capa capa
1660
BLOG

Premier ryzykuje podwójnie

capa capa Polityka Obserwuj notkę 111

Za co najbardziej (podkreślam słowo "najbardziej") cenię premiera? Za odwagę. Wielu było polityków wybitnych, utalentowanych, błyskotliwych, medialnych, zniewalających tłumy (premier wszystkie te cechy, oczywiście, również posiada), ale odważnych polityków można zliczyć na palcach. Jeśli ktoś nie umie liczyć na palcach, może spróbować na liczydle. Liczydło, przypominam ludziom w średnim wieku, to taki przestarzały kalkulator, który przed wiekami skonstruował starożytny uczony o egzotycznym imieniu Licydstrades.

Premier nie boi się nikogo i niczego. Z każdym gotów jest stanąć w szranki. Nawet z tymi, którzy wyraźnie unikają z nim konfrontacji. Prezes konfrontacji unika. Wszyscy wiemy, dlaczego tak czyni. Premiera wcale to nie deprymuje, bo premier wie, że nie on jest najważniejszy, najważniejsza jest Polska. "Polska jest najważniejsza", wyjaśniam, to twór, który wyginął razem z dinozaurami płci obojga. Premier wielokrotnie ryzykował. Ryzykują jedynie ludzie odważni. Ryzykuje, ponieważ się nie boi. Ostatnie ryzyko premiera ("ostatnia paróweczka hrabiego Kenta" - to, zdaje się, nie te klimaty) graniczy z brawurą. Zwłaszcza że jest ryzykiem podwójnym, a więc czymś, co porównać można wyłącznie do podwójnego spalenia Giordana, podwójnego Nelsona bez ręki i podwójnego tortu urodzinowego.

Premier zgodził się wystąpić w programie red. Lisa. Każdy na jego miejscu udałby zapalenie otrzewnej, ale nie premier. Premier zachował się jak Czapajew. Czapajew, obrazowo posługując się kartoflami, wykładał strategię i taktykę wojen na przyspieszonych kursach dla przyszłych Koniewów, ale sam, bo był Czapajewem, zawsze zachowywał się jak pierwszy kartofel. Wiem, że to skomplikowane, nic więc dziwnego, że przeznaczone jest wyłącznie dla adeptów szkół wojskowych.

"Lis, nie Lis - rzekł premier - i jego się nie ulęknę." Tak, tak, Drodzy Rodacy. A przecież powszechnie wiadomo, że przepytywanie u red. Lisa porównać można wyłącznie do bezorężnej walki z toną dorosłych, wygłodniałych piranii (lubiących szybkie czytanie zachęcam, by czytali "pirań", na jedno wychodzi). Redaktor Lis słynie nie tylko z żarliwego dziennikarskiego obiektywizmu, w środowisku nazywają go "Temidą mikrofonu", ale przede wszystkim z piekielnie trudnych pytań. Gdyby rzecz nie dotyczyła premiera, gryzłbym paznokcie. Nie gryzę, bo premier poradzi sobie nawet z red. Lisem.

A przecież red. Lis może zadać premierowi następujące pytania (przywołuję jedynie tytułem przykładu): dlaczego po czterech latach rządów premier jest nadal tak bardzo popularnym politykiem?;  dlaczego poprzednim rządom niewiele udało się zrobić, a rządowi premiera udało się wprawić Polskę w ruch?; jakie cechy ceni premier w sobie najbardziej?; dlaczego dawniej kwitła korupcja, a obecnie jej nie ma; jakiej wyobraźni trzeba było użyć, by wymyślić genialny plan budowania "Orlików"?; dlaczego premier zaproponował politykę miłości, gdy inni parli do konfrontacji?; jak rząd premiera oceniany jest w świecie?; jakimi sukcesami może się pochwalić? Jeśli ktoś nie potrafi pojąć skali wyzwania, proszę usiąść przed red. Lisem i odpowiadać na podobne pytania!

Gdzie podwójne ryzyko premiera? Sztab partii zaproponował, by w tym samym programie wystąpił prezes! Wyobrażacie to sobie? Przecież red. Lis zawsze, udowadniał to w poprzedniej kadencji parlamentarnej, traktował opozycję o wiele łagodniej niż rządzących. Mógłby więc prezesowi zadawać łatwiejsze pytania albo, wtórując mu, atakować premiera. A premier? Na premierze taka ewentualność nie zrobiła żadnego wrażenia. Przybędzie, zobaczy i zwycięży. Prezes o tym wie, dlatego nie przybędzie, zobaczy i zostanie zwyciężony.

Takie są nieubłagane prawa demokracji.    

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (111)

Inne tematy w dziale Polityka