201 obserwujących
1304 notki
1171k odsłon
  2085   3

Fatalny generał

Generał Józef Haller fatalnie spisał się w 1920 roku jako dowódca Frontu Północnego.


       W 1895 roku – po ukończeniu Wydziału Artylerii wiedeńskiej Akademii Technicznej – został austriackim oficerem zawodowym. Kariera wojskowa nie układała mu się najlepiej - przeszedł na emeryturę w 1910 roku w niejasnych okolicznościach, w wieku niespełna 40 lat, zaledwie w stopniu kapitana.

      Tak więc w chwili wybuchu wojny był jedynie kapitanem rezerwy. W 1914 roku objął dowództwo  3. Pułku Legionów Polskich, który szybko został rozbudowany do rozmiarów II Brygady, co uczyniło Józefa Hallera brygadierem.


       W trakcie kryzysu przysięgowego latem 1917 roku był najwyższym stopniem oficerem legionowym, który zgodził się złożyć przysięgę na wierność cesarzowi niemieckiemu Wilhelmowi II. Dzięki temu zachował dowodzenie nad II Brygadą.


       Po podpisaniu układu brzeskiego, oddającego Chełmszczyznę Ukrainie, II Brygada wypowiedziała posłuszeństwo i w lutym 1918 roku przebiła się przez front austriacko-rosyjski i połączyła ze stacjonującym na Ukrainie II Korpusem Polskim – formacją grupującą żołnierzy-Polaków z dawnej armii carskiej.Dowbor-Muśnicki odnotował w swych wspomnieniach: „był to dla mnie fakt zgoła niezrozumiały. Wiedziałem, że istnieją po stronie austriacko-niemieckiej oddziały ochotnicze z Polaków złożone, drugo, a może i trzeciorzędnego znaczenia, które walczyły przeciw Rosji; lecz nie mogłem dojść, jaka przyczyna zmusiła je do przejścia na stronę rosyjską. Czyżby sympatia do rewolucji?”


       II Korpus został jednak otoczony przez Niemców i 11 maja 1918 roku – po krótkiej walce znanej jako bitwa pod Kaniowem – rozproszony. Józef Haller zdołał uniknąć niewoli i przez Moskwę oraz Murmańsk udał się do Francji, gdzie objął 4 października 1918 roku dowództwo nad tworzącą się polską armią złożoną z ochotników emigrantów, i polskich jeńców wojennych z armii państw centralnych.

      Jednocześnie Polski Komitet Narodowy we Francji awansował go na generała dywizji. „Nie zazdroszczę Hallerowi – pisał Dowbor-Muśnicki – przyznaję mu dużo cech dodatnich, których nie posiadam. Chcę tylko wyjaśnić, że Haller osiągnął wyższą rangę wojskową drogą niestosowaną w armiach regularnych”.

      Został nawet „Naczelnym Dowódcą wszystkich Wojsk Polskich”, choć te „wszystkie Wojska Polskie” składały się z jednej faktycznie zorganizowanej „Błękitnej” Dywizji.


        Błękitna Armia, licząca prawie 70 tysięcy żołnierzy wróciła do Polski wiosną 1919 roku,  biorąc udział w walkach polsko-ukraińskich.  


       Sam Haller został mianowanym generałem broni, z pierwszą lokatą wśród generałów.  W kręgach wojskowych znano jednak jego zdolności militarne – a raczej ich brak – powierzano mu zatem stanowiska o nazwach ładnie brzmiących, ale bez większego znaczenia. W 1919 roku dowodził Frontem Południowo-Zachodnim, stojącym nad granicą ze Śląskiem obsadzonym przez wojska Ententy i czekającym na plebiscyt. W 1920 roku dowodził Frontem Pomorskim – wojskami, których zadaniem było obsadzenie opuszczonego przez Niemców Pomorza. Tutaj zdobył jeszcze większą sławę, dokonując 10 lutego 1920 roku symbolicznych zaślubin Polski z morzem.


         Józef Haller powszechnie uchodził za bohatera legionów, korpusów wschodnich, Błękitnej Armii i wyzwoliciela Pomorza. Stronnicy Romana Dmowskiego – ale nie sam „Pan Roman” – widzieli w nim osobę, która może konkurować z Józefem Piłsudskim o stanowisko Naczelnego Wodza.


       Rozpoczętą przez Piłsudskiego w końcu kwietnia 1920 roku wojnę na Ukrainie określił mianem „awanturniczej wyprawy, która może grozić Polsce utratą niepodległości”.


       8 lipca 1920 został mianowany na stanowisko Generalnego Inspektora Armii Ochotniczej, armii, która nigdy nie była  samodzielnym związkiem operacyjnym, choć tak traktowała ją opinia publiczna.


         Przeprowadzenie zaciągu ochotników było akcją propagandową, mającą zjednoczyć Polaków wokół wspólnej sprawy obrony kraju i zapewnić ich sympatię dla Wojska Polskiego.


          Postawienie na jej czele powszechnie szanowanego generała dało doskonałe rezultaty. Masowo zgłaszali się ochotnicy, napływały datki – najczęściej kierowane do „wodza Armii Ochotniczej, jenerała Hallera”. Przez trzy miesiące – do końca września 1920 – do Wojska Polskiego wstąpiło 105 714 ochotników, większość do piechoty i formacji wartowniczych.


        Z ochotników nie tworzono zazwyczaj samodzielnych formacji liniowych, większość trafiła do istniejących – ale poturbowanych w czasie walk i odwrotów – jednostek.


       Spośród pięćdziesięciu pięciu ochotniczych pułków piechoty tylko ośmiu użyto w samodzielnych walkach. Ochotnicy walczyli samodzielnie z reguły wówczas, gdy nadchodzący wróg nie pozwalał na wycofanie formowanego pułku na tyły.


        Natomiast nowo formowane pułki ochotnicze  w większości zachowały swą samodzielność, a już po zawieszeniu broni stały się pułkami regularnymi. Podobny charakter miała Konna Bateria Krakusów, jedyna zwarta ochotnicza formacja artylerii.


       1 sierpnia 1920 roku Hallerowi powierzono dowództwo Frontu Północnego, składającego się wówczas właściwie tylko z 1. Armii Wojska Polskiego. Haller nie uczynił wiele, aby usprawnić odwrót podporządkowanych mu jednostek, a poszczególne oddziały  zdołały  jednak dotrzeć do Warszawy, przede wszystkim dzięki inicjatywie dowódców niższego szczebla.


       Obrona Warszawy nie była trudnym zadaniem, w mieście skoncentrowano bowiem znaczne ilości ciężkiej artylerii, która była w stanie roznieść na strzępy rosyjską piechotę, gdy tylko ta znajdzie się w jej zasięgu. Niestety, generał Haller uparł się toczyć zmagania o miasteczka znajdujące się poza zasięgiem artylerii stojącej w stolicy, nie przyszło mu też do głowy, aby swoje działa przesunąć bardziej do przodu. A przecież w armii austriackiej służył w artylerii!


       Po utracie Radzymina – generał Latinik przez cały wieczór pozostawał bierny, dopiero po północy Haller nakazał kontratakować odwodowej 1. Dywizji Litewsko-Białoruskiej. Akcja ta była mocno opóźniona i zamiast o brzasku rozpoczęła się późnym rankiem 14 sierpnia około 10.15. Natarcie zakończyło się porażką, przede wszystkim dlatego, że nie wykorzystano artylerii. Polacy zostali szybko wyparci z miasta. Dopiero podczas odwrotu polska artyleria okazała się skuteczna i zatrzymała Rosjan.


       „Sposób rozegrania bitwy o przyczółek i towarzysząca temu panika wydają się dość dziwne” – ocenił po latach obserwator z zewnątrz. „Haller się przeraził. Nie uważał utraty Radzymina za lokalne niepowodzenie. Nie czekając na potwierdzenie, uznał, że cały ciężar sowieckiego uderzenia zagraża Warszawie. Razem z Rozwadowskim zaczął słać we wszystkie strony telegramy o pomoc”.


        Panika była co najmniej niezrozumiała, gdyż Polacy dysponowali na przedpolach Warszawy przewagę nad bolszewikami.  Polacy mogli korzystać z rozbudowanych umocnień, mieli wielokrotną przewagę w lotnictwie, kilkakrotną w artylerii oraz absolutną w czołgach, których blisko 50  było w jednostkach pierwszorzutowych i drugie tyle na zapleczu.


       Haller – zamiast wycofać się na kolejną rubież i użyć artylerii – postanowił ponownie odzyskać Radzymin. Do walki o miasteczko postanowił rzucić swój jedyny odwód – 10. Dywizję Piechoty, która na linię frontu została przerzucona przy wykorzystaniu warszawskich autobusów.  Zużywając swój jedyny odwód, generał Haller pozbawił się możliwości wpływu na toczoną przez jego Front bitwę.


       W wyniku dwudniowych walk (15-16 sierpnia) bolszewicy zostali ostatecznie wyparci z Radzymina.


        Po zwycięstwie polskiej kontrofensywy znad Wieprza, najważniejszym zadaniem Hallera był  pościg za uchodzącymi spod Warszawy wojskami bolszewickimi.   Wymagało to szybkiej oceny sytuacji, umiejętności improwizacji, a przynajmniej – wykonywania rozkazów swoich przełożonych i pilnowania, aby rozkazy te wykonywali także podwładni.


       Tymczasem Haller  pozwolił dowodzącemu 1. Armią Franciszkowi Latinikowi działać wbrew rozkazom Wodza Naczelnego, dzięki czemu bolszewicy zdołali uniknąć okrążenia. W rezultacie Latinik został odwołany, a w przypadku Haller po prostu zlikwidowano stanowisko dowódcy Frontu Północnego.


         Nic więc, że Piłsudski oceniał go bardzo krytycznie: „Gadatliwy bez miary i końca. Żadna tajemnica nie jest pewna w jego ręku. Wobec wewnętrznej, daleko sięgającej niewiary w swoje siły, szukać będzie wiednie i bezwiednie potwierdzenia wartości swojego dowodzenia w nieledwie każdym napotkanym człowieku. Koteryjny, nadczuły na pochlebstwa. Stąd faworytyzm nie utrzymywany nigdy w ręku. Łatwe zwalania odpowiedzialności na wszystkich na prawo i lewo. Obok niepewności siebie, często spotykana w tych wypadkach niezdrowa ambicja i nieumiejętność oceny tego, co sam, lub kto inny może lub nie może. Przy takim charakterze ratować może jeszcze wrodzony sentymentalizm i czułość na wysoki styl i wielkiego znaczenia słowa”.


         Co ciekawe także Sikorski niezbyt wysoko oceniał umiejętności wojskowe Hallera: „Haller musi sobie wytłumaczyć, że go do czynnej służby użyć nie możemy. Zrobić go możemy dla formy jakimś inspektorem artylerii czy coś podobnego i niech cicho siedzi”.



Wybrana literatura:



S. Aksamitek - Generał Józef Haller. Zarys biografii politycznej
P. Bauer - Generał Józef Dowbor-Muśnicki 1867–1937
S. Koper, T. Pawłowski –Mity wojny 1920
J. Dowbor-Muśnicki - Wspomnienia
J. Haller - Pamiętniki z wyborem dokumentów i zdjęć
N. Davies -  Orzeł biały, gwiazda czerwona, Wojna polsko-bolszewicka 1919–1920


Lubię to! Skomentuj49 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura