166 obserwujących
1038 notek
956k odsłon
428 odsłon

Zdrada w Abbeville (1)

Wykop Skomentuj24

Postanowienia alianckiej konferencji w Abbeville były konsekwencją przedwojennej polityki rządów obu państw.


        Plany wojennej współpracy Polski i Francji zostały nakreślone w pierwszej połowie lat dwudziestych.  Późniejsza ustępliwość Paryża wobec Berlina oraz  zdystansowana wobec Francji polityka Józefa Piłsudskiego, który miał powody wątpić w rzetelność francuskich deklaracji, wpłynęły na ograniczenie wzajemnych relacji. W tej sytuacji francuscy wojskowi skupili się na próbach pogłębienia współpracy z Pragą oraz Moskwą.


        Przekonanie o własnej słabości militarnej skłoniło rząd francuski do kapitulacji wobec Berlina w trakcie kryzysu sudeckiego.  W analizach kreślonych w końcu roku 1938 szef francuskiego Sztabu Generalnego Obrony Narodowej, gen. Maurice Gamelin, wyrażał przekonanie, że kolejne uderzenie Niemiec wymierzone zostanie na wschód, w celu zdobycia niezbędnych zasobów Polski i Rumunii. Celem następnych operacji stać się miały państwa Beneluksu oraz Francja. W celu zapobiegnięcia realizacji tego scenariusza Gamelin zaproponował budowę w Europie Wschodniej, pod egidą Paryża i Londynu, „frontu przeciw germanizmowi”.


        Gdy jednak w marcu 1939 roku nad Sekwaną formułowano dyrektywy dla delegacji na francusko-brytyjskie rozmowy międzysztabowe, przyjęto, że główny wysiłek niemiecki skupi się na froncie zachodnim.  Po ostatecznej likwidacji Czecho-Słowacji  sporządzone przez Gamelina zestawienie sił francusko-brytyjskich (87 dywizji piechoty) z militarnym potencjałem Berlina i Rzymu (190 dywizji piechoty) nie pozostawiały wątpliwości, że mocarstwa zachodnie muszą dążyć do zapewnienia sobie wsparcia ze strony  95 dywizji armii polskiej, rumuńskiej i jugosłowiańskiej, oraz zmuszenia Rzeszy do wojny na dwóch frontach. W tym też kierunku zmierzały wskazówki sporządzone przez francuski Sztab Generalny w przeddzień rozmów z Brytyjczykami.


        W trakcie przeprowadzonych na przełomie marca i kwietnia 1939 roku międzysztabowych rozmów oba państwa uznały za niezbędne przygotowanie się do  „długiej wojny”, w której początkowo należało przyjąć strategię defensywną.  Kwestii polskiego udziału w wojnie odłożono na kolejne spotkanie zaplanowane na początek maja.


       Na kolejnym spotkaniu wojskowych obu państw reprezentujący Francję gen. Albert Lelong wskazał, że ze względu na rozbudowane na granicy francuskiej umocnienia tzw. linii Zygfryda zaatakowanie jej przez siły francuskie nie byłoby możliwe bez długich przygotowań. Jedynie w przypadku neutralności Włoch oraz słabego nacisku armii niemieckiej na linię Maginota przewidywał możliwość wsparcia wschodniego frontu przez francuskie oddziały specjalistyczne i dostawy sprzętu wojskowego. Z kolei przedstawiciel strony brytyjskiej, płk John Slessor, zadeklarował gotowość udzielenia Polsce pomocy lotniczej, podkreślając, że dążyć należy do tego, by Rzesza zmuszona została do jednoczesnych działań na dwóch frontach.


          W przyjętych konkluzjach uznano, że gdyby Niemcy skierowali swe pierwsze uderzenie na Polskę, alianci zachodni mogą okazać się zdolni do podjęcia ofensywy. Francuzi jednak nadal podkreślali, że przygotowanie ataku na linię Zygfryda wymaga czasu, ofensywa zaś przed definitywnym wyjaśnieniem postawy Włoch jest wykluczona. Za oczywiste uznano też, że ewentualny polski opór mieć będzie znaczenie tylko w przypadku, gdy Rzeczpospolita stanie się częścią „długiego, trwałego i mocnego frontu wschodniego”, przy co najmniej życzliwej neutralności Moskwy.


        Wkrótce potem w Paryżu przeprowadzono francusko-polskie rozmowy międzysztabowe. W podpisanym w dniu 19 maja protokole końcowym gen. Gamelin zobowiązał się, że w razie niemieckiej agresji przeciw Polsce siły francuskie podejmą natychmiast akcję w powietrzu, armia lądowa zaś rozpocznie działania ofensywne o ograniczonych celach około trzeciego dnia po pierwszym dniu mobilizacji, a głównymi siłami uderzy w piętnastym dniu po dniu początkowym mobilizacji.


        Strona brytyjska została poinformowana przez Francuzów o przebiegu tych rozmów z Polakami. Wedle korespondencji paryskiego attaché wojskowego Zjednoczonego Królestwa, płk. Williama Frasera, gospodarze mieli uprzedzić polską delegację, że planowana dla odciążenia wschodniego alianta ofensywa musi zostać „dobrze przygotowana” i będzie miała „ograniczone cele”. Polacy mieli przyjąć to do wiadomości, wyrażając jedynie rozczarowanie.


          Gen Gamelin jako obszar przyszłej ograniczonej ofensywy przeciwko Niemcom wskazał  położoną między Renem a Mozelą tzw. bramę Saary,  wyprowadzone stamtąd uderzenie miało zostać skierowane ku Moguncji i Koblencji. Tam też lokowała ewentualną ofensywę wydana przez Gamelina 31 maja 1939 roku „Directive pour le Général Commandant le Théâtre d’Operations du Nord-Est en Vue des Operations Initiales à Conduire Eventuellement entre Rhin et Moselle”.


         Jakkolwiek jako ideę przewodnią planowanych działań podawano odciążenie sił polskich, to w rzeczywistości chodziło w niej  nie tyle o podjęcie przez „siłę główną” francuskiej armii działań przeciw Niemcom, co w Warszawie rozumiano (niezupełnie w zgodzie z zapisem protokołu z 19 maja) jako generalną ofensywę, ale raczej — jak rzecz ujmowali Brytyjczycy — „akcję dywersyjną” na korzyść Polski.


        W następnych tygodniach Paryż, wbrew oczekiwaniom brytyjskiego partnera nie zamierzał sprecyzować swych planów w razie niemieckiego ataku na Polskę. W brytyjsko-francuskich rozmowach na plan pierwszy wysunęły się  inne formy ewentualnej pomocy dla sojusznika ze wschodu, tj. dostawy sprzętu wojskowego oraz akcja lotnicza. W połowie lipca 1939 roku gen. Gamelin przyznał Polsce zbrojeniowy priorytet, uznając, że „Silna polska armia jest dla nas korzyścią. Mogłaby ona zagrozić tyłom armii niemieckiej i w ten sposób przynieść ulgę na froncie zachodnim. Byłaby [też] na flance każdego niemieckiego ataku na Rumunię”.


        Działania lotnicze na rzecz Polski rozpatrywano natomiast przez całe niemal lato 1939 r., nie dochodząc jednak do finalnej konkluzji. Paryż i Londyn zapowiedziały jednak ograniczenie bombardowań do obiektów o najściślej wojskowym charakterze — skłaniając do takiej deklaracji także polskiego sojusznika.


       Po zawarciu paktu Ribbentrop–Mołotow, rozpadł się miraż wschodniego frontu. Na odbytym tego samego dnia w Paryżu posiedzeniu Komitetu Stałego Obrony Narodowej, minister spraw zagranicznych Georges Bonnet wystąpił z propozycją wycofania się z zobowiązań wobec Polski i kupienia sobie jej kosztem dodatkowych miesięcy pokoju, niezbędnych dla wojennych przygotowań. W trakcie dyskusji przeważyło jednak przekonanie, że ewentualne zwycięstwo Niemiec na wschodzie pogłębi jeszcze militarną przewagę Rzeszy. Gen.  Gamelin wyrażał przy tym nadzieję, że polski sojusznik zdoła związać poważne siły niemieckie na tyle długo, iż Niemcy nie zdołają podjąć ataku na zachodzie przed wiosną następnego roku. A wtedy — dodawał — „Anglicy będą już po naszej stronie”.


        O aktywnych działaniach na rzecz Polski nie rozmawiano — gen. Gamelin i dowódca Marine Nationale, admirał François Darlan stwierdzili tylko, że ulgę dla polskiego alianta stanowić będzie już sama francuska mobilizacja, ściągając na zachód pewną liczbę jednostek armii niemieckiej.


         W Londynie uznano, iż w nowej sytuacji  „możliwość zorganizowania długiego, solidnego i trwałego frontu na wschodzie obecnie znikła”. Szef Dyrektoriatu Planowania Air Ministry, płk John Slessor przyznał z brutalną szczerością, iż  „wydaje się jasne (…), że nie możemy mieć nadziei na uratowanie Polski. Zdaje się nawet (…) że może ona zostać podzielona między Niemcy i Rosję. (…) Naszym celem stać się więc musi przywrócenie niepodległości Polski przez pokonanie Niemiec (…) w długiej perspektywie”.


CDN.


Wykop Skomentuj24
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura