Tekst opublikowany na chińskim portalu NetEase ma formę eseju strategiczno-geopolitycznego, który opisuje możliwy scenariusz przyszłości Rosji i rolę Chin w tym scenariuszu. Jego osią jest teza, że osłabienie Rosji – gospodarcze, demograficzne i polityczne – jest procesem strukturalnym, a nie epizodycznym, oraz że w pewnym momencie doprowadzi ono do utraty realnej kontroli Moskwy nad rosyjskim Dalekim Wschodem.
Kluczowym pojęciem tekstu jest „miękka aneksja”, rozumiana jako stopniowe przejmowanie kontroli poprzez mechanizmy ekonomiczne, finansowe i infrastrukturalne. Tekst argumentuje, że siła militarna nie będzie potrzebna, jeśli region zostanie trwale uzależniony od Chin w codziennym funkcjonowaniu.
Centralny wątek dotyczy instrumentów ekonomicznych, które już dziś – według autora – są w użyciu lub mogą zostać wzmocnione. Wymieniane są długoterminowe kontrakty surowcowe (gaz, ropa, drewno, metale), inwestycje infrastrukturalne finansowane przez chiński kapitał, kredyty na projekty lokalne, a także stopniowe wprowadzanie rozliczeń w juanie. Szczególną uwagę autor zwraca na integrację systemów płatniczych – obecność WeChat Pay i chińskich rozwiązań finansowych w regionie ma jego zdaniem znaczenie nie symboliczne, lecz systemowe, bo zmienia codzienne nawyki ekonomiczne ludności. W tekście mocno akcentowana jest słabość demograficzna rosyjskiego Dalekiego Wschodu. Region ten przedstawiany jest jako obszar ogromny terytorialnie, bogaty surowcowo, ale wyludniony, starzejący się i chronicznie niedoinwestowany przez Moskwę. Wojna z Ukrainą ma – w tej narracji – dodatkowo drenować zasoby finansowe i administracyjne centrum, pogłębiając zaniedbania peryferii. Autor sugeruje, że w pewnym momencie ekonomiczne centrum ciężkości regionu przesunie się z Moskwy do Pekinu, niezależnie od formalnej przynależności państwowej.
Istotnym elementem tekstu jest odwołanie do historii. Autor przypomina tzw. „nierówne traktaty” z lat 1858–1860, w wyniku których Chiny utraciły kontrolę nad dużymi obszarami na północ od Amuru, w tym nad terenami dzisiejszego Władywostoku. Ten wątek nie jest rozwinięty w tonie rewizjonistycznym wprost, ale pełni funkcję moralnej legitymizacji: sugeruje, że obecny stan granic jest efektem historycznej słabości Chin i że „odzyskanie wpływów” nie byłoby aktem agresji, lecz korektą dziejowej niesprawiedliwości. Tekst zawiera również fragmenty poświęcone reakcji Zachodu. Autor przewiduje, że USA i UE mogłyby sprzeciwiać się wzrostowi chińskich wpływów w regionie, ale jednocześnie sugeruje, że ich zdolność oddziaływania będzie ograniczona, zwłaszcza jeśli proces będzie miał charakter czysto ekonomiczny. W tym kontekście pojawia się wzmianka o Szanghajskiej Organizacji Współpracy jako potencjalnym parasolu politycznym, który mógłby osłabić presję zewnętrzną.
Najważniejsze jednak jest to, czego tekst nie mówi wprost, ale co z niego wynika. Rosja przestaje być w nim przedstawiana jako równorzędny partner Chin. Jest opisywana raczej jako państwo schyłkowe, które w dłuższym horyzoncie nie będzie w stanie utrzymać kontroli nad swoimi peryferiami. Chiny jawią się natomiast jako aktor cierpliwy, kalkulujący w dekadach, gotowy czekać na moment, w którym ekonomiczna zależność stanie się polityczną rzeczywistością.
W chińskim kontekście medialnym znaczenie tego tekstu polega nie na tym, że „ogłasza plan Pekinu”, lecz na tym, że normalizuje samą myśl o postrosyjskim porządku na Dalekim Wschodzie. Skoro taka narracja pojawia się na dużej, kontrolowanej platformie, oznacza to przesunięcie granicy dopuszczalnej debaty: Rosja nie jest już tylko „strategicznym partnerem”, ale również potencjalnym obiektem długoterminowego zagospodarowania. To właśnie czyni ten tekst tak istotnym. Nie jest to zapowiedź wojny. To przygotowanie mentalne – dla chińskiej opinii publicznej i elit – na scenariusz, w którym słabość Rosji nie jest zagrożeniem dla Chin, lecz oknem strategicznej możliwości.
W chińskim ekosystemie medialnym tego typu przekaz zwykle nie przechodzi przypadkiem. NetEase to platforma, nie oficjalny organ KPCh — ale funkcjonuje w środowisku cenzury i zarządzania narracją, gdzie „zbyt ryzykowne” tezy o granicach, terytoriach i przyszłym rozpadzie państwa nuklearnego nie są neutralne politycznie. W praktyce takie publikacje pełnią rolę balonów próbnych: sondują reakcje (wewnętrzne i zewnętrzne), normalizują język roszczeń historycznych oraz przygotowują chińską opinię publiczną do myślenia o Rosji nie jako o „strategicznym partnerze”, lecz jako o aktywie w kryzysie — do zagospodarowania, jeśli centrum osłabnie. To jest szczególnie wymowne, bo w ostatnich latach Rosja i Chiny utrzymują fasadę „bezgranicznej przyjaźni”, podczas gdy równolegle zachodnie źródła opisują narastającą nieufność rosyjskich służb wobec chińskiej aktywności wywiadowczej.
Mechanizm „miękkiej aneksji” opisany w relacjach z tego wątku jest klasycznym opisem przejęcia strefy wpływu bez czołgów: długie kontrakty surowcowe i infrastrukturalne, rozliczenia w RMB, kredyty wiążące wykonawców i logistykę, wejście w handel detaliczny i usługi płatnicze, a na końcu „lokalne elity” uzależnione od Chin. To wygląda jak ekonomia, ale jest geopolityką: w momencie szoku (rozpad centrum, kryzys fiskalny, konflikt elit) region już nie ma alternatywnej kotwicy finansowej ani handlowej. Wtedy nie trzeba formalnej zmiany granic — wystarczy, że realna władza ekonomiczna i infrastrukturalna leży gdzie indziej. I właśnie dlatego ten model jest groźny: jest odwracalny tylko przed punktem krytycznym, po nim staje się samopodtrzymujący.
Wątek „nierównych traktatów” (1858–1860) i przywoływanie utraconych obszarów działa jak włącznik emocjonalny: buduje moralną legitymizację przyszłych roszczeń („rachunek historii”). To jest fundament propagandy państwowej w wersji długiego trwania: nie mówi się „zaatakujemy”, tylko „odzyskamy” lub „nie możemy stracić”. Tego typu język zmienia percepcję — Rosja przestaje być partnerem, staje się tymczasowym posiadaczem czegoś, co „kiedyś wróci”. W realiach rywalizacji mocarstw to jest przygotowanie mentalne do scenariusza, w którym Pekin przestaje udawać, że interesy Rosji i Chin są zbieżne.
To spina się z drugim twardym sygnałem: doniesieniami o tym, że rosyjskie służby postrzegają Chiny jako istotne zagrożenie wywiadowcze i obawiają się długofalowych ambicji terytorialnych Pekinu na Dalekim Wschodzie, mimo publicznej narracji „przyjaźni”. To ważne nie dlatego, że pojedynczy przeciek „rozstrzyga prawdę”, tylko dlatego, że pokazuje logikę państwa słabszego: Rosja po 2022 r. jest coraz bardziej zależna od Chin handlowo, technologicznie i finansowo, a jednocześnie wie, że ta zależność nie jest partnerska. W takim układzie Pekin może równocześnie kupować rosyjskie zasoby „na przecenie” i budować instrumentarium nacisku, a Moskwa ma ograniczoną przestrzeń do kontrgry.
To, co w tej historii jest najbardziej uderzające, to zmiana tonu i pozycji podmiotowej. Rosja w chińskiej narracji przestaje być „strategicznym partnerem”, a coraz częściej opisywana jest w kategoriach młodszej siostry – bytu słabszego, mniej racjonalnego, wymagającego opieki, ale też dyscyplinowania i prowadzenia. W chińskiej kulturze politycznej takie określenie nie jest neutralne. „Młodsza siostra” nie jest równym partnerem – jest kimś, kto z definicji nie decyduje o kierunku, kto powinien słuchać starszego i komu można narzucać rozwiązania „dla jej dobra”. To język hierarchii, nie sojuszu.
Ten język idzie w parze z praktyką. Równolegle do oficjalnej retoryki przyjaźni Pekin prowadzi wobec Rosji rozbudowaną, wielowarstwową aktywność wywiadowczą i wpływową. Nie jest to nic nadzwyczajnego z punktu widzenia mocarstwa – ale znaczenie ma skala i kierunek. Chiny nie koncentrują się na destabilizacji Rosji w sensie chaotycznym; ich działania mają charakter cierpliwego mapowania słabości: elit regionalnych, struktur gospodarczych, kanałów finansowych, zależności surowcowych, wąskich gardeł logistycznych i nastrojów społecznych na peryferiach. To klasyczna praca przygotowawcza do scenariusza, w którym centrum traci zdolność kontroli, a wpływy przejmuje się nie jednorazowym ruchem, lecz przez przełączenie lojalności.
W tym świetle tekst z NetEase przestaje być publicystyczną prowokacją, a zaczyna wyglądać jak element szerszej operacji poznawczej. Nie chodzi o ogłoszenie planu, lecz o oswojenie myśli: że Rosja może upaść, że jej Daleki Wschód może zostać „zagospodarowany”, że będzie to proces naturalny, ekonomiczny, wręcz racjonalny. Gdy taka narracja pojawia się w przestrzeni publicznej kontrolowanej przez państwo, oznacza to, że mentalna bariera została przesunięta. To, co wczoraj było niewyobrażalne, dziś staje się „jednym z wariantów”.
W tym kontekście coraz trudniej uciec od wniosku, że wojna Rosji z Ukrainą pełni dla Chin funkcję konfliktu zastępczego (proxy) – nawet jeśli nie została przez Pekin wywołana ani formalnie wsparta militarnie. Chiny nie ponoszą kosztów wojny, nie ryzykują sankcji na skalę rosyjską, a jednocześnie korzystają strategicznie z jej skutków. Rosja ulega trwałemu osłabieniu gospodarczemu, demograficznemu i militarnemu, stając się coraz bardziej zależna od Chin jako odbiorcy surowców, dostawcy technologii i źródła finansowania. Równolegle Zachód zużywa ogromne zasoby finansowe, przemysłowe i polityczne na długotrwałe wsparcie Ukrainy, wchodząc w okres napięć fiskalnych, inflacyjnych i społecznych. Pekin, pozostając formalnie „neutralny”, obserwuje i kalkuluje, jak dwa jego potencjalne strategiczne rywale – Rosja i szeroko rozumiany Zachód – wykrwawiają się w konflikcie, który Chiny mogą traktować jako zewnętrzne przyspieszenie globalnej zmiany układu sił. W tym sensie nie jest to wojna chińska w sensie operacyjnym, lecz wojna, której rezultaty geopolityczne działają wprost na korzyść Pekinu.
Najgroźniejsze w tej sytuacji jest to, że Rosja – osłabiona wojną, sankcjami i własnym modelem gospodarczym – nie ma realnych narzędzi kontrgry. Uzależnienie finansowe i surowcowe od Chin sprawia, że każdy sprzeciw zwiększa koszty tu i teraz. A jednocześnie im dłużej ten stan trwa, tym bardziej rośnie asymetria. W relacjach międzypaństwowych taka asymetria nigdy nie pozostaje czysto ekonomiczna. Zawsze wcześniej czy później przekłada się na politykę, bezpieczeństwo i kontrolę terytorialną – nawet jeśli nie przybiera formy formalnej aneksji.
Dlatego kluczowy wniosek tej analizy jest następujący: oś Pekin–Moskwa nie jest stabilnym blokiem antyzachodnim, lecz relacją przejściową, w której jeden partner systematycznie słabnie, a drugi przygotowuje się na świat po nim. Chiny nie myślą w kategoriach lojalności czy sentymentu, lecz w kategoriach czasu, przestrzeni i zasobów. Jeżeli w ich debacie publicznej Rosja zaczyna funkcjonować jako „młodsza siostra”, to znaczy, że w ich strategicznym rachunku moment równorzędności już minął.
Dla Zachodu to sygnał podwójnie ważny. Po pierwsze, nie należy automatycznie traktować Rosji i Chin jako jednego, monolitycznego obozu. Po drugie – i ważniejsze – trzeba rozumieć, że chińska ekspansja nie zawsze przychodzi w formie konfliktu, lecz częściej w formie długotrwałego uzależnienia, infiltracji i przejęcia funkcji państwa tam, gdzie ono słabnie. Daleki Wschód Rosji może być pierwszym wielkim poligonem tego modelu. Jeśli tak się stanie, będzie to precedens o znaczeniu globalnym – pokazujący, że XXI-wieczna aneksja może obywać się bez strzałów, a mimo to zmieniać mapę wpływów równie trwale jak wojna.
Warto w tym miejscu dodać jeszcze jeden wymiar, który nadaje całej sytuacji głębszy sens historyczny. Rosja przez większą część swojej nowoczesnej historii funkcjonowała w orbicie Europy. Jej elity, administracja, model państwa, wojsko, kultura strategiczna i aspiracje cywilizacyjne były zakorzenione w europejskim porządku – od caratu, przez Związek Radziecki, aż po postsowiecką Federację Rosyjską. Nawet w okresach ostrej konfrontacji z Zachodem Moskwa definiowała się w relacji do Europy i USA, a nie wobec Azji.
Obecna sytuacja jest pod tym względem bezprecedensowa. Po raz pierwszy Rosja wypada z europejskiej orbity i wchodzi w relację strukturalnej zależności od potęgi spoza tego kręgu. Nie jest to wybór suwerenny ani strategiczna reorientacja z pozycji siły, lecz efekt presji sankcyjnej, wojny i erozji własnej bazy gospodarczej. W tym układzie to Chiny przejmują nad Rosją funkcję centrum grawitacyjnego. W tym sensie rosyjskie przesunięcie z orbity europejskiej do azjatyckiej nie jest geopolitycznym „zwrotem ku Wschodowi”, lecz degradacją pozycji – z aktora balansującego między mocarstwami do obiektu cudzej strategii. A to czyni narracje o „równorzędnym partnerstwie” z Chinami coraz mniej wiarygodnymi, zarówno w Moskwie, jak i w Pekinie.
Strategiczna konkluzja jest brutalna, jeśli w chińskim obiegu medialnym coraz śmielej pojawia się rama „Rosja upadnie, a my musimy zabezpieczyć 7 mln km²”, to nie jest dowód na zaplanowaną decyzję Komitetu Stałego, ale jest dowód na zmianę dopuszczalnej narracji. A w systemach autorytarnych dopuszczalna narracja jest narzędziem władzy: dziś normalizuje „soft takeover”, jutro może normalizować twardsze środki, jeśli okoliczności (rozpad państwa, kryzys sukcesji, chaos fiskalny) będą sprzyjać. Dla Zachodu to oznacza jedno: oś Moskwa–Pekin nie jest stabilnym „blokiem”, tylko relacją patron–klient z rosnącą asymetrią, w której Pekin przygotowuje opcje na scenariusz post-rosyjski — i robi to językiem ekonomii, bo to najtańsza forma aneksji.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)