Wszyscy piszą o lemingach. Ja nie pisałem, bo jestem blogerem niszowym, a prawdę mówiąc, decydował jeszcze inny powód. Nie rozumiałem, o co z tymi lemingami chodzi. Dlaczego nie rozumiałem, nie będę wyjaśniać, bo pryśnie mój intelektualny czar. Żartowałem, wyjaśniam osobom o słabszych nerwach.
Gdy się już połapałem, o co chodzi z tymi lemingami, poczułem się urażony. Śmiertelnie urażony. Nie jestem żadnym lemingiem!!! Tejoty oglądam wyłącznie na ulicach, suszi nie zjadłbym nawet wówczas, gdyby rozkazała mi to uczynić moja żona (może nieznacznie przesadzam, ale dobrze oddaję własne intencje). Nie zjadłbym, i już. Rybę jadam w Wigilię, w dodatku wyłącznie smażoną, kiedy żona zaspokoi swój apetyt. Apartamentowiec przypominałby mi muzeum, gdybym w nim mieszkał, ponieważ wisiałyby w nim niezliczone obrazy. I nie byłyby to fałaty. Ajpodów, lanczów, fejsów i tefałenów nie używam, bo bronię mowy polskiej przed zdziczeniem. Makaron jem. Jajeczny. Jest bardzo zdrowy i zakręca się go na widelec. Noża przy tym nie używam.
Pochodzę z miasta, o którym powiedzieć, że jest małym miastem, znaczyłoby to samo, co rzec o Daukszewiczu, że jest satyrykiem. Wielkie miasta działają na mnie zawstydzająco. Wykształcenie mam wystarczające, daleko mu do wyższego, ale mogło być przecież niższe, a nie jest. Za młodością nie tęsknię. W wieku młodzieńczym wyglądałem jak keczup, którego nie jadam ze znanych już powodów (choć nie są to powody jedyne), w musztardzie, której też nie jadam (z obu wymienionych wyżej powodów).
Moim ulubionym filmem są "Legwany ognia", których nikt nie docenił. A ulubionym trochę mniej, ale tylko trochę, "Stróż po rozwodzie". Czytam mniej, ale wytrwale. Obecnie (poleciła mi żona przed wyjazdem, mówiąc, że zanim skończę, wróci) "W opukiwaniu starego lasu". Dość głupie, tytuł też brzmi głupio.
Cóż to wszystko oznacza? Oznacza, że nie jestem żadnym lemingiem. A skoro tak, nie działają na mnie paszkwile. Nie działają również próby opaszkwilenia paszkwilantów. Odpaszkwilcie się ode mnie.
Nie jestem lemingiem, ale uważam, że premier będzie kiedyś nazywany Donaldem Wielkim lub Wspaniałym, Zwycięskim (może nawet Zwycięzkim), Tryumfującym, Doskonałym. Gigantycznym. Maksymalnym. Wierzę, że kiedyś nasze autostrady będą tym, czym dla nas są rzymskie akwedukty (sam nie rozumiem tego porównania, ale mam szlachetne intencje). Wierzę, że kieeedyś nasze koleje będą tak mknąć, że te wszystkie teżewety, godzillosany i szybkie jak strzała burundiny uznane zostaną za pojazdy dla żółwi. Wiem, wiem, i już, nie będę się nikomu tłumaczyć, skąd o tym wiem, wiem, że w naszych wiejskich klinikach będą się leczyć najbardziej znane gatesy i rotszyldy. Wiem, że kiedyś uchwalona zostanie zasada, że wszystkie igrzyska będą się igrzyszczyć wyłącznie w naszym kraju, który zwać będą Drugie Peryklesy. Albo Alcybiadesy. Na jedno wychodzi. Wiem, że na wszystkich światowych drugorzędnych uniwersytetach (pierwszorzędne będą tylko u nas) zamiast uczyć młodzież o kejnsach i langach, uczyć będą o cudownej, ale rzecz jasna naukowej, metodzie Rostowskiego. Wiem jeszcze dużo więcej, ale się tym z Wami nie podzielę, bo od nadmiaru szczęścia moglibyście przejść w stan hibernacji. A niektórzy w stan chibernacji.
Nie jestem lemingiem. Jestem LEMONGIEM!!! I jestem z tego dumny. Przekażcie to światu.



Komentarze
Pokaż komentarze (101)