capa capa
1020
BLOG

Premier mówi, poseł tłumaczy

capa capa Polityka Obserwuj notkę 102

"Nie tańczyć w taką noc - to grzech", jak śpiewano w czasach młodości Semiramidy Mamutowiczowej, ozdobie naszego Salonu. Pisać w taki dzień - strach. Ale nic to, strachy na Lachy (Lachy były prasłowiańskimi dziewojami słynącymi z nieziemskiej krasy, jak moja ukochana Dulcynea). Piszę więc, bo muszę, bo chcę, bo mogę. Piszę, bo niestraszne mi potwory, strzygi i wąpiry.

Piszę z serca, prosto, po chłopsku, czyli rolniczo. Bez upiększeń, metafor, ukrytych znaczeń. Inaczej nie umiem. Dość o mnie, bo ja nawet imienia nie mam interesującego. Dziś jest Marcina i Przemysława, ładnie, ale gdybym mógł wybierać, wybrałbym 15 kwietnia. Tego dnia imieniny obchodzi (to taki zwyczaj pochodzący od greckich filozofów) Leonid. Ostatni raz przywołuję swoje wybujałe ego do rozsądku.

Zaczynam o sprawach naprawdę ważnych. 

Premier, w olimpijskiej będąc formie (grajcie w futbol, może też będziecie), nawymyślał antydemokratycznej opozycji od zdrajców. Poseł-przewodniczący, ci-devant wicemarszałek, dopowiedział, że chodzi o Targowicę. Ci-devant wicemarszałek jest niezastąpiony, jest cenniejszy od arrasów wawelskich, co je (pewnie, że mogłem napisać: "które", ale "które" jest takie pospolite) krakowska bestia omal nie zjadła, myląc z dziewicą. Całe szczęście, że w porę pojawił się szewczyk Dratewka. Ci-devant ... No, dobrze, wytłumaczę. Ci - devant nie pochodzi o dewiantów w liczbie mnogiej. Ci-devant wicemarszałek dopowiedział, więc nam, zwolennikom rządu, kamień spadł z serca. Mnie nawet przesunął się w okolice ... Wstydzę się powiedzieć. Bez ci-devant marszałka musielibyśmy czekać na wyjaśnienie gazety lub szkła.

Gdy następnym razem premier powie: "zaplute karły reakcji" (chyba, że nie powie), ci-devant wicemarszałek wytłumaczy, że chodzi o karłów moralnych, które zapluwają się reakcyjnie. Gdy premier kiedyś (jeśli zdąży)powie: "z pustego i Salamon nie naleje", ci-devant wicemarszałek wytłumaczy, że Salamon był młodszym bratem Salomona, który nalewał. Mogłem napisać: "co nalewał", ale moja biegłość językowa pozwala mi na odrobinę ekstrawagancji. Gdy premier pewnego dnia rzeknie (może jednak nie rzeknie, wszak jest subtelny): "moralność alfonsa", ci-devant wicemarszałek wytłumaczy, że wielu królów hiszpańskich nosiło to nawiązujące do obcego alfabetu imię.

Ci-devant wicemarszałek, który wiele miesięcy temu ratował nas (skutecznie!) przed gwałtownie występującą ze wzburzonych nurtów wodą naszych pozbawionych litości rzek (czyż to nie brzmi patetycznie?!) i zapobiegł pladze much (tylko złośliwi mówią, że jednak nie zapobiegł), a mógłby zapobiec pladze szarańczy, ale szarańcza unika krajów, w których słońce ani nie wschodzi, ani nie zachodzi, bo trwa wyciosane z marmuru, ratuje nas, ten ci-devant wicemarszałek, bo o nim cały czas mowa, mimo niekończącego się zdania, ratuje nas, ucząc. Słowem, taki nasz preceptor.

Nieoczekiwanie ci-devant wicemarszałek nieco przesłonił premiera (gdyby to przeczytał, oblałby go zimny pot), ale to tylko złudzenie. Premiera nie sposób przesłonić. Zasłonić też nie sposób. Szepnęła mi kiedyś Semiramida Mamutowiczowa, że póki (a może powiedziała "puki", nie pomnę) premier rządzi, póty my żyjemy. Pamiętam, że kiedy to usłyszałem, tak się spłakałem, że przemoczyłem onuce. Łzami, rzecz jasna.

Dość o premierze, bo ktoś gotów pomyśleć, że jestem panegirystą. Jak ten Gall, który podobno był Kadłubkiem. 

Ostatnie dni obfitowały w epokowe niemal wyznania. Dewaluowano język, tak trochę a'la Jurand ze Spychowa. Lubię takie dewaluacje języka, bo za nimi idzie zazwyczaj innego rodzaju dewaluacja. Proponowano też (któryż to już raz?) sklejenie pękniętego narodu. Cenna i pouczająca myśl. Oboje z żoną biegniemy, niosąc klej. Jesteśmy (razem wzięci, bo ja sam nie jestem) silni, możemy jednocześnie zabrać inne gadżety. Piszę "gadżety", bo jeszcze nigdy o nich nie pisałem, a to takie urocze słowo. Chciano krzesać optymizm, też w narodzie. Biedny ten naród! Trzeba mieć silne dłonie, by to uczynić, ale Wyrwidębów i Waligórów (kto chce może poprawić na Waligór, ale nie warto) ci u nas nie brak. A, i jeszcze jedno. Stwierdzono, że naród, nasz naród, musi zmienić mentalność. Sam musi zmienić. Popieram, narodową mentalność zmienia się tak łatwo, jak koszulę. Mochnacki, Hoene-Wroński i Heine-Medina (byli przyrodnim rodzeństwem, brat i siostra) pąsowieją z zazdrości. 

Słóweczko o żonie. Na deser. Na deser podała mi dzisiaj grzankę. Grzankę okraszoną polewą poezji.   .         

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (102)

Inne tematy w dziale Polityka