Nie. Nie zapomniałam o Was moi wierni Czytelnicy. Po prostu zajmowałam się Polską. Trochę się jednak zmieniłam. Już nie tylko eksperymentuję z interpunkcją jak Gombrowicz. Właśnie wróciłam z ważnego spotkania sympatyczek naszej ukochanej Platformy. Nie tylko debatowałyśmy właściwie to myśmy panelowały, ale mniejsza z tym. Nie obyło się bez mężczyzn. Mężczyznami byli znany bardzo znany, wybitny polski prozaik i prawie tak samo wybitny dziennikarz. Dziennikarz uczył nas pisania blogów. Mnie nie musiał, bo od razu uznał, że mogłabym podbić amerykański S24. A nawet wietnamski. Nie wiem, czy się przypadkiem nie przejęzyczył, ale może nie. Wierzę że wietnamski też bym podbiła. Prozaikowi, to trochę głupie określenie, ale niech tam wszystkiego przecież nie mogę rewolucjonizować. Otóż ten prozaik wprost rozpływał się nad moim stylem a prawie wprost utopił się w mojej urodzie. Nie chwalę się. Tak tylko o tym wspominam dla potomności. Gdy nie kontemplował mojej urody ów prozaik (a może on wcale nie jest tak wybitny skoro mówił "owy styl"? chyba że teraz jest jakaś taka nowa moda w literaturze?) udzielał mi rad praktycznych. Literacko praktycznych dodaję dla ścisłości.
Powinnam pisać bardziej powiedział pod Prusa. Nie. Pod Prusa to ja już pisałam wcześniej. Pod Prousta mam pisać czyli rozciągać zdania w nieskończoność. Zwłaszcza że moje zdania są z czym się zgadzam magiczne stylistycznie. Nie przyznałam się że już kiedyś próbowałam, może zresztą pamiętacie. Nie przyznałam się, bo kobieta powinna być odrobinę tajemnicza.Ten tekst będzie na swój sposób eksperymentalny. Zobaczymy jak ta moja przerwana symbioza z Proustem się układa.
Powiedziano nam że pisowska jaczejka podnosi głowę chociaż nie ma żadnych powodów by ją podnosić dlatego musimy się temu, my musimy się temu jakoś przeciwstawić, właściwie nie jakoś, ale konkretnie musimy się przeciwstawić, intelektem każdy takim jaki posiada, bo my mamy bez względu na różnice lepsze intelekty od intelektów pisowców, uświadomiono nam także a właściwie nie uświadomiono tylko przypomniano bo jesteśmy wszak, to ładne określenie to wszak, mój mąż Zenon je często stosuje, ale raczej bez finezji, dostatecznie uświadomieni, przypomniano nam osiągnięcia rządu i poradzono jak mamy je reklamować. Zrobiłam kropkę żeby się nie wydać zanadto pretensjonalną
Mnie nie musiano niczego przypominać bo na swoim osiedlu jestem znana z entuzjastycznych opinii o rządzie i panu premierze, gdy je zaczęłam wygłaszać powiedziano że powinnam startować w wyborach samorządowych, ale ja wolałabym w parlamentarnych, w każdym razie bisowano moje wystąpienie tak że musiałam dwa razy powtarzać te same hasła, wszyscy byli bardzo uszczęśliwieni, potem poinstruowano nas jak mamy obrzydzać PiS, na blogach, w domach na ulicach w sklepach na placach zabaw w domach spokojnej starości, wszędzie, też nie dałam się prześcignąć i pokazałam jak to zwykle robię, wyszło tak wspaniale, że cztery osoby przestraszone na zabój odwieziono do izby przyjęć, na drugi koniec Polski bo pobliskie nie przyjmowały chorych, dziewięć osób omdlało a kilkadziesiąt, nie zdołałam policzyć dokładnie, mnie wytupało bo nie mogło wytrzymać napięcia. Znudził mnie ten Proust. Będę teraz pisała bardziej Prusem. Gdyby Proust wiedział że takie bezsensowne pisanie nie może się podobać trafiłby pod strzechy a tak trafił wyłącznie do podręczników. Do podręczników trafić może byle osioł sztuką jest trafić pod strzechy.
Po zakończeniu części oficjalnej otrzymałam dyplom z nagłówkiem, to też jakieś ohydne słowo, dam głowę że pisowskie, "Najwybitniejszej pisożerczyni - pisożercy". Z tą cenną pamiątką nie będę się odtąd rozstawała nawet na krok. Potem odbył się raut. Dość mało jadłam chociaż od wiktuałów uginały się stoły, bo jestem na diecie. Za to moja wieczorowa kreacja, bardzo luźna dla podkreślenia figury suknia bordo z narzuconą na nią peleryną nakrapianą symbolami mojej ukochanej Platformy zrobiła furorę. Zazdrośnice padały jak muchy. Mało tego. W dodatku zostałam królową parkietu. Szczególnie dobrze wypadłam w skomponowanej przez znanego muzyka specjalnie na tę okazję piosence zatytułowanej Daj mi tę Platformę. Tańczyłam z takim wdziękiem i przejęciem że deski się uginały. A może też są muzykalne i z tego powodu się uginały, nie jestem pewna.
No dosyć o sobie bo jestem osobą słynącą ze skromności. Teraz zwracam się do wszystkich pisiorów. Wasze niedoczekanie już zacieraliście swoje pisowskie rączki gdy się dowiedzieliście że mój biedny Zenon obiecał głosować na PiS. I co? I wystarczyło że wróciłam. Wystarczyła krótka rozmowa i mój ukochany głupi on nie da się ukryć, ale jednak mój i mój Zenon dał sie przekonać. Nadal jest z nami. Kocham tę moją kurduplowatą kuleczkę. A blogerkę Eskę powinni izolować bo ona chce żeby nasze dzieci potopiły się w sławojkach.
Zenobia Ofelia



Komentarze
Pokaż komentarze (90)