uznał za "szokujący widok", ale to się działo w XXI wieku,  w biały dzień, pośrodku europejskiego miasta; więc to jest zbyt absurdalne by napisać o tym po prostu "szokujące". Nie potrafię jednak powiedzieć JAKIE to jest.  Takie czasy...

Ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (121)

Inne tematy w dziale Kultura