Piszę 'Pałace" z dużej litery, bo drutem kolczastym otulił mnie zły humor. Moja nowoczesna żona, która jest nie tylko feministką, zafascynowana pomysłem jednego z naszych byłych prezydentów wpadła na pomysł, żebyśmy się z sobą porozumiewali, korzystając ze skajpa. Niech żaden domorosły znawca języków nie waży się twierdzić, że to słowo pisze się inaczej. Może się pisze, ale na własnym blogu mogę nawet napisać "komilfo" z akcentami rozrzuconymi asyrologicznie. Pomysł żony, sam w sobie, nie jest najgorszy, problem w tym, że nie mamy skajpa (skajpów? do rozmowy są chyba potrzebne dwa, a może nie są, nie bądźmy drobiazgowi). My nie mamy nawet sokowirówki. Moją próbę wyjścia z impasu - zastosowanie metody z "Kota" - żona odrzuciła jako zanadto staroświecką.
Mogę pisać wyłącznie dlatego, że żona w kuchni konstruuje (a właściwie konstrułuje) skajpa chałupniczego. Muszę się spieszyć, bo znając jej możliwości, może się jej to udać.
Zawsze uważałem, że zbyt wiele ośrodków władzy niczemu nie służy. Żadna bowiem (piszę "bowiem", bo często słyszę zarzuty, że jestem zanadto kolokwialny) władza nie lubi się dzielić władzą. Władza może kochać władzę, może ją szanować, może jedynie tolerować, ale władza nigdy nie będzie władzy siostrą. Nasz kraj, podobnie jak inne poważne kraje, ma władzę podzieloną, nad czym należy wyłącznie ubolewać. Z oczywistych względów pomińmy inne ośrodki. Pozostają dwa Pałace (cały czas mam zły humor). Dwa Pałace, dwie Wierze. Nie, to złe skojarzenie. Ale nadmiar rzeczywiście często prowadzi do bólu głowy. Cieszę się, że nie mamy Pałacu Zimowego albo Pałacu Snów. A może jednak mamy, tylko o tym nie wiem? Nie, Pałac Snów to tylko literatura.
Mamy zatem (ciągle walczę z kolokwializmami) dwa Pałace. Duży (Wielki?) Pałac i Mały Pałac. Albo odwrotnie. To pokaże czas. Czas jest znanym ekshibicjonistą. Albo pokarze. Czas bywa też katem. Nie, to znów tylko literatura. Tańcowały dwa Pałace, jeden Duży, drugi Mały, jak ten ... No, właśnie. Gdyby Pałace tańcowały menueta, byłby to taniec salonowy, Pałace tańczą jednak, przynajmniej ostatnio, jeden - hipa, drugi - hopa. Co z tego wynika? - spyta ktoś starego cynika. Ba. Nie śmiem zgadywać. Sfinks zawsze budził we mnie mieszane uczucia. Wiem jednak, bo tkwię w tym po aortę (o ile tak można tkwić), że nam, myślącym wyborcom partii, sprawia to zawód. Chciałem napisać "ból", ale dwa "bóle" w jednym tekście to stylistyczna hipochondria. Gdybyśmy byli mniej myślącymi wyborcami, przyjęlibyśmy ten dziwny taniec spokojnie, ale przecież wszyscy jesteśmy myślący. Jesteśmy, prawda? Zawód zawodem, pozostaje też złość. Co o nas, o naszych idolach, myślą teraz zwolennicy PiS-u? Ktoś powie: przecież oni nie myślą. Nie myślą, zgadzam się, ale oczy mają. Widzą. I uszy mają. Słyszą.
A co powiedzą w Pałacu Snów i w Pałacu Bezsenności? To był tylko żart. O Pałacu Snów wspominałem, a Pałac Bezsenności wymyśliłem. Wymyśliłem? Pewnie, że wymyśliłem.
Kończę, bo żona odłożyła śrubokręt. Właśnie zaczyna skajpować. Miłość nie może spoczywać na szezlongu. Jeśli ktoś nie ma takiego mebla, nic nie szkodzi, my też nie mamy. Żona szezlongiem nazwała kanapotapczan. W końcu jest poetką.



Komentarze
Pokaż komentarze (161)