Blog
Punkt widzenia
Marek Jan Chodakiewicz
64 obserwujących 69 notek 421760 odsłon
Marek Jan Chodakiewicz, 8 maja 2008 r.

Wysterylizowane biurko Hitlera [1]

Filolog Luciano Canfora z uniwersytetu w Bari napisał ostatnio książkę o historii “demokracji” (po włosku: Democrazia: Storia Di Un'Ideologia; po angielsku: Democracy in Europe: A History). Odniósł się w niej życzliwie do komunizmu. “Zapomniał” wspomnieć o gułagu. Natomiast cyklicznie irytował się na bezczelnych Polaków, którzy czy to sprawą Katynia czy to już “Solidarnością” bądź papieskim pontyfikatem popisywali się żenującym ekstremizmem i przeszkadzali w poprawnych stosunkach zachodnio-sowieckich. Mimo tego Democrazia przetłumaczono na francuski, angielski i niemiecki, a usłużni współideowcy potraktowali ją z życzliwością. Zgrzyt nastąpił w momencie gdy przerażony nagą apologetyką Stalina niemiecki wydawca odmówił publikacji gotowego już tłumaczenia. Profesor Canfora natychmiast podniósł wrzawę, oskarżając wydawcę o cenzurę.

 

 

 

Autor otoczony takim nimbem męczennictwa może liczyć nie tylko na poparcie innych filostalinistów, ale również sympatię przeciętnego, liberalnego inteligenta. Czekają go zapewne wawrzyny w uniwersytetach, oraz kontrakty książkowe i stypendia naukowe. Słowem: Canfora może być spokojny o swoją sławę i przyszłość. Przecież padł ofiarą prześladowań przez nietolerancyjnych.

 

Tymczasem inny intelektualista zachodni doświadczył stokroć gorszych rzeczy. Jak sam wspomina, deportowano go z kilku krajów – od Austrii przez Kanadę do Australii, aresztowano kilkanaście razy, zrujnowano finansowo procesami. Napadnięto go i pobito kilkakrotnie; zaszczuto jego rodzinę. Zdemolowano mu dom, a “nieznani sprawcy” spalili drukarnie jego wydawcy. Intelektualista ten skarży się, że nagminnie wydawcy go cenzurują, odmawia mu się prawa do polemiki, a ostatnio nawet ma kłopoty aby opublikować swoje książki poza internetem.[2] Jednak nie słychać jakoś chóru poparcia dla tego badacza. Nie może on liczyć na sympatię opinii publicznej. Mimo, że od Canfory i innych nie różni go wiele, intelektualista ten wybrał złego socjalistę do wybielania. David Irving, bo o niego tu chodzi, jest filohitlerowcem. Historyk ten opublikował niezwykłą biografię przywódcy III Rzeszy od chwili zdobycia władzy do śmierci. Irving podkreśla, że praca pisana jest “zza biurka” Adolfa Hitlera, z jego optyką.

Wiosna dla Hitlera

Der Führer wyłaniający się spod pióra Irvinga to “enigma.”[3] To skomplikowana postać łącząca w schorowanym organizmie nadludzką wielkość z przyziemnością i małostkowością. Z jednej strony Hitler to błyskotliwy taktyk polityczny, natchniony wizjoner geopolityczny i genialny wręcz strateg wojskowy, któremu do pięt nie dorastają niemieccy generałowie. Cenił jednak rycerskość i odwagę zarówno wśród swych podwładnych jak i wrogów. Cenił też Wielką Brytanię i chciał podzielić się władzą nad światem z Anglikami, którzy jego oferty stale odrzucali przez perfidnego Churchilla. Dyktator nie był bezwzględnym przywódcą. Kochał Niemców i oszczędzał wojsko i cywilów na każdym kroku. Jednocześnie Hitler to dyktator coraz bardziej izolowany i izolujący się od rzeczywistości w swoich bunkrach; wódz III Rzeszy, którego z czasem mało kto słuchał; czołowy narodowy socjalista, który nie miał dobrej orientacji w wielu bieżących sprawach, a szczególnie nie wiedział prawie nic o eksterminacji ludności żydowskiej; dowiadywał się o tym i innych kontrowersyjnych sprawach po czasie; w rzeczywistości nie miał na nie za dużo wpływu, a już nigdy przecież nie zaplanował “Ostatecznego Rozwiązania”. Nawet jak otrzymywał informacje o mordach po fakcie, to ignorował je, właściwie “nie chciał wiedzieć.”[4] Tak, czasami zgadzał się na deportacje Żydów, ale to było dla ich własnego dobra. Chodziło przecież o uchronienie ich od “epidemii.”[5]Co więcej, jego antysemityzm to była głównie populistyczna poza, retoryka przydatna w okresie demokratycznej walki o władze, następnie porzucona. To jedna twarz Hitlera.

Z drugiej strony Irving kreśli Hitlera jako prywatnego, zwykłego człowieka, chociaż wewnętrznie, uczuciowo raczej enigmatycznego. Chorobliwie strzegł swojej prywatności. Był bardzo dyskretny w sferze intymnej. Poza tym Hitler to taki normalny, przeciętny pan w średnim wieku. Właściwie co wieczór zapraszał swoich totumfackich, a w tym i sekretarki na pogaduszki, które ciągną się do białego ranka. Herbatka, ciasteczka, anegdotki. Czasami towarzystwo urozmaicało sobie czas oglądaniem filmów. Hitler potrafił być miły i sympatyczny. Wraz z pogarszaniem się sytuacji coraz częściej wpadał w furię, nie pozwalał na wyrażanie przeciwnych poglądów.

Der Führer w tym wcieleniu jawi się jako hipochondryk, niemal codziennie szprycowany narkotycznymi koktajlami przez swego osobistego lekarza-szarlatana; właściwie bezzębny pacjent cierpiący na stale natężającą się chorobę Parkinsona, polityk działający pod presją widma własnej nadchodzącej przedwcześnie śmierci, człowiek cierpiący na bezsenność. A jednocześnie jego choroby miały wpływ na jego polityczne i militarne decyzje. Hitler rozumiał, że ma nie wiele czasu i dlatego śpieszył się aby przed śmiercią osiągnąć wielkie rzeczy dla Tysiącletniej Rzeszy. Niemiecki dyktator był wierny swojej ideologii i celom, a oportunistyczny w sprawach taktyki.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @Teresa Bochwic Post-kolonializm jest kluczem pasujacym, ale nie wszedzie. W wypadku Polski i...
  • Goście, czytelnicy& interlokutorzy Wszystkim, tak licznie mnie odwiedzającym serdecznie...
  • Goście, czytelnicy & interlokutorzy Wszystkim, tak licznie mnie odwiedzającym serdecznie...

Tematy w dziale