Blog
Punkt widzenia
Marek Jan Chodakiewicz
64 obserwujących 69 notek 417647 odsłon
Marek Jan Chodakiewicz, 26 lutego 2010 r.

Polska - nacjonalizm wyobrażony (dokończenie)

923 7 0 A A A

Jest to dokończenie mojego eseju polemicznego z książką Briana Portera na temat genezy polskiego poczucia narodowego : "Gdy nacjonalizm zaczął nienawidzieć" Książka nie ukazała się dotąd po polsku. Część pierwsza i druga - patrz poprzednie dwa  wpisy. 

(Cz. III, dokonczenie)

 

 

Cz. III (ostatnia)

Publicystyka narodowców dotycząca esencji polskości, jak również innych ważnych kwestii, była szalenie niekonsekwentna, eklektyczna. Czasami wyglądało na to, że w sprawach definicji podstawowych kwestii ideowych oraz najważniejszych zjawisk – tak jak naród czy honor – wśród endeków szalała eklektyka. Porter dostrzega to, lecz zjawiska te ignoruje argumentując o rzekomej nadrzędności “walki o przetrwanie” w retoryce endeckiej. Porter potrafi więc odnotować rozmaite przykłady pluralizmu w praktyce, jeśli nie teorii endecji, lecz upiera się w ultraredukcjonistyczny sposób, że jedyną siłą, która zespajała narodowców była “nienawiść…, która usprawiedliwiała wszystko.”[1] Stąd endecy popierali polski kolonializm, imperializm, oraz inne formy agresji: przeciw Żydom, Ukraińcom, oraz wszystkim innym.

Po prostu Porter upiera się przy preferowanym przez siebie modelu metodologicznym, mimo jego widocznych niespójności logicznych. Wypada poświęcić też kilka innych szczegółowych uwag innym mankamentom Gdy nacjonalizm zaczął nienawidzieć. Na przykład, autor tłumaczy, że „protestancki” punkt widzenia oznaczał „antyklerykalizm.”[2] W polskim, XIX wiecznym kontekście „protestancki” punkt widzenia to nie antyklerykalizm, a raczej poparcie dla rewolucji zapoczątkowanej przez Lutra, którego spadkobiercy od XVI wieku mieli na celu zniszczenie Kościoła Katolickiego. Poza tym przed Vaticanum II bardzo trudno było odróżnić antyklerykalizm od antykatolicyzmu bowiem Papieże uczyli, że nie ma zbawienia poza Kościołem. Ergo, każdy atak na Kościół był traktowany jako potencjalnie anty-katolicki, a nie po prostu antyklerykalny.

Następnie, opisując strajk i pogrom w Żyrardowie w kwietniu 1883 r. Porter nadmienia o “fascynującym nakładaniu się czynników płci, klasy, narodu i rasy.”[3] Stosowanie do mniejszości żydowskiej miana “rasy” jest nietrafne. Wystarczy porównać cechy antropologiczne Żydów skandynawskich z afrykańskimi falasze czy chińskimi potomkami krypro-judaistów. Dużo celniej jest chyba odnosić się do żydowskości jako zadeklarowanej przynależności do świata pewnych norm kulturowych. Zresztą czasami autor to czyni, odnosząc się do “Żyda” jako kulturowo “Innego”. Poza tym dziwne jest, że Porter głębiej nie ustosunkował się do pogromu antyżydowski, który zaczął się spontanicznie od strajku wywołanego przez żyrardowskie kobiety, chrześcijanki, potencjalne Polki. Jak wydarzenie to pasuje do modelu prześladowanego „Innego”? Czy wyzyskiwane przez „obcy” kapitał kobiety były ofiarami, mimo, że brały udział w pogromie? A może fakt nawet potencjalnej przynależności do „polskości” dyskwalifikuje kobiety z kategorii „Innego” czy też „ofiary”?

Pisząc o proponowanej przez pozytywistów asymilacji Żydów, Porter patronizująco stwierdza: “utopia ta przypominała dużo bardziej ich własny świat niż społeczność żydowską, lecz prymat uniwersalizmu był ważnym elementem, mimo, że jego substancja oparta była na europejskich i chrześcijańskich normach [podkreślenie MJCh].”[4] Autor zdaje się zpominać, że “europejskie i chrześcijańskie” normy są głównym źródłem tolerancji, uniwersalizmu i pluralizmu na świecie – nawet w jego obecnej zsekularyzowanej formie.

Dziwią niektóre sztuczki retoryczne autora. Porter pisze: “w sumie Narodowi Demokraci nie kochali Polski tak bardzo jak nienawidzili jej wrogów. Ich patriotyzm obarczony był nie tylko przesłaniem antagonizmu międzynarodowego – był właściwie zdefiniowany przez nienawiść.”[5] To pasuje do publicystyki, a nie pracy naukowej. No bo jakby autor zareagował na następujące zdanie: „w sumie międzynarodowi socjaliści nie kochali ludzkości tak bardzo jak nienawidzili jej wrogów. Ich socjalizm obarczony był nie tylko przesłaniem antagonizmu klasowego – był właściwie zdefiniowany przez nienawiść.” Prawda?

Irytujące są anachronizmy w odniesieniu do nazw własnych. Dlaczego w angielskojęzycznej pracy pisać o Wilnie w 1863 r. jako Vilnius? Przecież było to miasto polskie oraz do mniejszego stopnia żydowskie. Podobnie sprawa się ma ze Lwowem. Czy Porter napisał by w swojej książce o mieście niemieckim Breslau jako Wrocław? Wątpliwe. Dziwactwem też jest używać takich nazw wymiennie, chyba, że cytuje się dokumenty z tamtego okresu.[6]

 

          W dyskusji polskiego “kolonializmu” na Kresach Wschodnich Porter zapomina o polskim osadnictwie na Ukrainie, Rusi Białej i Litwie trwającym kilkaset lat. Zapomina też o tym, że wiele lokalnych rodów bojarskich dokonało wyboru: spolonizowało się, stało się częścią polskiej elity. Czy moi przodkowie, którzy od zawsze siedzieli w okolicach Mścisławia byli kolonizatorami tylko dlatego, że w XVI wieku z prawosławia przeszli na katolicyzm? Poza tym nietrafne wydaje się stwierdzenie Portera, że Polacy chcieli traktować Ukraińców jak “amerykańskich Indian”.[7] Chyba raczej – jeśli wogóle i in extremis – jak Anglicy Irlandczyków: zakooptować elitę, a resztę permanentnie schłopić, oraz spolonizować, pozbawiając języka ojczystego. W Polsce aż do przejęcia władzy przez komunistów Ukraińców nikt nie chciał masowo mordować ani deportować.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @Teresa Bochwic Post-kolonializm jest kluczem pasujacym, ale nie wszedzie. W wypadku Polski i...
  • Goście, czytelnicy& interlokutorzy Wszystkim, tak licznie mnie odwiedzającym serdecznie...
  • Goście, czytelnicy & interlokutorzy Wszystkim, tak licznie mnie odwiedzającym serdecznie...

Tematy w dziale Kultura