165 obserwujących
1004 notki
934k odsłony
312 odsłon

Nie ma Polski bez Lwowa i Wilna (1)

Wykop Skomentuj16

Kresowiacy brali aktywny udział w życiu zbiorowym wojennego uchodźstwa i powojennej emigracji politycznej.


           W 1942 roku stworzyli oni swoją pierwszą organizację – Związek Ziem Północno-Wschodnich RP, stawiający sobie za cel walkę polityczną i propagandową o powrót Ziem Wschodnich do Polski. Wśród jego założycieli znalazły się znane postacie przedwojennego życia politycznego i społecznego – gen. Lucjan Żeligowski, Stanisław Mackiewicz oraz senator Józef Godlewski.


           Rok później do wilniuków dołączyli lwowiacy, powołując Związek Ziem Południowo-Wschodnich RP. O ile w pierwszej organizacji dominowali piłsudczycy to w drugiej endecy. W skład obu stowarzyszeń wschodziło pod koniec wojny prawie  35 tys. członków, skupionych w oddziałach i kołach na kilku kontynentach.


         Emigracyjne środowiska kresowe dysponowały też własną prasą i wydawnictwem – w latach 1946–1950 wychodził nieoficjalnie powiązany ze Związkiem Ziem Północno-Wschodnich tygodnik „Lwów  i Wilno” (redaktor naczelny – Stanisław Mackiewicz), a status organizacyjnych biuletynów miały m.in. takie periodyki jak „Lwów i Kresy” czy „Kwartalnik Kresowy”.


         Bez wątpienia zatem społeczności kresowe na uchodźstwie odgrywały istotną rolę w życiu politycznym uchodźstwa.


            Głównym obszarem zainteresowania zabużan były Ziemie Wschodnie II RP. W okresie wojny większość ich inicjatyw sprowadzała się do formułowania i rozpowszechnienia argumentów natury prawnej, politycznej, historycznej czy nawet moralnej za pozostaniem tych ziem przy państwie polskim. Autorzy z kręgu środowisk kresowych napisali szereg istotnych opracowań, wykorzystywanych przez MSZ i Ministerstwo Prac Kongresowych w działalności propagandowo-informacyjnej. Przykładem może być analiza Tadeusza Piszczkowskiego  - „Linia z dnia 8 grudnia 1919 i „Linia Curzona” z 11 lipca 1920”, przetłumaczona następnie na język angielski.


          W decydującym dla przyszłości nie tylko Ziem Wschodnich, ale i Polski końcowym okresie II wojny światowej społeczności kresowe bardzo mocno podkreślały konieczność zachowania granicy ryskiej – stąd wynikały ostre ataki na rząd Mikołajczyka, który w dyplomatycznej rozgrywce ze Stalinem gotowy był zrezygnować z ziem wschodnich II RP. Próby te Stanisław Mackiewicz określił mianem „uchwały rozbiorowej, frymarczącej suknem Rzeczypospolitej”.


          Wobec zajęcia Ziem Wschodnich przez wojska sowieckie kresowiacy konsekwentnie odrzucali pojawiające się w ówczesnej publicystyce hasło ratowania niepodległości kosztem Ziem Wschodnich. Nie bez racji Stanisław Mackiewicz zauważył: „Któż będzie tak naiwny, aby sądzić, że Sowiety, zająwszy Warszawę i Poznań, zaproszą tam na urzędowanie rząd polski z Londynu. Jako wilnianinowi trudno mi w ogóle pisać o układzie, który by oddawał moją ziemię ojczystą państwu rosyjskiemu, lecz właśnie jako wilnianin powiadam: gdybyście nas nawet sprzedali, to nic z tej sprzedaży nie uzyskacie”.


          Integralność terytorialną państwa i jego suwerenność zabużanie uznawali za kwestie „nierozłączne i jednoznaczne”. Odrzucali więc też możliwość, aby utratę Ziem Wschodnich zrekompensować przyznaniem „Ziem Odzyskanych” , nie kwestionując zasadności przyznania ich Polsce.


         Społeczność kresowa bardzo ostro zaprotestowała przeciwko jałtańskim ustaleniom Wielkiej Trójki, a dążenie do obalenia postanowień krymskich stało się głównym celem nie tylko tego środowiska, lecz także całej emigracji niepodległościowej. Negacja Jałty stała się dla kresowian i innych niezłomnych na uchodźstwie swoistym probierzem warunkiem przynależności do obozu niepodległościowego. Prawa tego zabużanie odmawiali Stanisławowi Mikołajczykowi, byłemu premierowi i czołowemu „jałtańczykowi”, który wrócił do kraju i wziął udział w legitymizacji władzy komunistycznej. Jego ucieczkę z Polski Związek Ziem Południowo-Wschodnich przyjął z gorzką satysfakcją, jako potwierdzenie własnych prognoz.


        Równie pryncypialnie zachował się Związek Ziem Północno-Wschodnich, odmawiając udziału w pogrzebie gen. Lucjana Żeligowskiego, który pod koniec życia, owładnięty ideą słowianofilską, pisał memoriały do Bieruta i Stalina.


        Odrzucenie Jałty łączyło się oczywiście z całkowitą negacją sytuacji politycznej w kraju. Komentując wyniki sfałszowanych wyborów z 19 stycznia 1947 roku wskazano, iż „naród polski nie może uznać wyborów do Sejmu zarządzonych jedynie na części, a nie całości polskiego terytorium, nie może uznać sejmu pozbawionego posłów ze Lwowa, Wilna i Ziem Wschodnich za sejm władny do wypowiadania się imieniem całej Polski”.


         Jednocześnie wielu kresowian manifestowało emigracyjny legalizm i przywiązanie do gwarantów ciągłości państwa polskiego na uchodźstwie – prezydenta RP i rządu. Organizacje kresowe uważały prezydenta za „jedynego przedstawiciela władzy prawowitej państwa polskiego”, wielokrotnie deklarując wobec niego pełną lojalność. To właśnie zabużanie, z Mackiewiczem, Okuliczem, Godlewskim i Xawerym Glinką na czele, w czasie kryzysu konstytucyjnego 1954 roku stali się głównym zapleczem politycznym prezydenta Augusta Zaleskiego, uznając, iż ciągłość państwowości polskiej na wychodźstwie zabezpieczała na przyszłość prawa niepodległej Polski do Kresów Wschodnich.


          Ta postawa kresowian staje się jeszcze bardziej zrozumiała, jeżeli wziąć pod uwagę mniej pryncypialny stosunek do Ziem Wschodnich niektórych, opozycyjnych wobec Zaleskiego  organizacji politycznych. I tak na przykład Koncentracja Demokratyczna uznała, iż „w granicach określonych na wschodzie traktatem ryskim, dopóki i o ile swobodnie wybrane przedstawicielstwo państwa polskiego nie postanowi innego rozwiązania tego problemu w przyjaznym porozumieniu z narodami zamieszkującymi ziemie wschodnie Rzeczypospolitej”.


          Środowiska kresowe uznały to zastrzeżenie za wyłom w jednolitym dotąd stanowisku emigracji względem nienaruszalności granic.


           Utratę Wilna i Lwowa przedstawiano w kategoriach geopolitycznych czy wręcz cywilizacyjnych. Pisarz i publicysta Michał Kryspin Pawlikowski uważał, że oznacza to przesunięcie granicy dzielącej Europę od Eurazji o kilkaset kilometrów. Zdaniem zabużan, od rewindykacji Kresów zależała nie tylko niepodległość Polski, ale i przyszłość całego kontynentu. „Ziemie Wschodnie stanowią – pisano -  warunek istnienia Rzlitej niepodległej. Niezawisłość naszego państwa jest z kolei rękojmią ocalenia wszystkich ludów strefy środkowo-wschodniej Europy od niewoli i zagłady. Niezależność znów polityczna i duchowa narodów strefy środkowo- europejskiej stanowi warunek konieczny dla ochrony od zagłady pozostałych narodów naszego kontynentu”.  Z kolei dyplomata Władysław Gunther-Schwarzburg uważał, że dwie kresowe metropolie zostaną wyzwolone, gdy „dojdzie (...) do świadomości Europy, że te dwa miasta, nie będąc w posiadaniu ich prawnego i odwiecznego właściciela – Polski, stały się przedmiotem zdobyczy wschodniego jej sąsiada dlatego, że Wilno jest dlań bramą prowadzącą do krajów bałtyckich i Skandynawii, a stamtąd do Anglii, a Lwów kluczem wejścia do Rumunii i Stambułu, a stamtąd na Bliski Wschód”.


Cdn.



Wykop Skomentuj16
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura