capa capa
1969
BLOG

Platforma popełnia harakiri

capa capa Polityka Obserwuj notkę 76

Zwycięzca jest jak skała. Jest jak warowna twierdza. Jak dąb Bartek, jak nurt Wisły. Trwa. Trwa, ponieważ jest zwycięzcą. Partia zwyciężyła. Zmasakrowała pozostałe partie. Partii uwierzyli, po raz kolejny uwierzyli, wyborcy. Najbardziej świadomi wyborcy. A wyborcy są jak gilotyna. Wyborców trzeba nie tylko szanować, wyborców trzeba się bać. Bo gilotyny nie sposób się nie bać. Ona bywa okryta pokrowcem, wówczas śpi albo, jeśli ktoś woli - odpoczywa, ale uwolniona z ciemności pokrowca - spada. Spada i tnie. 

Wyborcy świadomie dokonali wyboru. Wyborcy nie głosują nieświadomie. Wyborcy głosowali na tych kandydatów, których uznali za najlepszych. Wyborcy, wybierając posłów poprzedniej kadencji, docenili ich wkład w budowę lepszej, jeszcze lepszej Polski. Wyborcy ponownie wybrali Tomasza Tomczykiewicza.

Tomasz Tomczykiewicz dotychczas był nie tylko twarzą partii, był również osobowością. Można być osobą, ale osobowością bywają tylko niektórzy. Poseł Tomczykiewicz dał partii to, co miał najlepszego. Dał samego siebie. Partia nigdy nie mogła narzekać na brak wybitnych postaci. Dlatego wygrywała wybory. Ale wśród wybitnych bywają jeszcze bardziej wybitni. Na tle bardzo wybitnych posłów partii poseł Tomczykiewicz zdecydowanie się wybijał.

Był powściągliwy, ale nie był milczkiem (nie był nawet rejentem), nie dominował, ale wszędzie można go było dostrzec, nie przechwalał się, ale pracowitością kładł na łopatki albo na pośladki Herkulesa, nie perorował, ale gdy zabierał głos, słuchacze głos tracili, nie epatował (nieraz etapował, choć to nie jest to samo) bon motami, ale każde wypowiedziane przez niego zdanie brzmiało jak wyjęte z księgi aforyzmów wielkich mężów, czyli wirów (wspominam o tym mimochodem, na wypadek, gdyby zaglądał tu jakiś filolog klasyczny), nie wyglądał na pożeracza serc niewieścich, ale niewiasty mdlały przed ekranami telewizorów, gdy tylko pojawiał się na wizji (gdy pojawiał się na fonii, dostawały afonii).

Uwielbialiśmy go, bo wydawał się taki sam jak my. I powiedzmy sobie szczerze - to poseł Tomczykiewicz wygrał dla partii te wybory. Oczywiście, oczywiście, wygrał je premier, ale premier jest bezkonkurencyjny, więc się nie liczy. Wygrał je poseł Tomczykiewicz. Każdy z nas mógł sobie powiedzieć, że partia, w której bryluje (poseł Tomczykiewicz nosi wprawdzie okulary, ale to nie ma nic wspólnego z brylowaniem), jest naszą partią, ponieważ i my moglibyśmy w niej brylować. Nie tak samo jak poseł Tomczykiewicz, to nie podlega dyskusji, wszak poseł Tomczykiewicz jest wyjątkowy, ale prawie tak samo.

Nie tylko byliśmy przekonani, że poseł Tomczykiewicz zachowa swe dotychczasowe stanowisko, ale wydawało nam się, że powinien awansować. Powinien zostać ministrem. Minister d/s niespodziewanych karier. Tymczasem przeszył nas ból. Ten sam, który wcześniej przeszył jabłko leżące lub stojące (nie znam się na jabłkach, nie jestem prof. Pieniążkiem, dlatego nie wiem, czy jabłka stoją, czy leżą) na głowie Tellowego dziecięcia. Poseł Tomczykiewicz, podobno, nie będzie szefem klubu parlamentarnego partii, a nie słychać o żadnym podobno, które mówiłoby, że będzie ministrem.

Tak się nie traktuje wyborców. Wyborcy mogą tego partii nie wybaczyć.

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (76)

Inne tematy w dziale Polityka