Czy referendum czegoś polityków nauczyło? W każdym razie wyborcy nie chcieli uczyć się od polityków i nie poszli po naukę na referendum.
Zatem politycy nie są elitą, nie sa nauczycielami dla wyborców, choć ten i ów obnosi się z tytułem naukowym. Politycy winni udać się po naukę, ale – broń boźe! – nie na referendum.
Czy Kukiz tak bardzo przegrał, jakby wskazywała tragiczna frekwencja? Czy polityk jakiś w związku z tym poszedł po refleksję?
Odpowiedź referendalna „tak” na JOW-y to faktyczne 12,5 proc., które należy przystawić do 20 proc. na Kukiza z wyborów prezydenckich.
Kukiz i tak popłynął, bo gdyby był politykiem, potrafiłby bronić tych 12,5%. Na pewno nie skorzystała z referendum Beata Szydło, która wyciągnęła zawleczkę i wybuchnęła: Wina PO (zmodyfikowane Kaczyńskiego: wina Tuska).
Wszak Andrzej Duda się wahał, czy dodać pisowskie pytania do tego odbytego referendum. Moje pytanie: czy pytanie o lasy poprawiłoby frekwencję? Obawiam się, że nie. Polacy nie dadzą zalesić Polski nawet lasem państwowym.
A politycy do tego zmierzają. Zalesiają politykę, a miejscami zabagniają, myśląc, że to ostępy – i nikt ich nie dojrzy, nie usłyszy. Ciągle żyjemy w sporze Tusk – Kaczyński. Ewa Kopacz powtarza gesty Tuska, Duda (bo Szydło kompletnie sie nie nadaje do reprezentowania) karykaturuje prezesa.
Większe szanse wyrwania się z więzienia sporu ma premier Kopacz, bo jednak rządzi i może pokazać na żywym materiale, o co jej chodzi. Duda nie wyjdzie z cienia Kaczyńskiego, bo ma wybitnie nieprofesjonalną kancelarię. Z nim będzie jeszcze gorzej niż podczas słynnego spotkania z Joachimem Gauckiem, rola skarżypyty u żadnego naucziele nie cieszy się poważaniem. To nie przwódca, to uczniak postawiony do kąta.
Polityka nam marnieje, bo marni do niej garną się następcy. A w odwodzie żadnej partii na horyzoncie nie widać. Lewicą wszak trudno nazwać Millera, Senyszyn, czy Palikota, choć oni gdzieś kupili lewicowe karty, a Ryszard Petru jest tylko dawnym echem PO. W polityce takie czkawki się nie sprawdzają.
Referendum nikogo niczego nie nauczyło, bo nauczycieli brak. Tak niszczona jest w Polsce demokracja bezpośrednia.
Acz widzę światełko w tunelu, ledwo pełga, ale pełga. Idea referendum mogłaby być wzbudzona jakimś rzeczywistym reanimującym defibrylatorem. O!, mogłoby być krótkie pytanie o Kościół. Czy ma być finansowany, opatkowany, a konkordat zerwany i religia relegowana z przybytku wiedzy?
Frekwencja w takim referendum wyniosłaby 50%. I wcale nie jest pewne, czy Ciemnogród by wygrał. Moje referendum „na sucho” wskazuje, gdzie powinni udać się politycy po naukę. Prawdaż (zwykł pytać Sokrates)?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)