Paweł Wroński małostkowo wypomina Andrzejowi Dudzie, że zapowiadał spotykanie się z Polakami i ich wysłuchanie.
Duda spotyka się, a ma tyle do powiedzenia, ile ma. Wyżej swego umysłu i moralności nie podskoczy, wyniósł to z domu, ze szkoły i tyle dostał od natury.
Wszak spotyka się z prezesem swojej partii – zakapturzony. Alegoria w sam raz dla tego człowieka: pod osłoną nocy.
To prezes wyciągnał go z kapelusza. Jacek Żakowski nazywa ten format: metr sześćdziesiąt w kapeluszu. Duży kapelusz. Wystawowy, ale można się w nim skryć. Następna alegoria.
Duda – a konkretnie jego kancelaria – popisała się znajomością protokołu dyplomatycznego, jakoby papież miał go zaprosić. Na głos się chwalić niewiedzą – to tylko PiS. A może to było skierowane do ciemnego ludu – to z kolei moralność ludzi dudopodobnych.
Czekam z niecierpliwością na spotkanie z papieżem Franciszkiem, choć to papież nie Polak. Jaką zanotuje wpadkę międzynarodowa. Bo Duda wyspecjalizował się we wpadkach.
I tak się kulamy od ściany do ściany. Kulamy ze śmiechu. A gdy PiS zwycięży, to będziemy się zataczać, jak po katastrofie. Politycznie i gospodarczo. Zorba był dzisiaj w Poznaniu i pochwalił się filmem hollywoodzkim o rotmistrzu Pileckim. Czyżby prezes kupił Hollywood, bo Pileckiego – nie. Ten ostatni jest bohaterem Polaków, a prezes i jego Duda są kompromitacją.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)