I bardzo dobrze, niech nadaje. Nie ma sensu mu przeszkadzać. Są ważniejsze sprawy.
Oto bowiem dziennikarski bezwstyd posunął się do takich granic, że zaczął zagrażać naszej idealnie dotychczas się rozwijającej demokracji. Zamiast zajmować się PiS-em, który granic demokracji nie zna, bezwstydni dziennikarze naruszyli spokój premiera. Premiera, który ma tyle spraw na głowie, że aż się dziwimy, że nie jest hydrą (a może jest? - myśli obrzydły pisowiec), że może je wszystkie z ekwilibrystyczną zręcznością udźwignąć w jednej głowie. Premier sylwestrowo rozgrywał kolejny widowiskowy mecz piłkarski, a wiadomo przecież, ile taki mecz wymaga sił, a tu bezwstydni dziennikarze podbiegają do niego ... Gdzie jest BOR? Pytam drżącymi wargi. Podbiegają do niego i zamiast kulturalnie zapytać, ile goli premier wbił rywalom, albo podziwiać kondycję, pytają go, czy zna ceny jabłek, chleba i kurczaków.
Wyobrażacie to sobie?! W głowie premiera kotłują się myśli, miliony myśli, geopolitycznych myśli, a bezwstydni dziennikarze traktują go jak panią na straganie. Niczego paniom na straganie nie ujmując, ale w ich głowach geopolityczne myśli się jednak nie kotłują. Premier grzecznie odpowiada, że wie, ale nie powie, a bezwstydni dziennikarze, i to nasi dziennikarze, robią sobie z tego podśmiechujki (wulgaryzm ci to, neologizm czy populizm? - oto jest pytanie). Jeśli premier powie, że siła Coriolisa jest siłą Koriolana, to i Szekspir nie pomoże. Po prostu jest. I basta! Nie tak, nasi dziennikarze, wygląda dziennikarska bezstronność!
To już nie ma tematów, którymi nasi dziennikarze powinni się zajmować? A prezes? A PiS? Rząd rządzi, a skoro rządzi, nie wolno mu przeszkadzać. Zwłaszcza że rządzi, łamiąc wszelkie dotychczasowe definicje słowa sukces. Zdaje się, że już to kiedyś powiedziałem, ale w takich sytuacjach nigdy dość pochwał. PiS jednak nie rządzi. I z tego powinien być bez przerwy rozliczany! A prezes, a prezes? Co robi prezes? Prezes nawet nie umie przemawiać, bo, jak słusznie stwierdził Marek Kondrat, który od kiedy zaczął gustować w winach, stał się politycznym kiperem, od lat wygłasza to samo przemówienie. Premier, gdy przemawia, zawstydza każdego. Demostenes, siedząc w fotelu, z zazdrości połyka wszystkie swoje kamienie. Dlatego cierpi na kamicę nerkową. I dobrze mu tak. Gdy przemawia prezes, Demostenes wychodzi do urologa.
Dziennikarze, nasi dziennikarze, opamiętajcie się! Dziennikarska swoboda gdzieś się przecież kończy! Jeśli się nie obudzicie, PiS może wrócić. A to będzie gorsze od powrotu taty.
Dziś również będzie nuta osobista. Nie wiem, dlaczego, ale będzie. Żona postanowiła, że upojną noc sylwestrową spędzimy w Kornwalii, bo Kornwalia jej się kojarzy z konwalią. Nie miałem zastrzeżeń. Myślę, że mógłbym polubić upojne noce. Z tym upojnym postanowieniem oddaliśmy się w objęcia tego od objęć. Po północy, jak nakazuje tradycja. Przed zaśnięciem żona odśpiewała, stojąc, Addio, mio dolce amor. Podobno u sąsiadów wyskakiwały korki. Z szampanów. Zaraz tam szampanów! Szampany to pija Marek Kondrat, koneser, sąsiedzi pili wina musujące. Ostatecznie dobrze się stało, że do tej Kornwalii nie pojechaliśmy, bo w Nowym Roku obudziłem się bez kaca.



Komentarze
Pokaż komentarze (141)