capa capa
959
BLOG

Ławo rządowa, dziękujemy. Naród

capa capa Polityka Obserwuj notkę 39

Biję głową w ścianę i paznokciami zrywam z niej tynk. Nie, nie zwariowałem. Taką sobie wymierzyłem karę. Karę za brak cierpliwości, bo przecież nie za brak wiary. Za brak cierpliwości i chwilę zwątpienia. Dałem się omotać pisowskiej propagandzie, która wygląda zza każdego węgła (zza węgla pewnie też wygląda, ale nie zdołałem sprawdzić, bo jest lato), z każdej stacji telewizyjnej i radiowej. Nie zdołano wysadzić Warszawy, naszej kochanej Warszawy, w powietrze, razem z ukochanym przez nas wszystkich metrem, metrem budowanym z maestrią. Przeszkodziła prezydent miasta stołecznego. Powiadają, a jak ludzie powiadają, coś musi być na rzeczy, zagroziła, że stanie z tym niewybuchem twarzą w niewybuch. Niewybuch wolał nie ryzykować. Pozwolił się rozbroić. Nie udał się manewr siłowy, zastosowano więc manewr psychologiczny. Dałem się złapać w sidła - zacząłem się bać, że ukochana partia gubi imię czynów. A okazało się, że nie gubi.

Z przejęciem zasiadłem (na czczo zasiadłem, to niby nic nowego, ale warte podkreślenia w tej doniosłej sytuacji) przed telewizorem w oczekiwaniu na wystąpienie premiera i jego niezawodnej drużyny. Tak ściskałem kciuki, że wyszły mi paznokcie, upodabniając mnie jeszcze bardziej do kota. Gdy premier wszedł na mównicę, omal nie zamiauczałem. Gdy jednak premier zaczął mówić, poczułem się jak na Jamajce. Nie byłem, ale pomyślałem, że gdybym był, tak właśnie bym się na niej czuł. 

Reszta była nirvaną albo alibabką, jak kto woli. Rozanielony patrzyłem, jak premier, niczym prestidigitator Rioletto, wywija swymi pianistycznymi dłońmi (mógł wywijać dłoniami, ale w końcu reprezentuje Mały Pałac) w różne strony, i równie rozanielony słuchałem, jak swą nienaganną logiką miażdży antypaństwowych ujadaczy, uszczypaczy i podskakiwaczy. Słowa premiera przywracały mi wiarę w słowa, bo słowa są tym, czym być powinny - słowami. Pozostali mówcy też stanęli na wysokości mównicy, czyli innymi słowy zaskoczenia nie było.

Słowa są najważniejsze, ale ważne są również postawy. Patrzyłem na ławę rządową w czasie, gdy głos zabierała, pożal się Boże, opozycja. Premier wyglądał jak Batory pod Pskowem, minister Rostowski jak burłacy na Wołdze, minister Gowin jak bezprzymiotnikowa Maja, minister (ministra?, ministera? ministerzyca? - nie nadążam za tymi językowymi zmianami) Kudrycka jak wczesny Kandinsky, oboje zresztą roześmiani, zadowoleni z siebie, kochający naród, minister Cichocki jak Liza z gronostajem, minister Graś jak zwykle, wicepremier Pawlak jak wicepremier Pawlak. Gdy wreszcie dojrzałem ministra Sikorskiego, z dumą pomyślałem: przysłowiowy Herkules bez znajomości łaciny, ale za to twitterujący.

To jest mój rząd, wykrzyknąłem, równocześnie przyjmując postawę zasadniczą. I plułem w ekran, gdy odzywały się głosy wzywające do powołania komisji śledczej. Co miałaby taka komisja wyśledzić? To, że premier kocha syna, ale Polskę kocha bardziej? To, że ludzie partii kochają ludzi biznesu, ale bardziej kochają biznes służący Polsce? To, że rząd lubi monitorować, ale bardziej lubi nie monitorować, gdy uzna, że nie ma takiej potrzeby? Przecież tego nie trzeba śledzić, to wiemy wszyscy. My, ludzie i miłośnicy partii.

Dlaczego? Bo każdy z nas kocha dzieci, szczególnie własne, każdy kocha biznes, zwłaszcza własny, każdy kocha monitorowanie, ale nie monitoruje sam siebie, najbardziej jednak każdy z nas, ludzi i miłośników partii, kocha Polskę. 

Niech ktoś spróbuje udowodnić, że tak nie jest.

       

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (39)

Inne tematy w dziale Polityka