Kochaliśmy stary rząd (ja kochałem prawie tak samo jak żonę, własną żonę), kochaliśmy, bo w pełni na to zasługiwał. Kochaliśmy wszystkich ministrów. Wszystkich starych ministrów w nowym rzadzie już nie zobaczymy. I to jest informacja smutna. Bardzo smutna. Bardziej od rządu kochamy jednak premiera. Gdy premier mówi, że przyszedł czas na zderzaki, otrzyjmy łzy. Nie szkoda ministrów, gdy premier przygotowuje wielkie zderzenie.
Ministrów, którzy w rządzie pozostają, nie trzeba rekomendować. Będą o nich powstawać ballady. Może nawet romanse. Moja żona pracuje nad jednym z nich, ale tak jest zapracowana, że nie mogę ręczyć, czy się z tym niezwykle ambitnym przedsięwzięciem upora. Upora, upora, gdy nadejdzie pora. Gdybym znalazł w sobie choć odrobinkę, okruszynkę talentu, sam zacząłbym artystycznie opiewać ministrów, którzy nas nie opuszczą.
Żal ministrów, którzy nie mogą być zderzakami. A dlaczego nie mogą nimi być? Może dlatego, że są zanadto taraniczni. Mogliby po sobie nie pozostawić kamienia na kamieniu. Najbardziej mi żal (poza kolorowymi jarmarkami, rzecz jasna) minister Pitery. Minister Pitera już na wieki pozostanie wzorcem pracowitości, dociekliwości i przenikliwości. Telewizyjnej przenikliwości. Nikt, poza nią, nie mógłby ukręcić łba korupcji. Była to walka na śmierć i życie a właściwie na słowa i milczenie. Tak zaabsorbowała minister Piterę, że nie zdołała, ona, tytan pracowitości, uraczyć nas wielkim memoriałem o zwalczaniu patologii. Może zresztą z tego powodu premier, chcąc dać minister Piterze więcej czasu na dokończenie memoriału, pozbawił ją teki. A jednak żal.
Żal, że nie usłyszymy już niebiańskiego głosu ministra Kwiatkowskiego, który tak bardzo podbił serce Temidy, a babka jest ślepa, ale nie jest głucha. Minister Kwiatkowski odszedł. A w spotach wyborczych zapowiadał tak rewolucyjne zmiany w sądownictwie, że mury sądów zaczęły popękiwać. Niektóre, podobno, pękły. Natomiast odejście minister Hall może doprowadzić do niepowetowanych strat wśród dziatwy szkolnej. Moje szkolne pociechy już oznajmiły, że przestają uczęszczać (one bowiem uczęszczały, nie wiem, dlaczego) do szkoły. Na pytanie, kto będzie niósł im kaganek, odpowiedziały: mama. Co oznacza, że w encyklopedii moich dziatek, niestety, nie znajdziecie.
A zderzaki? Cymes! Minister Mucha. Były Orliki, będą sportowe przychodnie zdrowia dla osób, które nie przekroczyły wieku emerytalnego. Tego nam brakowało. Minister Nowak. Minister Nowak mógłby objąć każdy resort, bo ten, kto dostrzegł geniusz premiera, nie zna żadnych ograniczeń. Mógłby objąć każdy resort, objął resort infrastruktury. Żal ministra Grabarczyka, który mógłby pozostać ministrem infrastruktury tysiąclecia, a tak będzie wyłącznie drugim ministrem infrastruktury tysiąclecia. To się nazywa pech. Szkoda jeszcze jednego. Szkoda, że premier nie zechciał być bardziej nowoczesny. Szkoda, że nie powierzył ministrowi Nowakowi kilku resortów. Może w następnej kadencji. Obawiam się tylko jednego: obawiam się, że kibice, którzy zechcą odwiedzić nasz kraj podczas EURO, mogą nigdzie nie dotrzeć, bo nie będą w stanie wybrać właściwej, najlepszej drogi do celu, Polska bowiem zostanie tak poszatkowana autostradami, że będziemy je mogli wypożyczać.
Żal ministra Kwiatkowskiego, ale serce rośnie, gdy wiadomo, że zastąpi go minister Gowin, najbardziej ekumeniczny z wszystkich ministrów. Minister Gowin ma niepowtarzalny dar. Potrafi ożenić konserwatyzm z wszystkim, do tego stopnia dobrze, że nikt nie pomyśli o mezaliansie. Temida, podobno, na wieść o tej nominacji, zerwała ze swych oczu opaskę. Przepasała się nią w innym miejscu. Dzielna kobita. Filozof Gowin na pewno podejdzie do swej pracy filozoficznie, a czego jak czego, ale filozofowania w sądach nam zdecydowanie brakowało. Hamletyzowania również. A jeśli do tego dodać, że minister Gowin ma pozytywną szajbę, możemy spać spokojnie.
Na koniec zdrowie, którego tak bardzo nam trzeba. Wszyscy spodziewali się, że nowym ministrem zostanie hydraulik, a tu, proszę, został nim lekarz. Na służbę zdrowia podziała to uzdrawiająco. Chorzy także mogą się poczuć uzdrowieni, ale co mają powiedzieć wykluczeni? Wykluczeni, którzy tak bardzo przylgnęli do ministra Arłukowicza. Cała nadzieja w tym, że w ministerstwie zdrowia powstanie osobna komórka d/s wykluczonych. Wykluczonych ze służby zdrowia.
Jeśli ten rząd nie przewyższy poprzedniego, nie przesłoni jego sukcesów, kaktus wyrośnie na pięcie posła Schetyny.



Komentarze
Pokaż komentarze (2062)