capa capa
1840
BLOG

Świadkowie Prezesa

capa capa Polityka Obserwuj notkę 136

Samotny siedzę w domu. Żona wyjechała (w myślach żartuję, że wyleciała) na zlot aktywistek partii. Jestem więc samotny, ale nie czuję się samotny. Kto pojął tę sprzeczność, może się zgłosić po angaż do "Szkła kontaktowego". Konsumowałem tę swoją upragnioną samotność, oddając się we władanie błogiej ciszy.  Cisza, nie każdy jest w stanie to pojąć i docenić, jest moją upragnioną wyspą skarbów. Wsłuchiwałem się w tę nieziemską ciszę, jak pewien mój ulubieniec wsłuchuje się w Wolfganga Amadeusza. Już składałem dłonie do oklasków, gdy usłyszałem pukanie do drzwi. Kiedyś mieliśmy dzwonek, ale rządy PiS-u , rujnując Polskę, pozbawiły nas dzwonka. Niechętnie poszedłem otworzyć.

Poszedłem niechętnie, ale przyznam, że gdzieś tam w zakamarkach moich słabo skręconych zwojów mózgowych zakołatała myśl - a może to Dulcynea. Może wreszcie opuściła swoje Tabasco? Może tęsknie rzuci mi się za chwilę w ramiona? Może wspólnie spłodzimy jakąś antypisowską notkę, bo te moje są pozbawione krztyny finezji? Z podwyższonym pulsem otwierałem drzwi ...

Dulcynea jest nimfą, a osoby, które stały przede mną, nimfami nie były.

- Słucham - rzekłem bardziej z rozpaczą niż z niechęcią w głosie.

Jedna z dam na głowie miała beret, w dłoniach kałasznikowa, na piersiach tabliczkę z napisem: Only Prezes. Druga różniła się od pierwszej wyłącznie napisem. Na jej piersiach odczytałem: Prezes forever. Mimo że nie musiały się przedstawiać, uczyniły to z rozmachem.

- Szczęść Boże, dzień dobry, mówimy na wypadek, gdyby był pan ateistą. Jesteśmy Świadkami Prezesa. Chciałybyśmy z panem porozmawiać o przyszłości Polski.

Broń mnie nie zaskoczyła. Wiadomo przecież, że pisowscy aktywiści nie ruszają się z domu bez oręża. Zaskoczyło mnie to "Świadkowie Prezesa".

- Co to znaczy "Świadkowie Prezesa"? Prezes panie wysłał do mnie? - byłem uprzejmy, bo zawsze jestem uprzejmy. Żona przyjęłaby inną taktykę. Zastosowałaby chwyty komandoskie. One, te chwyty, są groźniejsze od broni palnej.

- Nie, proszę pana. Prezes ma ważniejsze sprawy na głowie. My stanowimy inicjatywę oddolną. Jesteśmy wielbicielkami blogerki Eski, która nawoływała, by wziąć sprawę we własne ręce.

"Tu was mam" - zaświtało w mej głowie. A więc to tak! To ta znana prawicowa ekstremistka, ta pisowska jątrzyca, którą moja Dulcynea zawsze zagania w kozi róg (Dulcynea wszystkich zagania w kozi róg, czy ona czasem kiedyś nie zajmowała się kozami?), ta ... słów mi brak, ta Eska, której figurkę od czasu do czasu wraz z żoną (to był jej pomysł) przekłuwamy szpilkami. Ileż to razy sądziliśmy, że po tym przekłuwaniu pękała jej klawiatura, ileż razy zaskakiwała nas nową. Jak nic, jakaś bogaczka. My jej klawiaturę zdalnie rozbijemy, a ona kupuje nową. Pisiory po prostu muszą opływać w dostatek. Z tym należałoby skończyć. Raz na zawsze. 

Tak mnie to wszystko zirytowało, że zaniemówiłem. Dobrze. Jak szczerze, to szczerze. Wymowna jest wyłącznie moja  żona. Przy niej stałem się jakiś taki ... słowem, można ze mnie lepić wszystko, co tylko dusza zapragnie. Damy zaczęły mówić. Spokojnie, rzeczowo, coraz bardziej pięknie, tak pięknie, że nie żałowałem, trudno w to uwierzyć, zakłóconej ciszy. Z czasem włączyłem się do dyskusji. Oponowałem. Powtarzałem wszystkie znane nam, nam, sympatykom partii, zaklęcia. Wiłem się, podnosiłem głos, w końcu zacząłem szlochać. A one cały czas w ten sam sposób. W dodatku wcale nie przerywały, czekały aż skończę wątek. Z oczu zeszło bielmo. One przecież nie miały beretów, nie miały też karabinów. Czy to możliwe? Napisów na piersiach też nie dostrzegałem. Pożegnaliśmy się.

Przed rozstaniem, nie uwierzycie, zapewniłem, że będę głosować na PiS. Zapewniłem, bo mnie przekonały.

No, tak, ale żona jednak wróci. Zloty, nawet takie zloty, nie trwają wiecznie.    

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (136)

Inne tematy w dziale Polityka