Wszyscy o red. Lisie, o red. Lisie i ja. Czy ja jestem gorszy? Jestem gorszy, w więc tym bardziej powinienem zabrać głos. W niedługim czasie red. Lisa zdołano na S24 upolować, wypatroszyć i zjeść. Cóż, jeśli ktoś bierze udział w polowaniu, musi się z tym liczyć. Redaktor Lis nie został jednak bezbronny. W jego obronie posunięto się nawet do desperacji, o czym musi świadczyć jeden z wpisów, w którym autor "wahał" się przez "ch". Tak się "zawachał", że i ja zacząłem się "wachać", czy jego "wachnięcia" nie są jakąś pozytywną reakcją na niedawne próby zreformowania zasad polskiej pisowni. Pisząc "pisowni", nie mam tym razem na myśli zwolenników PiS-u.
Jak widać, radości z programu red. Lisa było co niemiara. Czy radował się sam redaktor, to już pytanie o większym ciężarze gatunkowym, na które, z braku śmiałości, nie odpowiem. W zamian opowiem o czymś innym. Z nadzieją, nie, nie z nadzieją, bo to niebezpieczne słowo - z ufnością, że także przysporzę trochę radości. Opowiem o profesjonalizmie red. Lisa. Nie o profesjonalizmie jako takim, opowiem o profesjonalizmie telewizyjnym, medialnym, postelitarnym. Tym, do którego zdołano nas przyzwyczaić.
Czy red. Lis był czarujący? Każdy dziennikarz powinien być czarujący. Był. Czarował wyborców.
Czy red. Lis był wymagającym partnerem w dyskusji? Bez tego nie ma bowiem żadnej prawdziwej dyskusji. Był, oczywiście, że był. Atakował swego rozmówcę, jak umiał.
Czy red. Lis zadawał podchwytliwe pytania? Pytania chwytliwe może zadawać każdy dureń. Zadawał. Zapytał swego rozmówcę o nazwiska pań zdobiących najważniejszy plakat wyborczy PiS-u.
Czy red. Lis był nachalny? Nachalność świadczy o braku taktu albo o braku rozumu. Nieraz o jednym i drugim. Nie był. Nie zapytał przecież prezesa o nazwiska wszystkich kandydatów PiS-u do parlamentu. Nie zapytał go również o rodzaje gleby w Burundi czy ulubiony napój rektora uniwersytetu w Sinth Trinth.
Czy red. Lis wykazał się refleksem? Ciapciowate dziennikarstwo słynie z nudy. Wykazał się. Poprawił prezesa. Angela, mówi się Angela, nie Andżela Merkel. Brawo! Andżela Merkel - brrr. Gdyby prezes powiedział Aniela, red. Lis również by go poprawił, bo w końcu kto przy zdrowych zmysłach mówi Leon Tołstoj? Nikt. Każdy mówi Lew Tołstoj. I wszystkim żyje się lepiej.
Czy red. Lis był monotematyczny? Monotematyczność oznacza brak oczytania. Nie był. Zapytał prezesa o pistolet. Potem wprawdzie trochę ten pistolet umonotematycznił, ale można go usprawiedliwić, bo w końcu broń interesuje każdego. Przesadziłem. Niektórych interesuje seks, ale red. Lisa widocznie interesuje broń.
Czy red. Lis był troskliwy? Gospodarz zawsze powinien troszczyć się o gościa. Był. Troskliwie pytał prezesa o przyszłą koalicję, zachowując przy tym daleko idącą powściągliwość.
Czy red. Lis pokazywał emocje? Starał się. Robił, co mógł, by ich nie pokazywać. A gdy nie mógł, przesłaniał je. Czym je przesłaniał? Profesjonalizmem, z którego słynie. Ale, dodajmy, żeby innych dziennikarzy nie skrzywdzić, nie tylko on z niego słynie.
Czy kosa trafiła tym razem na kamień? Nie "wacham" się powiedzieć, że najlepiej ten problem rozstrzygnie "Szkło kontaktowe". Dla wspólnego dobra.



Komentarze
Pokaż komentarze (65)