W styczniu 2026 r. w przestrzeni publicznej pojawiły się informacje, że generał Zhang Youxia – jeden z absolutnie najwyżej postawionych wojskowych w Chinach (wiceprzewodniczący Centralnej Komisji Wojskowej, CMC) – został objęty dochodzeniem w sprawie „poważnych naruszeń dyscypliny i prawa”. To ważne z kilku powodów: Zhang był uznawany za „człowieka z rodziny” politycznie – jego zaplecze i powiązania „princelingów” (w tym historyczna relacja rodzin Zhang–Xi) czyniły go figurą, która miała wyglądać na nietykalną. To spina się z wcześniejszą falą czystek, w tym usunięciami na szczytach CMC i w resortach obronnych. Według części analiz oznacza to, że Xi wchodzi w fazę “gołej” centralizacji dowodzenia – po usunięciu kolejnych filarów, nawet tych, którzy byli jego własną konstrukcją kadrową. To nie jest już „standardowa antykorupcja”. To wygląda jak demontaż wszystkich alternatywnych ośrodków lojalności w armii – także tych, które jeszcze wczoraj uchodziły za “najbezpieczniejsze”.
W chińskim systemie „korupcja” jest często pojęciem operacyjnym. Oczywiście realna korupcja w sektorze zbrojeniowym i w strukturach PLA istnieje (zresztą same władze to komunikują), ale polityczny sens czystek jest szerszy: wycinanie sieci patronackich (frakcji personalnych, zależności rodzinno-towarzyskich, układów w przemyśle obronnym), odzyskanie pełnej kontroli nad nominacjami i awansami, wymuszenie posłuszeństwa w aparacie, który ma “dowodzić wojną”, a nie dyskutować o niej. Analitycy zwracają uwagę, że kampania uderza też w środowiska powiązane z obronnością (aerospace, sektor nuklearny), co sugeruje, że czystka obejmuje nie tylko wojsko, ale i zaplecze przemysłowo-technologiczne.
W wielu analizach przewija się teza, że Xi chce armii: bardziej lojalnej, bardziej zdyscyplinowanej, bardziej zdolnej do realizacji politycznych celów, w tym ewentualnej operacji przeciw Tajwanowi. Mówi się wręcz o przejmowaniu przez Xi „operacyjnej” kontroli po kolejnych śledztwach wobec najwyższych wojskowych oraz o tle w postaci celu „gotowości” PLA w perspektywie 2027 r. Ale krytyczny punkt jest taki: centralizacja sprzyja posłuszeństwu, a niekoniecznie zdolności bojowej.
Dlaczego to może „pomagać” w scenariuszu wojennym (z perspektywy Xi): krótszy łańcuch decyzyjny: mniej autonomii dowódców, mniej “hamulców”; awanse oparte na lojalności: większa przewidywalność polityczna dowództwa; większy terror biurokratyczny: nikt nie chce być tym, kto „zablokował rozkaz”.
Dlaczego to może być destrukcyjne (z perspektywy realnej wojny): dowódcy zaczynają raportować to, co władza chce usłyszeć (a nie to, co jest prawdą); spada inicjatywa i elastyczność, rośnie kultura strachu i “papierowej gotowości”; czystki niszczą instytucjonalną pamięć, ciągłość planowania i zaufanie w sztabach.
To klasyczny paradoks autorytarny: im silniej lider próbuje “zabezpieczyć lojalność”, tym bardziej może osłabić kompetencję, zwłaszcza w systemie skomplikowanym technologicznie (wojna sieciocentryczna, logistyka, rozpoznanie, interoperacyjność). Usunięcie kogoś takiego jak Zhang Youxia jest politycznie kosztowne, bo uderza w obraz stabilności. Jeśli mimo to do tego dochodzi, to logiczny wniosek (w kategoriach gry o władzę) brzmi: "Xi woli mieć armię mniej doświadczoną, ale posłuszną, niż doświadczoną, ale potencjalnie autonomiczną". To jest strategia, która może być racjonalna dla utrzymania władzy, ale bywa irracjonalna z perspektywy państwa jako całości. Bo armia przestaje być „instytucją państwa”, a staje się rozszerzeniem bezpieczeństwa reżimu.
Pierwsza fala interpretacji najnowszych wydarzeń w chińskim dowództwie wojskowym koncentruje się na personaliach, lecz w istocie chodzi o coś znacznie głębszego – o strukturę władzy i jej wewnętrzną logikę. Usunięcie jednego z najwyżej postawionych generałów, który przez lata uchodził za figurę niemal nietykalną, powiązaną z elitarnym kręgiem „czerwonych rodów” oraz historycznie kojarzoną z zapleczem rodzinnym Xi Jinpinga, jest sygnałem o znaczeniu wykraczającym poza zwykłą rotację kadrową czy standardową kampanię antykorupcyjną. W chińskim systemie politycznym personalia są zawsze komunikatem strategicznym. Jeśli z gry wypada ktoś, kto jeszcze niedawno był symbolem ciągłości i stabilności w Centralnej Komisji Wojskowej, oznacza to, że centrum władzy przestaje ufać nawet tym, którzy formalnie należą do jego własnej konstrukcji kadrowej. To już nie jest tylko oczyszczanie systemu z nieprawidłowości finansowych czy dyscyplinarnych. To jest demontaż potencjalnych alternatywnych ośrodków lojalności w armii, nawet jeśli ich istnienie było dotąd uznawane za kompatybilne z linią polityczną przewodniczącego.
Ostatnie lata przyniosły serię czystek obejmujących najwyższe szczeble dowodzenia, w tym struktury odpowiedzialne za rakietowe siły strategiczne, przemysł obronny i sektor technologiczny związany z programami kosmicznymi i nuklearnymi. Skumulowany efekt tych działań nie polega wyłącznie na wymianie kadr, lecz na zasadniczym przekształceniu relacji między partią a armią. Oficjalnie od początku rządów Xi powtarzana jest zasada, że „partia musi absolutnie kontrolować karabin”. Jednak obecna faza tej polityki wydaje się wykraczać poza tradycyjną doktrynę kontroli politycznej nad wojskiem. Mamy do czynienia z procesem, w którym nawet wysoko postawieni oficerowie, wcześniej postrzegani jako lojalni i politycznie bezpieczni, stają się podatni na usunięcie. Taki ruch nie służy jedynie wzmocnieniu dyscypliny; on wprowadza element permanentnej niepewności do całego korpusu dowódczego. Generałowie nie mogą być już pewni, że wcześniejsza bliskość z najwyższym kierownictwem daje im trwałą ochronę. W efekcie armia przestaje funkcjonować jako instytucja oparta na względnej ciągłości elit i zaczyna przypominać strukturę, w której lojalność musi być stale potwierdzana i demonstrowana.
W tym sensie bieżące wydarzenia można interpretować jako przejście od modelu kontroli frakcyjnej do modelu kontroli personalistycznej. W pierwszym wariancie różne sieci wpływów w obrębie systemu były tolerowane, o ile nie podważały nadrzędnej pozycji przywódcy. W drugim wariancie sama potencjalna autonomia staje się zagrożeniem. Z perspektywy stabilności reżimu może to wydawać się racjonalne, ponieważ minimalizuje ryzyko wewnętrznego sprzeciwu w sytuacji kryzysowej. Jednak z punktu widzenia efektywności militarnej rodzi to pytanie o koszt instytucjonalny. Każda czystka na najwyższym szczeblu oznacza utratę doświadczenia operacyjnego, rozbicie istniejących sieci planistycznych oraz wprowadzenie klimatu ostrożności, w którym raportowanie problemów może być postrzegane jako przejaw nielojalności. Armia, która ma być zdolna do prowadzenia złożonych operacji wielodomenowych, wymaga nie tylko dyscypliny politycznej, lecz także zaufania poziomego i odwagi intelektualnej w planowaniu. Jeśli dominującą motywacją dowódców staje się przetrwanie polityczne, a nie doskonalenie zdolności bojowych, struktura zaczyna działać bardziej jak aparat administracyjny niż jak organizm zdolny do adaptacji w warunkach wojny.
Dlatego pierwsza, najważniejsza konkluzja z obecnej fali czystek nie dotyczy bezpośrednio Tajwanu ani harmonogramu potencjalnej operacji, lecz natury samego systemu dowodzenia. Wydarzenia te sugerują, że Xi Jinping nie tylko dąży do utrzymania pełnej kontroli nad armią, lecz także że uznał dotychczasowy poziom zaufania do najwyższego dowództwa za niewystarczający. To jest sygnał strategiczny: władza centralna w Pekinie postrzega armię nie jako całkowicie skonsolidowany filar, lecz jako obszar wymagający dalszej homogenizacji politycznej. Taki ruch może zwiększać bezpośrednie posłuszeństwo wobec decyzji politycznych, ale jednocześnie zmniejsza autonomię operacyjną i elastyczność strategiczną. W długim horyzoncie tworzy to paradoks systemu autorytarnego: im silniej przywódca próbuje zabezpieczyć lojalność struktur siłowych, tym bardziej ryzykuje erozję ich kompetencyjnej głębi.
Druga warstwa analizy dotyczy pytania, które nieuchronnie pojawia się w zachodnich ośrodkach strategicznych: czy tak głęboka centralizacja dowodzenia i czystki w najwyższym kierownictwie wojskowym są etapem przygotowania do potencjalnej operacji przeciw Tajwanowi. W oficjalnej narracji Pekinu kwestia „zjednoczenia” pozostaje niezmiennym elementem retoryki państwowej, a modernizacja Armii Ludowo-Wyzwoleńczej od lat przedstawiana jest jako proces budowy zdolności do „wygrania wojen informatyzowanych i inteligentnych”. Jednak czystki personalne w strukturach dowódczych wprowadzają nową dynamikę: zamiast obrazu armii, która stopniowo profesjonalizuje się i doskonali interoperacyjność między domenami lądową, morską, powietrzną, cybernetyczną i kosmiczną, pojawia się obraz instytucji poddawanej politycznej rekonstrukcji w czasie rzeczywistym.
Z perspektywy niektórych analityków taki ruch może sprzyjać realizacji celów wojennych, ponieważ zmniejsza ryzyko sprzeciwu wobec decyzji politycznej o użyciu siły. W systemie, w którym łańcuch dowodzenia jest ściśle sprzężony z aparatem partyjnym, lojalność personalna staje się kluczowym kryterium awansu. Generałowie wiedzą, że ich pozycja nie wynika wyłącznie z kompetencji operacyjnych, lecz z zaufania najwyższego przywódcy. To może wytworzyć środowisko, w którym rozkaz – nawet o charakterze eskalacyjnym – jest realizowany bez wewnętrznych wątpliwości, a opór instytucjonalny zostaje zminimalizowany. W logice władzy personalistycznej jest to atut: decyzja o operacji militarnej nie napotyka na tarcie frakcyjne, a aparat wykonawczy jest psychologicznie przygotowany do bezwzględnego posłuszeństwa.
Jednak ta sama cecha może stać się źródłem strategicznego ryzyka. Wojna przeciw Tajwanowi – w szczególności operacja desantowa lub blokadowa wobec wyspy o zaawansowanej infrastrukturze obronnej i potencjalnym wsparciu zewnętrznym – byłaby przedsięwzięciem o ekstremalnej złożoności logistycznej i technologicznej. Wymagałaby precyzyjnej koordynacji między siłami rakietowymi, marynarką, lotnictwem, cyberprzestrzenią i systemami rozpoznania satelitarnego. W takim środowisku kluczowe jest istnienie kultury raportowania realnych problemów, a nie ich tuszowania. Jeśli czystki wprowadzają klimat strachu i ostrożności, dowódcy mogą unikać przekazywania negatywnych informacji o stanie gotowości, brakach w wyposażeniu czy niedoskonałościach planów operacyjnych. Historia systemów autorytarnych pokazuje, że w warunkach silnej presji politycznej raporty często zaczynają odzwierciedlać oczekiwania przywódcy, a nie obiektywną rzeczywistość. To zjawisko, znane jako „autocenzura instytucjonalna”, może prowadzić do przeszacowania własnych zdolności i niedoszacowania ryzyka.
W tym kontekście centralizacja dowodzenia ma podwójne oblicze. Z jednej strony upraszcza proces decyzyjny i pozwala na szybkie przejście od decyzji politycznej do realizacji operacyjnej. Z drugiej strony redukuje pluralizm opinii w procesie planowania strategicznego. W armiach o bardziej zdecentralizowanej kulturze dowodzenia istnieje przestrzeń na debatę, symulacje alternatywnych scenariuszy i testowanie hipotez w warunkach sztabowych sporów. W modelu silnie spersonalizowanym decyzja przywódcy nabiera charakteru niemal aksjomatycznego, a kwestionowanie jej założeń może być postrzegane jako brak lojalności. To szczególnie istotne w przypadku Tajwanu, gdzie operacja nie byłaby jedynie konfliktem regionalnym, lecz wydarzeniem o potencjalnie globalnych konsekwencjach gospodarczych i militarnych. Błąd kalkulacyjny mógłby oznaczać nie tylko niepowodzenie militarne, lecz także głęboką destabilizację wewnętrzną i międzynarodową izolację.
Dlatego druga część tej układanki nie sprowadza się do prostego wniosku, że czystki zwiększają prawdopodobieństwo wojny. One raczej zmieniają warunki, w których decyzja o wojnie mogłaby zostać podjęta. Tworzą środowisko, w którym polityczna wola może zostać szybciej przekształcona w działanie, ale jednocześnie ograniczają zdolność systemu do autorefleksji i krytycznej korekty. W długiej perspektywie taka konfiguracja może prowadzić do paradoksu: armia staje się bardziej jednorodna politycznie, lecz mniej odporna na błędy strategiczne. A to oznacza, że potencjalny konflikt – jeśli by nastąpił – mógłby być nie tylko efektem kalkulacji siły, lecz również rezultatem systemowej redukcji mechanizmów ostrzegawczych, które w bardziej pluralistycznych strukturach pełnią funkcję bezpieczników.
Trzecia warstwa tej analizy prowadzi do wniosku znacznie mniej komfortowego, niż sugerują ostrożne komentarze dyplomatyczne. Jeżeli spojrzeć na sekwencję czystek w chińskim dowództwie nie jako na incydentalne działania antykorupcyjne, lecz jako na proces strukturalny, to wyłania się obraz państwa wchodzącego w fazę pełnej personalizacji władzy nad armią. Nie jest to już klasyczny model partii kontrolującej siły zbrojne poprzez ideologię i instytucjonalne mechanizmy nadzoru. To model, w którym lojalność wobec jednego człowieka staje się nadrzędnym kryterium stabilności systemu militarnego. Taka transformacja nie jest neutralna. Ona zmienia naturę państwa, jego sposób podejmowania decyzji i jego tolerancję na ryzyko.
W systemach autorytarnych moment, w którym przywódca przestaje ufać nawet własnym protegowanym, jest sygnałem wejścia w etap konsolidacji defensywnej. Oznacza to, że zagrożenie postrzegane jest nie tylko na zewnątrz, lecz także wewnątrz aparatu. W takich warunkach armia przestaje być przede wszystkim narzędziem projekcji siły, a zaczyna pełnić funkcję gwaranta ciągłości reżimu. To fundamentalna zmiana priorytetu. Jeśli najważniejszym zadaniem sił zbrojnych staje się zabezpieczenie politycznej jedności i niedopuszczenie do alternatywnych centrów wpływu, to zdolność do samodzielnego, elastycznego myślenia operacyjnego zostaje podporządkowana wymogowi bezwarunkowego posłuszeństwa. Historia pokazuje, że takie armie mogą być zdolne do demonstracyjnych działań, lecz mają poważne problemy z prowadzeniem długotrwałych, nieprzewidywalnych konfliktów wymagających adaptacji.
W kontekście Tajwanu oznacza to, że największym ryzykiem nie jest dziś agresywna retoryka ani modernizacja sprzętowa, lecz koncentracja decyzji w wąskim kręgu, w którym filtr polityczny dominuje nad analizą wojskową. Jeśli decyzja o użyciu siły zapadłaby w środowisku, w którym realne koszty operacji są niedoszacowane, a alternatywne scenariusze nie zostały uczciwie przedyskutowane, świat mógłby stanąć wobec konfliktu wywołanego nie tyle przez chłodną kalkulację, ile przez mechanizm systemowy. Centralizacja może bowiem zwiększyć gotowość do wykonania rozkazu, ale jednocześnie zmniejsza odporność na błąd poznawczy przywódcy. A w systemie, w którym kontrola informacji jest równie ścisła jak kontrola wojska, ryzyko błędu rośnie wykładniczo.
Odważna teza, która z tego wynika, jest następująca: obecna fala czystek w PLA nie musi być zapowiedzią nieuchronnej wojny, lecz może być objawem głębokiej niepewności władzy co do rzeczywistej jakości własnej armii. Przywódca pewny kompetencji swojego dowództwa nie usuwa go w przededniu potencjalnych historycznych decyzji. Usuwa się ludzi wtedy, gdy istnieje obawa, że system nie jest w pełni sterowny. Paradoksalnie więc, zamiast świadczyć o rosnącej sile, czystki mogą sygnalizować, że w Pekinie istnieje świadomość strukturalnych słabości – korupcji, przeszacowanych raportów gotowości, niedomkniętych procesów modernizacyjnych. Jeżeli tak jest, to agresywna retoryka może pełnić funkcję kompensacyjną, podczas gdy realna gotowość operacyjna pozostaje przedmiotem wątpliwości.
Jednocześnie nie można ignorować drugiej możliwości: system, który wyeliminował wszystkie alternatywne ośrodki opinii, może stać się bardziej skłonny do ryzykownych decyzji właśnie dlatego, że nikt nie jest w stanie ich zakwestionować. Najgroźniejszy dla stabilności międzynarodowej nie jest więc scenariusz, w którym Chiny są nadmiernie pewne siebie, lecz scenariusz, w którym przywództwo działa w informacyjnej bańce wytworzonej przez własne czystki. Taki system może jednocześnie przeceniać swoje możliwości i niedoszacowywać reakcji przeciwnika. A to jest konfiguracja, w której błąd strategiczny staje się bardziej prawdopodobny niż racjonalnie wyważona decyzja.
Końcowa konkluzja jest zatem podwójnie ostrzegawcza. Centralizacja wojskowa w Chinach zwiększa polityczne posłuszeństwo, ale czyni system bardziej wrażliwym na jednostkowy błąd i zniekształcenie informacji. W krótkim okresie może to wzmacniać obraz determinacji i jedności. W długim – tworzy strukturę, w której jeden człowiek i wąski krąg decydentów stają się wąskim gardłem całej architektury bezpieczeństwa państwa. Jeśli przyszłość regionu Azji Wschodniej będzie zależała od jakości informacji docierających do tego centrum, to czystki w PLA nie są jedynie sprawą wewnętrzną Chin. Są elementem globalnego równania ryzyka, w którym stabilność zależy nie tylko od siły militarnej, lecz od jakości mechanizmów korekty błędów. A te, w warunkach radykalnej centralizacji, stają się coraz słabsze.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)