capa capa
1136
BLOG

Angela Merkel i byli polscy ministrowie

capa capa Polityka Obserwuj notkę 100

Obrastam tłuszczem rozkoszy intelektualnej i patriotycznej zarazem, gdy słyszę o akcjach podobnych do tej, na jaką się zdobyli W. Bartoszewski, W. Cimoszewicz, A. Olechowski, D. Rosati i A. D. Rotfeld, byli ministrowie spraw zagranicznych. Wykazując się odwagą porównywalną jedynie z wyczynem Kozietulskiego, nie patrząc na razy, jakie mogą ich spotkać tu i ówdzie, w pogardzie mając niezdrowy patriotyzm, na ochotnika gotowi bronić każdego skrzywdzonego przez polski szowinizm, solidaryzują się z panią kanclerz Angelą (wymawiamy Angelą, zahipnotyzowani przez prezesa mogą wymawiać Andżelą) Merkel.

Tak trzymać, szanowni panowie ministrowie! - pozwalam sobie zwrócić się do nich nieco kolokwialnie a zatem mniej dyplomatycznie. Zawsze i wszędzie trzeba bronić dobrego imienia sąsiadów. Dla dobra nas wszystkich, dla dobra przyszłych pokoleń. Tu i tam. Zwłaszcza przed wyborami parlamentarnymi we własnym kraju. Pani kanclerz zapewne to doceni. Jeśli zaś wie co nieco o Fryderyku II (nie musi, bo wszak w przeciwieństwie do naszego premiera nie jest historykiem), przypomni sobie jedną z jego dość powszechnie znanych opinii, którą bez wątpienia wyraziłby, będąc na jej miejscu.

Solidarność to piękne słowo. Jeśli zaś pada z ust przedstawicieli narodu, który starał się solidarności przywrócić właściwe znaczenie, należy temu jedynie przyklasnąć. W beczce miodu, którą tutaj przyturlałem, znajduję jednak łyżkę amnezji. Nie może być tak, że solidaryzujemy się wyłącznie ze współczesnymi. Nie może tak być z bardzo prostego powodu. Może to zostać odebrane jako gest koniunkturalny, czyli wyrachowany. A to mogłoby nam zaszkodzić. To mogłoby w pani kanclerz wzbudzić podejrzenie, że byli polscy ministrowie spraw zagranicznych nie są tak empatyczni, jakimi chcieliby się wydać.

Zdaję sobie sprawę, że nie można się solidaryzować ze wszystkimi Niemcami przez część głupich albo niecnych Polaków w taki czy inny sposób skrzywdzonymi. Trzeba znać umiar. Ale dobrą polityczno-sąsiedzką arką przymierza byłoby wyrażenie solidarności zarówno ze współczesnymi jak i najstarszymi świadkami naszych bezeceństw. Z tego powodu namawiałbym byłych ministrów spraw zagranicznych, żeby wystosowali na ręce pani kanclerz jeszcze jeden list. W nim powinni wyrazić solidarność z margrabią Hodonem i jego komilitonem grafem Zygfrydem, których w sposób wprost karygodny potraktowali Mieszko I i brat jego Czcibor. Zamiast z radością powitać ich w gościnnych polskich progach, bo wszak Hodon i Zygfryd szli do nas w gości, potraktowali ich jak natrętów. Jednym słowem: wstyd. Wówczas nie było wprawdzie gazet (o tempora, o tempera!), ale przed cywilizowanym światem nie dało się tego ukryć. Zadbał o to biskup Thietmar, syn rzeczonego (nie mylić z narzeczonym, bo to nie jest to samo) Zygfryda. I nikt dotychczas z tego powodu nie wyraził ani ubolewania, ani zwykłej ludzkiej solidarności.

To wszystko, co miałem do powiedzenia. Kończąc, solidaryzuję się ze wszystkimi nieudacznikami bez krzty jakiegokolwiek talentu. Moimi braćmi.   

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (100)

Inne tematy w dziale Polityka