Ceterum censeo Poloniam mox extra Unionem Europaeam futuram esse
Zbliża się nieuchronnie dzień 1 lipca 2026r. być może data najważniejsza w dziejach Kościoła Katolickiego od zakończenia Soboru Watykańskiego II. W dniu tym Bractwo Kapłańskie FSSPX, zwane przez przeciwników "lefebrystami", wyświęci bez zgody papieża, a może za interwencją Ducha Świętego jednak z jego zgodą, nowych konserwatywnych biskupów. Zdaniem licznych przeciwników bractwa, w tym Watykanu, pociągnie to za sobą ekskomunikę latae sententiae, czyli zaciągniętą "z automatu" przez winowajców, za popełnienie określonego czynu. Zdaniem kapłanów z bractwa, którzy powołują się przy tym na kodeks prawa kanonicznego, nic takiego nie nastąpi, gdyż ich działanie następuje w "stanie wyższej konieczności" wynikającym z głębokiego kryzysu w posoborowym Kościele. I nie ma przy tym znaczenia to czy taki stan obiektywnie ma miejsce (któż miałby to stwierdzić?) ale zgodnie z ww. kodeksem wystarcza przekonanie o jego wystąpieniu, a w takie przekonanie wśród kapłanów bractwa nie można powątpiewać. Pierwszego lipca dojdzie więc zdaniem niektórych do schizmy w Kościele Katolickim, zaś zdaniem innych do niej nie dojdzie. Charakterystyczne jest przy tym stałe wskazywanie przez przeciwników bractwa na działanie ekskomuniki "latae sententae, a więc na zaciągnięcie jej przez samych "winowajców". Papież Leon XIV najwyraźniej nie zamierza takiej ekskomuniki (klątwy) "rzucić" ani nawet - jak sądzę - ogłosić. Czyżby uważał w głębi duszy, że nie ma takiego prawa?
Tymczasem, wraz ze zbliżaniem się feralnej daty, narasta nerwowość i to wcale nie po obu stronach. Bractwo zachowuje zdumiewający spokój, jak na tych, którzy za chwilę mogą stanąć na krawędzi wiecznego potępienia. Nerwowość narasta po stronie "kościoła posoborowego". Pojawiają się wypowiedzi, analizy i teksty wmawiające bractwu: antysemityzm (jakże by inaczej!), nieposłuszeństwo, pychę, wstecznictwo, nieuctwo teologiczne, a nawet … herezję "marcjonizmu"! To ostatnie najbardziej kuriozalne, ale poprzednie też "cud miód i orzeszki". Kapłanom bractwa a nawet wiernym idącym za jego głosem, grozi się wiecznym potępieniem, zapominając na chwilę, że zdaniem "posoborowia" można być optymistą odnośnie "pustego piekła" :)
Równocześnie dość zdumiewające jednak posunięcia nastąpiły po stronie samego papieża Leona XIV, który znajdował dotychczas czas by spotykać się w miłej i przyjaznej atmosferze z najróżnieszymi postaciami, a tym np. z "biskupką"(!) ewidentnie od wieków schizmatyckiego "kościoła anglikańskieg" (a więc wg doktryny katolickiej z kobietą - osobą prywatną przebraną i udającą biskupa) przyjmując od niej błogosławieństwo (!!!), zaś nie znalazł dotąd czasu na spotkanie i szczerą rozmowę z od dawna o to zabiegającym przełożonym bractwa FSSPX które pozostaje wciąż w Kościele Katolickim i wciąż za papieża się modli. Tenże papież wywołał ostatnio szok w "posoborowiu" ZABRANIAJĄC (powtórzę: ZA-BRA-NIA-JĄC!!!) kościołowi niemieckiemu praktyki wygłaszania homilii przez świeckich, w tym przez kobiety. Szok i oburzenie są ogromne, gdyż do tego momentu wydawało się, że Kościół Katolicki nie może już niczego od swoich wiernych wymagać ani niczego im zabraniać. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że ten zdumiewający i nagły konserwatyzm papieża też ma związek z nadchodzącym dniem 1.07. Rzecz jednak nie jest bez znaczenia, gdyż dotyka samego sedna kryzysu w posoborowym Kościele katolickim. Zdaniem autora, mechanizm tego kryzysu jest bowiem następujący:
1. Według np. red. Terlikowskiego (stwierdzenie, które ostatnio wygłosił w dyskusji z Chmielewskim), zajęcie przez Watykan jednoznacznego stanowiska w jakiejkolwiek istotnej kwestii spornej doprowadziłoby do "POTĘŻNEJ SCHIZMY". Wypada się zgodzić. Skoro tak, to w KK narasta wewnętrzny podział i sprzeczności, które nie znajdują rozstrzygnięcia. Dlaczego tak jest?
2. Dlatego, że Kościół współcześnie już NICZEGO NIE MOŻE WYMAGAĆ OD SWOICH WIERNYCH. Ksiądz nie może na kazaniu mówić o piekle (a już na lekcji religii to ...), nie może "upominać grzeszących" ani nawet "pouczać nieumiejętnych". Kościół musi być całkowicie INKLUZYWNY (zupełnie inaczej niż wczesne chrześcijaństwo) i każdego "akceptować" bez zastrzeżeń. A na wyższym szczeblu, Watykan nie może np. Kościołowi niemieckiemu zabronić tego i owego (nieaktualne?), bo zostałby zlekceważony. Dlaczego tak jest?
3. Dlatego, że od bardzo dawna to "CZŁOWIEK JEST DROGĄ KOŚCIOŁA" (pamiętne słowa z pierwszej encykliki JPII). Skoro "człowiek jest drogą Kościoła" (a nie Chrystus, wbrew Jego słowom: "Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem, nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie"), to wszystko w Kościele staje się podporządkowane oczekiwaniom "wiernych", co jest rewolucją i zwrotem o 180 st. w stosunku do tego czym Kościół był zawsze, z czego w jasny sposób wynikają wyżej wymienione problemy. Ale skutki są odwrotne do zamierzonych i wierni z takiego "człowieczego" Kościoła odchodzą. Dlaczego?
4. Z wielu powodów, w tym z takiego, że ten "ludzki" i "inkluzywny" Kościół staje się zwyczajnie NIEPOTRZEBNY. Wierni, zwłaszcza młodzi, szukają odpowiedzi na podstawowe pytania: jak żyć i w co wierzyć. Jeśli w odpowiedzi słyszą od Kościoła, że mogą żyć tak jak żyją i wierzyć w co chcą (z pewną przesadą, ale już raczej niewielką), to wzruszają ramionami i idą po odpowiedź gdzie indziej! Kościół współcześnie nie zanika na skutek wrogości tzw. "świata", ale na skutek OBOJĘTNOŚCI!
Podsumowaniem powyższego mechanizmu narastającego kryzysu są słowa, które zasługują na to, by je powtarzać niczym bicie w dzwon na trwogę. Ostatnio, na mszy podczas której bierzmowano mojego syna, usłyszałem je podczas modlitwy wiernych: "Módlmy się za papieża Leona i księży biskupów, aby (...) dobrze SŁUŻYLI LUDZIOM I ŚWIATU"(!) Nie przesłyszałem się, nie było tam słowa o Panu Bogu. Jeśli weźmiemy pod uwagę co oznacza "świat" w Nowym Testamencie, zwłaszcza u św. Jana, to te słowa, po których wszyscy bezrefleksyjnie powtórzyli "Ciebie prosimy wysłuchaj na Panie", budzą po prostu zgrozę! Dla konserwatywnego katolika wynika z tego, że likwidują mu jego (nasz!) Święty Kościół Katolicki i robią to w sposób sprytny i wypróbowany, metodą "gotowania żaby". Już go nie zwalczają, ale postanowili go podmienić na coś, co nie tylko nie będzie im przeszkadzało, ale co im będzie ... SŁUŻYŁO! Zdaniem bractwa FSSPX żaba jest już ugotowana...
A co na to wszystko bractwo FSSPX, które (jak wyżej wspomniałem) zachowuje przez 1 lipca całkowity spokój i wstrzemięźliwość od jakichkolwiek agresywnych wystąpień? Otóż "popełniło ono" ostatnio czyn, który "posoborowie walczące" może uznać za dotkliwy i potencjalnie niszczący cios. Opublikowało mianowicie "swoje" wyznanie wiary: w 153 punktach przedstawiło to wszystko, w co Kościół Katolicki wierzył zawsze i co uznawał za swoją stałą i niepodważalną doktrynę, a co obecnie jest jawnie lub półjawnie kwestionowane. Na mnie ta lektura zrobiła ogromne wrażenie. Po niesławnej pamięci liście z 404 KEP, po którym to liście straciłem większość zaufania do księży biskupów i podważone zostało mocno moje zaufanie do instytucji Kościoła Katolickiego, ta lektura jest jak zanurzenie się w krystalicznie czystej i chłodnej wodzie jeziora, w duszne i skwarne letnie południe. Każdemu katolikowi polecam tą lekturę, a link zamieszczam poniżej.
https://news.fsspx.pl/2026/06/wyznanie-wiary-katolickiej-wobec-bledow-wspolczesnosci/


Komentarze
Pokaż komentarze (23)