Świat zna sławnych piłkarzy, ale wśród sławnych są prawdziwi mistrzowie - Pele i nasz premier. Salon 24 słynie z wybornych piór, nieraz te wyborne pióra mają rzeczywiście coś ważnego do powiedzenia. Nad Salonem 24 unosi się, rzecz jasna, jak smog nad Nową Hutą, Semiramida Mamutowiczowa. Innymi słowy, w którą stronę nie skłoni się głowy, spotkać można prawdziwych tytanów.
Tytanami są, bo inaczej być przecież nie może, politycy. Nie wszyscy, na szczęście. Wśród tytanów polityki znajdujemy tytanów mównicy parlamentarnej. Tacy wchodzą na nią, a ona od razu wydaje radosne pomruki. Słuchacze zaś z wrażenia gubią wszystko. Gubią sztuczne szczęki, włosy, tupeciki, niektórzy imię czynów. Tytan mównicy jest hipnotyzerem. Panuje nad sobą, panuje nad audytorium. Gdy mówi, jego skupienie mogłoby stać w Sevres jako wzorzec skupienia albo słupienia.
Wśród tytanów mównicy znajdujemy, niezwykle rzadko, bo to rzecz zjawiskowa, tytanicznych tytanów. W skrócie tyttytów. Ich umysł działa jak dubeltówka. Słyszą wypowiadane przez siebie słowa, każdy je słyszy, ale jednocześnie słyszą słowa, które kołaczą się w ich zwojach mózgowych. Tych ostatnich audytorium, niestety, nie słyszy. Inaczej jak fenomenem tego nazwać nie sposób. Cały garnizon naprawdę wybitnych uczonych połamał sobie na tym zjawisku zęby (mówię symbolicznie, garnizon nie ma wszak zębów). Jedyny dotychczas niepokonany badacz, z Mongolii, dodaję, żeby zaspokoić wścibskich (jego nazwisko, z oczywistych względów, utajniono), któremu przyznano wszystkie możliwe granty, nawet ten przeznaczony na wynalezienie niewidocznych pampersów, jeszcze dwoi się i troi, by tajemnicę tyttytów zgłębić.
Wewnętrzego, że pozwolę sobie to tak nazwać, przemówienia mistrza sejmowej mównicy nigdy nie usłyszycie. Wyobraźmy więc je sobie. Nasz tyttyt wszedł był (gdyby nie wszedł, to by nie był) na mównicę, źrenice mu się rozszerzyły, puls rozpoczął bieg sprinterski, przełknął ślinę i zaczął wygłaszać swą wspaniałą mowę. Siedzący w sali sejmowej słuchali tej mowy, on jednocześnie słyszał tę, którą do nich wygłaszał, i tę, którą wygłaszał w myślach. Mowę wewnętrzną. Posłuchajmy:
"Jak ja ich, tych wstrętnych krętaczy, podłych neandertalczyków, zaprzanych kapustników nie znoszę, wy, wy ... Czuję jakieś dziwne swędzenie w skarpecie, dziwne. Czy tak można powiedzieć po polsku? A co za różnica, gdy ja mówię po polsku, to na pewno jest po polsku. Dobrze, rozgrzałem się. Teraz wam dam, teraz wam dowalę. Nie można znosić czegoś takiego, nie można, szczególnie w elitarnym gronie ... Dlaczego nie lubię brukselki, podobno brukselki są bardzo zdrowe? A może mylę je z kapustą? I czego się tak gapisz, kanalio! Bezmózgi zjadaczu chleba rzucony w miejsce ... Jazda na niego! I jeszcze goręcej, jestem świetny, szkoda, że nie mogę siebie samego oglądać. Czy ja poważam Dmowskiego? Nie pamiętam, ale to dziwne, że nie pamiętam, bo pamiętać powinienem. Zdecydowanie za mało witamin. Trzeba jeść marchew, króliki jedzą, jedzą z apetytem. Chyba się zanadto zagalopowałem. Co z tym wszystkim mają wspólnego króliki? Ty, łysy bez zaczeski, zawsze grałeś mi na nerwach. Skamielina, której się wydaje, że jest magmą. Musiałbym to zapisać, bo to dobrze brzmi, mógłbym tym błysnąć w telewizji, ale z drugiej strony, przecież w tej telewizji niczego innego nie robię, tylko bez przerwy błyszczę. Czasami mnie to wręcz nudzi. Nie wierć się stara raszplo! Co to jest raszpla? Cholera, przecież wiedziałem. Nie wierć się, bo gdy ja mówię, kamienieją owsiki. Zabolało, kreatury, i dobrze wam tak. Wsiadłem na swojego konika, a więc: patataj, patataj. Uspokój się, bo jeszcze spadniesz. Śmiejesz się, śmiej się, śmiej, zaraz na ciebie przyjdzie kolej mongoloidalny tumanie. Co ta mucha robi na czole premiera? Gotowa jeszcze zrobić to samo, co ta mucha Franciszka Józefa ... Całe szczęście, to nie mucha, to cień Muchy. Muszę przestać wpijać się tak w tę mównicę, bo wyduszę z niej wióry. A może powinienem? Jestem Herkulesem myśli, byłbym też Herkulesem mięśni. Może nie dzisiaj. Nasi są cudowni, tak wspaniale mnie oklaskują. Lubię ich. Naprawdę. Dobrze, dobrze. Pewnie, że nikt z nich nie dorasta mi do pięt, ale czy to źle? Zaraz, zaraz. Ja tu o duperelach, a nie pamiętam, czy zakręciłem kran. Zakręciłem czy nie zakręciłem? Jakie to Szekspirowskie! Zakręciłem, przeciez zawsze zakręcam. Zakrącam byłoby lepiej. Zakrąć kran. Nie, byłoby gorzej. I co, wredna babo, głupio ci, poczekaj, to jeszcze nie koniec. Muszę ją zostawić w spokoju, bo wydam się zanadto monotematyczny. A teraz coś czołobitnego. Dobrze. W takim razie, replay. Aż się spociłem. ale warto było. Szkoda, że nie mogę rywalizować z Fidelem. On i ja. I wielbiciele. Nie, głupi pomysł. Niesportowy. Przecież to starowinka. Co? Już muszę kończyć? Dopiero się zacząłem rozkręcać. A może rozkrącać? Durny ten regulamin. Durniom i kanaliom powinno się zabierać minuty, a mnie dodawać. Bez reszty. Muszę iść. Jeszcze raz poklepię mównicę. O, tak dobrze."
Dobranoc, dobrych snów. Vitusa gorąco, gorąco pozdrawiam. Vitusa, który nas zawsze inspiruje. Czy on jest inspicjentem?



Komentarze
Pokaż komentarze (780)