W dniu, pamiętnym dniu, pamiętnym historycznie, bo zwyczajnie go dobrze nie pamiętam, gdy z żoną dowiedzieliśmy się o akcji "Uczciwe wybory", straciliśmy apetyt. Gwoli ścisłości - ja straciłem apetyt w znaczeniu podstawowym, żona straciła apetyt na życie. Gruchnęło to tak nagle, że obawiałem się o zdrowie żony. Ona jest bardzo wrażliwa. Powiesiliśmy na PiS-ie i pisowskich zwolennikach wszystkie możliwe psy (żona chciała nawet powiesić psa sąsiadów, ale on przytomnie od lat starannie jej unika), a w okolicy musiało się wydawać, że udzielamy korepetycji z wszystkich możliwych języków obcych, ponieważ żona nigdy nie klnie po polsku. Uważa, że tylko prostak klnie po polsku.
Żona klęła obcojęzycznie, ja uszczelniałem okna i drzwi. Sam nie klnę, bo nie znam języków obcych. Nie jestem pewien, czy żona powinna reagować aż tak emocjonalnie (oczywiście, nie zdradziłem się ze swoimi wątpliwościami), ale solidaryzowałem się z jej oburzeniem. Jak można urządzać akcję, która podaje w wątpliwość istotę naszej demokracji, naszej chwalonej przez świat demokracji. Po prostu wstyd! I hańba, i wszystkie jej pochodne. Jeśli je ma. Patriota wierzy we własne państwo, patriota wierzy we własny rząd, patriota chwali państwo i chwali rząd. Co o nas napiszą w Burundi? Przecież tamtejsze, bardzo opiniotwórcze dzienniki zrobią z nas czwarty świat! Wstydzę się, ale jak bardzo będę się wstydzić, gdy przeczytam prasę z Burundi.
Żona postanowiła protestować. Siadła (a może "usiadła" - nie pamiętam) i zaczęła pisać "Odezwę do wolnego świata". Tak ją nazwała, tę odezwę. Czegóż w tej odezwie nie było! Gdy już zaczęła ją przekładać na języki kongresowe, coś ją tchnęło (twierdzi, że intuicja, moim zdaniem - trzustka) i wczytała się w magiczne słowa Semiramidy Mamutowiczowej. Semiramidy Mamutowiczowej nie muszę przedstawiać. Jej sława przerosła chwałę, a Tomasz, jeśli nie mylę nazwiska, Jastrun pisze o niej pieśń. Semiramida Mamutowiczowa działa na moją żonę jak napalm. Podskoczyła, żona podskoczyła, Semiramida Mamutowiczowa nigdy nie podskakuje, ja razem z nią, chociaż wcale nie miałem zamiaru, i rzekła: "A to perfidna perfidia." Nie zrozumiałem, więc w żołnierskich słowach wyjaśniła.
Żona doszła do wniosku, że pisowskie "Uczciwe wybory" są jedynie kamuflażem. Pochwalę się, że to słowo podpowiedziałem, bo na chwilę umknęło z niezgłębionej pamięci żony. Pisowska akcja ma być jedynie, tłumaczyła żona, parasolką, która osłania prawdziwe intencje. A intencje są złe i podstępne. PiS, udając, że troszczy się o uczciwe wybory, sam chce je sfałszować. Słuchałem jak zaczarowany, z początku niczego nie pojmując. Żona warknęła na mnie w obcym języku, zdaje się, że po fińsku albo ugrofińsku (nie jestem pewien, bo nie znam żadnego z nich), i - nieco uspokojona - zaczęła wyjaśniać. Kiwałem głową ze zrozumieniem. Nawet otworzyłem usta, by wypaść bardziej przekonująco. Albo jestem drugim Talmą, albo uśpiłem czujność żony, bo się nie domyśliła, że nadal niczego nie rozumiem. Nie rozumiem do dziś, ale ideę w pełni popieram.
Co zrozumiałem? Zrozumiałem, że uśpiono naszą czujność, że pisowcy są o wiele liczniejsi, niż nam się wydaje. Za przykład posłużyli nasi sąsiedzi. Okazuje się, że pani z zieleniaka (co za idiotyczna nazwa), do którego zresztą nie zaglądamy, zimą nosi beret. Tak, ten beret. Że jej mąż nosi ten sam beret nawet latem. Że sąsiad spod trójki jest uderzająco podobny do posła Karskiego. Pewnie jakiś krewniak. Że kasjerka z Biedronki stylizuje się na poseł Kempę, jej koleżanka na poseł Szydło a kierownik na poseł Sobecką. To ostatnie mnie nie przekonało, bo zawsze wydawało mi się, że kierownik stylizuje się na rzecznika Grasia. Wszystkich wymienionych przez żonę sąsiadów, bliższych i dalszych, scharakteryzować nie mogę, przejdę więc do konkluzji. Wszyscy oni są krypto. I jako krypto mogą zaszkodzić podczas wyborów. Mimochodem żona dodała, że po wyborach, bo wcześniej raczej nie zdoła, skonstruuje Enigmę. Nju Enigmę, jak powiedziała, która będzie wyłapywać wszystkich krypto.
Tymczasem zaś oboje, ona i ja, organizujemy osiedlowy komitet "Uczciwe wybory na rzecz PO" . Będziemy siedzieć plackiem (tak rzekła) w naszym lokalu wyborczym i nie pozwolimy, by jakiś pisior albo kryptopisior zepsuł nam smak zwycięstwa. Żona powiadomiła o przygotowywanej akcji Semiramidę Mamutowiczową i wszystkich znanych sobie i nieznanych sympatyków partii, by uczynili to samo w swych lokalach wyborczych. Z tego wynika (jest taka łacińska sentencja, którą mógłbym przywołać, ale jej nie znam), że udowodniłem, a właściwie moja żona to uczyniła, że wygramy. My, zwolennicy partii.



Komentarze
Pokaż komentarze (80)