capa capa
815
BLOG

Sulejówek czy Kasztanka?

capa capa Polityka Obserwuj notkę 57

Niecierpliwych informuję, że nie będzie to tekst hippiczny, a miłośników wycieczek krajoznawczych rozczaruję stwierdzeniem, że geografia też mnie nie interesuje. Natomiast oczekujących śmichów-chichów przekierowuję do Tabasco.

Nosił wilk razy kilka (zapomniałem dodać, że ten tekst mogą czytać zapaleni a nawet zgrillowani myśliwi, ci się nie zawiodą), rozdrażniło to Kapturka. Czerwonego Kapturka. Prezes, jak przystało na autokratę, dławił wszelką myśl. Jeśli ją, rzecz jasna, dostrzegał. I trwał, i rządził, i dzielił. Myśl, jeśli to, rzecz jasna, była myśl, znosiła to dzielnie, wreszcie znosić przestała. W myśli, jeśli mamy do czynienia z myślą, zakłębiły się emocje, zapętliły się z ambicjami, zadusiły strach, i myśl przeszła do kontrataku. Bo myśl przypomniała sobie, że w sztuce wojennej najlepszą bronią jest kontra. Tak nauczał Napoleon Chłopicki, a myśl nigdy nie próżnowała na lekcjach historii. Ośmielona myśl pchnęła do działań gwardię prezesa.

Gwardia postanowiła przejąć inicjatywę, stawiając wszystko na kartę medialną. Uzbrojona zapragnęła osaczyć prezesa. Ze wszystkich stron, bo gdyby go osaczyła z kilku, prezes gotów byłby się wymknąć. Na smoku wawelskim ruszył na Żoliborz, kwaterę główną prezesa, rotmistrz Ziobro. Jeździec przedni (chodzi o umiejętności jeździeckie, nie o to, że jechał na przedzie smoka), który dla dobra prezesa i dla dobra partii, mógłby powołać dwie partie. Czy z trzema prezesami, tego nie wiadomo, bo jak przystało na wybitnego stratega rotmistrz Ziobro umie trzymać język za zębami. Z północy płynie przeciw prezesowi, ale dla dobra prezesa, co nie powinno dziwić, mat (a nawet, jak mówią, szach-mat) Cymański. Mat Cymański, jak przystało na marynarza, nie przebiera nogami w wodzie. I mówi. Mówi dużo. Są tacy, którzy twierdzą, że mówi z sensem. Mat Cymański chciałby przede wszystkim rozprawić się z wazeliniarstwem. Myśl, jeśli to myśl, jest przednia. Każdy dawno temu dostrzegł, że bez wazeliniarstwa nie ma polityki.

Armię pieszą, nieliczną wprawdzie, ale zaprawioną w marszu, wiedzie, w kamaszach, rzecz jasna, marszałek (czy feld, nie wiem) Dorn, przyjaciel ludu pisowskiego, dawny przyjaciel prezesa ludowego. Marszałek (może feld) Dorn, który w swojej armii, choć to z pewnością określenie nieco zbyt rozbuchane, jest również głównym sztabowcem, idzie, a gdy już dojdzie, resztę dopowie. Na miejscu prezesa drżałbym. W podobnych sytuacjach pomaga palto.

Wywiadem i kontrwywiadem wojsk myśli kieruje, podobno, pisowski Canaris. To dobra wiadomość dla miłośników historii z dreszczykiem, dla pozostałych wiadomość raczej krotochwilna.

Inne jednostki koalicji antyprezesowskiej poruszają się sobie tylko znanymi drogami. Ale dojdą. Zawsze dokądś się dochodzi. Chyba, że się wychodzi.

Sytuacja, w jakiej znalazł się prezes, nie jest, wbrew pozorom, beznadziejna. Prezes ma swoje kominiarki. Kominiarki, podobno, szczelnie (niektórzy upierają się, że strzelnie) otoczyły kwaterę żoliborską, przygotowując wilcze doły. Pod Grunwaldem ich najprawdopodobniej nie było, ale pod Żoliborzem nie są wykluczone. Prezes dopiero wówczas znalazłby się w położeniu Paulusa, gdyby zwierzchnicy kominiarek postanowili je zdjąć. I, oczywiście, zasypać wilcze doły. Najlepiej ukradkiem.

Z zainteresowaniem będziemy się przyglądać nadciągającej batalii. Zwłaszcza że bezstronne w tym konflikcie (bezstronność jest zresztą ich wizytówką) media nie pozwolą nam niczego przegapić.      

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (57)

Inne tematy w dziale Polityka