Przeciwnicy pokoju, koegzystencji, wolnej miłości i miłości blondynki cieszyli się, że premierowi spada, a premierowi rośnie. Poparcie, rzecz jasna. Rośnie, bo premier ma w sobie to coś, co nie śniło się Platonowi. Trochę z tym Platonem wyskoczyłem, jak Filip z konopi, ale erudycja, choćby markowana, zawsze robi wrażenie. Tak sądzę, bo na mnie robi.
Premier działa na nas jak feromon (słowo pochodzi od żelaza, żeby mieć, trzeba jeść dużo szpinaku, po angielsku wymawia się to podobnie, tylko bardziej z brytyjska). Na nas wszystkich. Przeciwników demokracji nie liczę. Na mnie niegdyś w ten sam sposób podziałała pewna zwiewna niewiasta, więc wiem, co mówię. Premier, który jest podobny do Jamesa Cagneya (czy przede mną przyszło to komuś do głowy?), ale oczywiście jest od niego zdecydowanie ładniejszy, może z nami robić, co tylko sobie zażyczy, jak moja żona ze mną.
Jacyż wy, nieliczni przeciwnicy premiera, musicie być nieszczęśliwi. Też chcielibyście pokochać premiera, ale was zaczarowano. Zaczarowano was, ale jestem pewien, że skrycie trzymacie za premiera kciuki, marzycie, by kiedyś, jak my, premiera pokochać. Pokochać go miłością czystą. Miłością, którą stać na wszelkie ofiary, bez żądania czegokolwiek w zamian. Bo my, admiratorzy premiera, jesteśmy najbardziej wzruszającym typem obywateli.
Dlaczego kochamy premiera? Bo premier z nami rozmawia, konsultuje się z nami. Traktuje nas po partnersku. Gdy są jakieś troski, mówi nam o tym, gdy są radości, cieszy się z nami. Nawet, gdy zmienia zdanie, bo polityk wszak czasami musi zmienić zdanie, jesteśmy mu wdzięczni. Tak, jesteśmy mu wdzięczni, że nie dusi tego w sobie, nie próbuje realizować czegokolwiek na siłę, bo wiemy, że robi to dla nas. Dla naszych dzieci i wnuków. Dla Polski.
To prawda, że premier czasami coś obiecuje. Obiecuje i zapomina. I dobrze, przecież postępuje jak każdy dobry ojciec. Ojciec też obiecuje, bo ojcu zależy na miłości dzieci, ale gdyby chciał spełniać obietnice, dzieciom po prostu poprzewracałoby się w głowach. A taki zawrót głowy bywa niebezpieczny. Dla każdego dziecka. Coś się ze mną dzieje, piszę krótkimi zdaniami. To entuzjazm. A cóż dopiero masowy, obywatelski zawrót głowy. Toż to, nie przymierzając, bo zbyt drogie, prosta droga do anarchii.
Prawda, że premier dużo mówi, ale czy ktoś chciałby mieć przywódcę, który w ogóle nie mówi? Zwłaszcza że premier mówi uwodzicielsko. Bywa, że premier traktuje nas jak dzieci. W sposób niemal dosłowny, bo dziecku można wszystko wmówić, ale czy to źle? Państwa, które nie miały ojców, ginęły. Narody bez ojców karlały. Obywatele bez ojców wskrzeszali monarchie, a czy ktoś chciałby żyć w monarchii? Nikt. Nikt przy zdrowych instynktach. No, chyba, że to premier zostałby monarchą.
Premier czasami przypomina pana Onufrego, a któż nie kocha pana Onufrego? Poza Bohunem, rzecz jasna. Premier lubi się chwalić osiągnięciami. Lubi. I co z tego? Kogo ma chwalić, skoro może chwalić siebie. Wiem, sukcesy, o których mówi premier, łatwo przeoczyć, ale tylko dlatego, że jest ich tak wiele.
Poza tym, i to jest chyba najważniejsze, premier nie robi polityki. Buduje. Buduje most, który połączy nas z nim na wieczność. W nieustającej nirwanie, aciddrinkersie i lodziehalamie.



Komentarze
Pokaż komentarze (111)