My i oni, oni i my. Dwie strony barykady. Barykady informacyjnej. Papki, którą wtłacza się w coś, co teoretycznie powinno być mózgiem, jak dziecku troskliwa mama wpycha do ust kaszkę. Dziecko po kaszce ma być zdrowsze, odporniejsze na choroby. Wyborca po papce też ma być zdrowszy, ale przede wszystkim ma żyć bez trosk. A co jest największą troską człowieka? Okazuje się, że jest nią myślenie. Nic tak nie męczy, jak samodzielne myślenie. Po co więc się męczyć, myśląc, skoro można się nie męczyć, będąc przekonanym, że się myśli.
Redaktor Pospieszalski powinien zostać zakuty w dyby, ponieważ zamachnął się na autorytet Bronisława Geremka, który to autorytet nie podlega zamachnięciom. Gdyby tak red. Pospieszalski zamachnął się na kogoś innego, mógłby uniknąć zakucia. Gdyby tak pozwolił na okazanie dokumentu, w którym znalazłaby się informacja o tajnych układach Lecha Kaczyńskiego z Burundi, układach przewidujących przeniesienie Wieliczki do Burundi i wysadzenie w powietrze Bochnii, red. Pospieszalski może nie dostałby Wiktora, ale na pewno mógłby spać spokojnie.
Ja, oczywiście, popieram zakucie red. Pospieszalskiego w dyby, najlepiej z liczną rodziną, bo skoro tak wytrawni politycznie i tak zaprawieni w bojach o polski interes narodowy i pannarodowy autorytety uznały, że zamachnięcie się na Bronisława Geremka burzy krew w żyłach, trzeba tę krew uspokoić. Nikt przecież, komu drogie są humanitaryzmy, nie chciałby chyba, żeby przerażony prezes Braun doznał skrętu kiszek.
Z drugiej zaś strony, jeśli red. Pospieszalski ma połączyć swój los z dybami, co powinniśmy zrobić z prezesem? Z prezesem, który znów przekroczył granice, a wydawało się, że nie ma takich granic, których dotychczas nie przekroczył. Znudzony Budapesztem, który nie chciał przybyć do Polski ("ta karczma Rzym się nazywa"), chciałby przenieść Polskę do Chin. Spostrzegawczy polityk Ruchu Poparcia zauważył, że prezes jest sterowany przez rosyjskie służby specjalne. Zanim tę spostrzegawczość będziemy mogli nazwać inteligencją, popiszmy się własną. Prezes nie jest żadnym agentem rosyjskich tajnych służb już z tego chociażby powodu, że Rosja jest przyjaciółką Polski, Polski rządzonej przez ludzi mądrych i kochających wszystko i wszystkich (z wyjątkiem PiS-u, rzecz jasna, ale to chyba zrozumiałe). Uważam, że prezes jest agentem wpływu "Bandy Czworga", z posłem Suskim na tajnych kompletach uczy się podstaw języka chińskiego, a nowego kota zamierza nazwać Mao, chociaż będzie się do niego zwracać Mało. Nasz rząd powinien poprosić rząd Republiki Chińskiej, by zgodził się na wyjazd prezesa (z towarzyszącym mu posłem Suskim) do Pekinu. Okazując swój powszechnie znany humanitaryzm, nasz rząd powinien pozwolić prezesowi wyjechać z kapustą, żeby nie przybywał do Pekinu z ręką pustą.
Premier tymczasem odniósł kolejny sukces. Że też te sukcesy mu się nie nudzą. Europejczycy uznali, że nasza prezydencja była prezydencją wzorcową, że lepszej prezydencji nie mogli sobie nawet wymarzyć. Cieszyć się z tego, to mało, czyli mao. Jestem przekonany, że główną ulicę w Warszawie (a właściwie wszystkie główne ulice we wszystkich miastach w Polsce) należałoby nazwać: Nasza Prezydencja. Wyobrażacie sobie, by ktokolwiek, kiedykolwiek uznał naszą prezydencję za wzorcową, gdyby naszym rządem kierował prezes? Wszędzie by się pojawiał, wszędzie zabierał głos, do Angeli mówiłby Andżela, do Nicolasa, Żabojadzie, Rompuya nazywałby Buzkiem a Buzka Łobuzkiem. I bez przerwy mówiłby Polska. Polska to, Polska tamto, Polska jest naj..., nie, tego by nie mówił, mówiłby Polska ponad ..., nie, raczej: Polska, z Polską, o Polsce, w interesie Polski. Wstyd byłby tak wielki, że Róży Thun opadłyby płatki, Marek Siwiec całowałby ziemię brukselską, a Janusz Lewandowski odwołałby to wszystko, co rzekł był w przypływie przypływu o klipach (chyba, że mówił o slipach, a dziennikarze słynący z wyjątkowej wprost niechęci do partii przerobili na klip).
Niegdyś w kabarecie, gdy kabaret można było nazywać kabaretem, śpiewano: "Jak dobrze, że są wśród nas niemądrzy, starzy poeci", dziś można by zaśpiewać: "Jak dobrze, że jest wśród nas Niesiołowski, co tamę stawia powodziom, PiS dzielnie obrzydza ludziom, Niesiołowski". Krzepiąc nas, nas, Europejczyków, rzekł był, że jak partia zechce przegłosować ratunek dla Unii, przegłosuje go nawet większością zwykłą. "I dobrze, i na zdrowie, tak wyrasta się na człowieka". Pewiem nieznany światu brydżysta, mając wykładanego szlema, na okrzyk zazdrości, że kontrakt jest nie do obalenia, odrzekł, nie myląc się zresztą: "Ja mogę obalić wszystko".
Na koniec słów kilka o niewdzięczności. O niewdzięczności Polaków, czyli rodaków, czyli nas wszystkich. Okazuje się, że w sporze małżeńskim państwa Wałęsów opinia publiczna bierze stronę (a co niby ma brać? łapówki?) Danuty. O, Wy, o, my, niewdzięcznicy! Wprawdzie Lech obalił komunizm wraz z żoną (co na polski należy - chyba - tłumaczyć, że obalili go wspólnie), ale nikt przy zdrowych zmysłach nie ma wątpliwości, że Danuta obaliła go w mniejszym stopniu. Nie obalajmy w Lechu Wałęsie wiary w ludzkość, bo rozczarowany, doprowadzony do ostateczności, gotów nam jeszcze obalić ludzkość. Już bez (ograniczonego) udziału Danuty.



Komentarze
Pokaż komentarze (424)