175 obserwujących
1082 notki
995k odsłon
326 odsłon

Misja "Salamandry" (3)

Wykop Skomentuj21

Jest sprawą dyskusyjną, czy w czasie pobytu Retingera w Polsce podjęto próbę jego zabójstwa czy jedynie skutecznie opóźniono jego powrót do Londynu.


      Jak wspominał ówczesny mjr Utnik, który prowadził na polecenie gen. Tatara wewnętrzne śledztwo w tej sprawie : „W lutym Demel wysłał telegram radiowy do Iranka-Osmeckiego zalecający Oddziałowi Wywiadowczemu unieszkodliwić Retingera po zrzucie”.  Jednak w opublikowanym tekście telegramu nie ma mowy  o zgładzeniu Retingera. Mjr Utnik, odwołując się do relacji gen. Tatara, pisał, że ten ostatni miał być „świadkiem na zebraniu Szefów Oddziałów Komendy Głównej rozpatrywania treści telegramu przechwyconego przez komórkę szyfrową Bora-Komorowskiego, a dotyczącego treści zlecenia Demela do Iranka”.


     Płk Protasewicz w swojej relacji podkreślił, iż wkrótce po wysłaniu przez gen. Sosnkowskiego ww. depeszy do gen. „Bora”, zjawił się u niego płk Demel  z napisaną odręcznie nową depeszą skierowaną tym razem do „Antoniego”, czyli płk. Iranka-Osmeckiego. Treść owej depeszy nie odbiegała od dotychczasowych instrukcji gen. Sosnkowskiego na temat misji Retinegera wysyłanych do Włoch i do kraju, mówiących o przeciwdziałaniu owej misji, jednak „bez awantur”. Nie wykluczał jednak, że Demel i Iranek-Osmecki, którzy przyjaźnili się od dziecka,  mogli się posłużyć jakimś nieznanym mu kodem.


     W liście do płk. Tadeusza Skindera płk. Iranek-Osmecki wyraził jednak szereg zawoalowanych pretensji do płk. Demela, przesyłając jednocześnie „posłuszne i żołnierskie pozdrowienia” gen. Sosnkowskiemu. Mógł w ten sposób odnosić się do „prośby” Demela w sprawie Retingera.


     W jednym z programów „Rewizja Nadzwyczajna” Dariusza Baliszewskiego Izabella Horodecka – członek komórki likwidacyjnej kontrwywiadu AK , przyznała, iż polecono jej oddziałowi  rozpracowanie i likwidację Retingera jako „bardzo szkodliwego emisariusza obcego wywiadu, który miał za zadanie zebranie opinii społeczeństwa polskiego w Kraju o ewentualnych układach z Rosją Sowiecką na warunkach mocno Polskę krzywdzących, i sugerował konieczność ich przyjęcia”.


      Wedle jej relacji Iranek-Osmecki zapytał się ją wprost, czy podejmie się zadania „polegającego na asystowaniu (...) Retingerowi w czasie oczekiwania na odlot z kraju samolotem (...) i wykonanie przy tym pewnej czynności (...) polegającej na zasypaniu tuż przed odlotem rzeczy w walizce Retingera białym proszkiem (...), który zadziała za parę tygodni i spowoduje śmierć Retingera, już poza krajem”.


      Relacja Horodeckiej, zgadza się nawet w drobnych szczegółach z zeznaniami jej przełożonego por. Rysia złożonymi we wrześniu 1950 roku przed oficerem MBP,  wedle którego  Horodecka przyjęła polecenie uznając, że „taka forma z takich ust to jest rozkaz”. Płk. Iranek-Osmecki miał jej zostawić dwa pudełka wypełnione wąglikiem, jednak por. Ryś, który  nie wierzył w jego skuteczność, dał jej inną truciznę w dwóch ampułkach. Horodecka skontaktowała się w Krakowie z  opiekunem Retingera płk. pil. Romanem Rudkowskim „Rudym”,  który zabierając jej połowę trucizny, zobowiązał się do przeprowadzenia zamachu. Po powrocie do Warszawy Horodecka poinformowała o tym płk. Iranka-Osmeckiego, który ponownie nakazał przeprowadzenie zamachu Horodeckiej.


       Retinger, płk Rudkowski i Horodecka oczekiwali na przylot samolotu, którym w ramach operacji Most 2 Retinger miał wrócić do Londynu, w dworze w miejscowości Dołega. W tym czasie Horodecka miała podać mu truciznę otrzymaną od Rysia  „po kilka kropel do różnych potraw, a najlepiej w kawie”. Ponieważ miała tylko jedną ampułkę, trucizna nie zadziałała.


     Historia ta nie wydaje się prawdopodobna, tym niemniej Retinger nie odleciał do Londynu, a płk. Rudkowski zabrał mu przewożoną korespondencję. Horodecka wspominała, że tuż po błyskawicznym odlocie „Dakoty” zdenerwowany Retinger miał jej powiedzieć „ukradli mi moje papiery, notatki i dokumenty, a samego zostawili tutaj. Może z tego wyniknąć wielkie nieszczęście dla Polski. Ja będę w Londynie na pewno, ale inną drogą. Obawiam się, że to może być za późno”.


      W kolejnych zeznaniach por. Ryś przyznał, iż zamienił truciznę na nieszkodliwą substancję.


      W drodze powrotnej na stację kolejową Retinger wypadł z bryczki do wody, przy przejeździe przez bród. Wkrótce zapadł na zdrowiu, a  postawiona diagnoza wskazywała na polyneuropatię, która mogła wystąpić w następstwie zatrucia.


      Wedle relacji Anny Dreckiej, jej kuzyn i kolega z AK Lucjan Kamiński poinformował ją że „ze względów politycznych udało się zatrzymać odlot do Londynu Józefa Retingera (...). Zastosowano środek „tal”, który podawany w małych dawkach w pokarmach i napojach powoduje objawy chorobowe podobne do reumatyzmu deformującego. W wyniku tego zatrucia nastąpiło opóźnienie się Józefa Retingera (...) do samolotu II Mostu”.


      Z kolei organizator „II Mostu” Stefan Musiałek-Łowicki przyznał, że przyczyną spóźnienia się Retingera na samolot był chroniczny rozstrój żołądka (skutek zatrucia talem ??). W rzeczywistości nie chciano go zabić, ale opóźnić jego powrót do Londynu. Musiałek-Łowicki przytacza także słowa  Tomasza Arciszewskiego, który odleciał z Retingerem w ramach trzeciego „Mostu”, że   „dobrze się stało (...), że w maju nie wypuściliście Retingera z kraju. Chodziło o to, aby pewne sprawy krajowe w Londynie referował i naświetlał kto inny”.


      Sam Retinger w rozmowie z korespondentem PAP  (a zarazem oficerem wywiadu PRL) Andrzejem Kłosem vel Jerzym Klingerem sugerował, iż w czasie jego pobytu w kraju  „polska „dwójka” dokonała dwukrotnie zamachu na jego życie. W pierwszym przypadku miał zostać zastrzelony z pistoletu, w krytycznym momencie zastawiła go przed kulą towarzysząca mu wówczas kobieta, która mieszka obecnie w Londynie (...). Drugiej próby zamordowania dokonano przy pomocy trucizny, którą aplikowano w jedzeniu. Ponieważ dawka była niewystarczająca do spowodowania śmierci  – po chorobie – wygrzebał się, doszedł do zdrowia”. Retinger powiedział też,  że jego wiedza o rozkazie „dwójki” zlikwidowania go w Warszawie pochodzi od jego przyjaciela płk. Stanisława Gano, szefa Oddziału II Sztabu Naczelnego Wodza.


      Retinger zarzucił otwarcie płk. Irankowi- Osmeckiemu „wydanie na niego dwukrotnie wyroku śmierci” na posiedzeniu Rady Instytutu im. gen. Sikorskiego w dniu 29 maja 1958 roku. W związku z tym ówczesny prezes Zarządu Instytutu, gen. Marian Kukiel, zwrócił się do gen. Bora-Komorowskiego, wówczas prezesa Rady Studium Polski Podziemnej z prośbą o „udzielenie informacji co do rzekomego wyroku wydanego wówczas na dr. Retingera i co do ew. zarządzeń płk. dypl. Iranka- Osmeckiego w stosunku do niego w czasie jego ówczesnego pobytu w Polsce”.


      W odpowiedzi udzielonej na prośbę gen. Komorowskiego płk Iranek-Osmecki zaprzeczył zarzutom Retingera, przypominając, iż  „w czasie mojej służby w AK nie leżało w mojej kompetencji wydawanie wyroków i nigdy ich nie wydawałem”. Jednocześnie przyznał, iż dowodzonemu przez niego oddziałowi powierzono opiekę nad Retingerem. „Dopilnowałem wyboru możliwie spokojnej i pewnej kwatery i zatwierdziłem przedstawiony mi opracowany szczegółowo plan ochrony zbrojnej. Zapewniłem szybką łączność emisariusza z Komendą Główną AK i z Delegaturą Rządu. Wyznaczony przeze mnie oddział przejął p. J. Retingera z komórki (...) zajmującej się przyjmowaniem spadochroniarzy (...). Po wstępnej aklimatyzacji i po nawiązaniu kontaktu z Delegatem Rządu p. J. Retinger (...) przeniósł się na inną kwaterę. Od tej chwili nie miałem nic więcej do czynienia z jego osobą”.



       Przy tej okazji nie można nie wspomnieć, iż wedle Stefana Korbońskiego, który opierał się na informacjach Tadeusza Myślińskiego – szefa komórki bezpieczeństwa Delegatury Rządu -  warszawskie gestapo wiedziało od początku o celu misji Retingera i „postanowiło go zlikwidować, jako stronnika komunistów”.


       Jadwiga Gebethnerowa, u której zatrzymał się Retinger w Warszawie w 1944 roku powiedziała Zbigniewowi Siemaszce, że „Józio” (...) był w kwietniu lub w maju aresztowany przez Niemców i został zwolniony, bo zgodził się na współpracę. Współpracował wymieniając informacje w obie strony, ale na tej wymianie strona polska korzystała”.


    Podobnie jak w przypadku Horodeckiej, także w tym wypadku należy podchodzić do relacji Geberthnerowej z dużą ostrożnością. Niewątpliwie jednak wielu graczy chciało wykorzystać misję Retingera do swoich celów.


     Ostatecznie Retinger odleciał z Polski w lipcu 1944 roku w ramach operacji Most III  . W ustalonej kolejności na pokładzie odlatującego samolotu miały znaleźć się na pierwszym miejscu materiały dotyczące rakiet V-2 i osoba za nie odpowiadająca. Następny miał być Retinger, a dopiero po nim Tomasz Arciszewski.




Wybrana literatura:


W. Bułhak – Wokół misji Józefa Retingera do kraju, kwiecień-lipiec 1944 r.
 
Z. Siemaszko – Retinger w Polsce w 44 r.

M. Celt – Z Retingerem do Warszawy i z powrotem. Raport z podziemia 1944

K. Iranek-Osmecki – Powołanie i przeznaczenie. Wspomnienia oficera Komendy Głównej Armii Krajowej

J. Pomian – Życie i pamiętniki „szarej eminencji”

O. Terlecki – Kuzynek diabła


Wykop Skomentuj21
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura