capa capa
1168
BLOG

Dlaczego prezes boi się debaty z premierem?

capa capa Polityka Obserwuj notkę 90

W sztabie PiS-u długo ważono wszelkie za i za przeciwne, zanim zdecydowano, że prezes nie stanie na ubitej ziemi z premierem (najlepiej na autostradzie wybudowanej spracowaną teką ministra Grabarczyka). Brano pod uwagę wszelkie, nazwijmy je, polityczne warianty pytań, które mógłby przygotować sztab doradców medialnych premiera. Po wielu godzinach analiz stwierdzono, że prezes poradziłby sobie z pytaniami, które, jak podpowiada zdrowy (zdrowy?) rozsądek mieściłyby się w podobnej formule. Już niemal chciano namawiać prezesa do zgody, gdy ktoś podejrzliwy ("kto, no, powiedz, kto?) mruknął: "A jeśli przygotują powtórkę z rozrywki?"

Zgadując inwencję doradców premiera, spisano osiemnaście tomów (każdy z nich liczący ok. 1500 stron formatu A4) zawierających warianty możliwych pytań i zagadnień, na które prezes mógłby być narażony. Po ukończeniu tej tytanicznej, właściwie - tytanowej, pracy stwierdzono, że udział w debacie nie jest jednak wskazany. Można by wprawdzie spróbować, konkludowano, ale pod warunkiem, że prezes zada premierowi kilka z pytań,  które teoretycznie mogły paść pod jego adresem. Zapytany o zdanie w tej sprawie, prezes ofuknął doradców, stwierdzając, że zajmuje się polityką, błazenada go nie interesuje.

Początkowo zakładano (czy słusznie?), że tym razem premier nie zechce powtarzać pytań o cenę brukselki i pensję pielęgniarki z Małego Miasta Przy Długiej Autostradzie. To założenie było pokrzepiające, ale euforia nie trwała długo. Premier, a jest on człowiekiem nieprzewidywalnym, mógłby bowiem zapytać o ceny fig rozmiar XXXXL, ołówków używanych przez uczniów w szkołach (zwłaszcza że prezes tak bardzo martwił się o początek roku szkolnego), przy czym interesowałyby go różnice między Otwockiem, Puckiem, Baligrodem (tam ołówkom się, podobno, nie kłaniają) i Miastem Bez Szpitala, Bo U Nas Wszyscy Zdrowi, lokomotywy wykonanej metodą oszczędnościową czy najtańszej w Polsce pochodni, bo wszak prezes ma do pochodni upodobanie (my, zwolennicy premiera i partii, wiemy, że można użyć słowa "feblik", ale na wypadek, gdyby czytali to zwolennicy prezesa, nie ma potrzeby ryzykować).

"A jeśli oni w ogóle nie spytają o ceny?" - zapytał ktoś przytomny. Ceny wszelkich możliwych towarów można by, przyznajmy jednak, że z trudem, spróbować opanować, ale jak opanować wiedzę bardziej skomplikowaną? A jeśli premier zada pytanie o wynik meczu (pewnie, że rzecz dotyczy piłki nożnej) Stachanowcy Kisłowodsk - Tulipany Rotterdam rozegranego 11 czerwca 1976 r. w Combray? Jaki zachodzi związek między tym pytaniem a Polską lub polityką? Przecież jest on oczywisty! Kandydat na premiera musi wiedzieć coś więcej, niż tylko to, jakie funkcje polityczne pełnił Malraux, zwłaszcza że wie o tym każdy zwolennik partii. Albo zapyta o ilość szpagatów, które prezes wykonuje przed śniadaniem. Premier szpagatuje 350 razy. I prezes leży, leży, nie wykonując szpagatu. Gdy usłyszano, że premier mógłby też niespodziewanie zapytać o to, jak skonstruować reaktor atomowy domowym sposobem, wszystkim opadły ręce, wiadomo bowiem, że prezes nie poradziłby sobie nawet z konstrukcją miksera.

Ja, zaprzysięgły zwolennik partii, rządu i premiera, dumny jestem, że mam takiego premiera. Dumny jestem z tego, że mój premier w debacie pokonałby prezesa "do zera". Jestem jednak zarazem człowiekiem empatycznym (sympatycznym rzadziej), dlatego potrafię wczuć się w nastroje zwolenników prezesa. Na ich miejscu czułbym zażenowanie. Intuicja podpowiada mi, że i oni nie są wolni od tego uczucia.    

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (90)

Inne tematy w dziale Polityka