capa capa
545
BLOG

Czy partia tonie?

capa capa Polityka Obserwuj notkę 59

Chcielibyście! Nie, partia nie tonie. Partia jest niezatapialna. Dlaczego? - spyta ktoś bezmyślny. Odpowiem. Nie tylko dlatego, że w jej skład wchodzą politycy wyjątkowi, tacy, którzy nie przytrafili się nam nigdy wcześniej. Przede wszystkim dlatego, że z partią jesteśmy my. My, jak wy to - ludzie bez szacunku dla odrębności - mówicie, lemingi i lemongi. A my umiemy dochować wierności. Mamy to we krwi.

Dlaczego tak czynimy? - zapyta ten sam bezmyślny ciekawski. Na to pytanie też odpowiem. Nie mam, nie mamy niczego do ukrycia. Partia nie pozostawia nas samopas, partia powiedziała, że będzie lepiej, czekamy na "lepiej", partia nas nie męczy. Nie wymaga od nas, byśmy czymkolwiek zaprzątali sobie głowy. Partia czyni to za nas. I z jak wspaniałymi rezultatami to czyni! 

Czy wy myślicie,  że my jesteśmy ludźmi bez serc? Że nie odczuwamy pewnych spraw, że brak nam empatii? Odczuwamy i empatujemy (jeśli się komuś "empatowanie" nie podoba, jego rzecz, mnie się podoba), ale nie pozwalamy się wykorzystywać politycznie. Nas nikt, jak was, nie traktuje przedmiotowo. Współczujemy i bolejemy, gdy trzeba. Gdy przed kamerami płakała poseł Sawicka, płakaliśmy z nią. Gdy siódme poty wylewał poseł Chlebowski, zmienialiśmy koszule i halki. Dulcynea, popadnę w niedyskrecję, doznała takiego wstrząsu, że zmieniła chalkę. Natychmiast się jednak połapała i zmieniła chalkę na halkę. A w ogóle woli "Straszny dwór" - kto zgadnie, dlaczego? Koniec niedyskrecji. Mało tego. Niektórzy z nas miewają, rzadko, ale miewają, wątpliwości. To nas zresztą od was odróżnia, bo wy wątpliwości nie macie. Miewamy wątpliwości, bywamy podejrzliwi, również, gdy rzecz dotyczy naszych polityków. Tak, wyobraźcie sobie, że tak. Ale my przy okazji jesteśmy niezłymi obserwatorami. Gdy mówią do nas nasi przywódcy, słuchamy, ale zachowujemy czujność. Gdy jednak to samo, co nasi przywódcy mówią i piszą ludzie z zewnątrz, którym na niczym innym, jak tylko na Polsce zależy, utwierdzamy się wyłącznie w przekonaniu, że nasi przywódcy traktują nas poważnie i po partnersku.

Poza tym nas rozpala duma. Wasz rząd obśmiewano w kraju i poza jego granicami. To pierwsze śmieszyło i nas, to ostatnie nas wyłącznie bolało. Bolało, ponieważ chcemy, żeby nas kochano i lubiano. Zawsze i wszędzie. Naszego rządu nikt nie ośmiesza. Nasz rząd cieszy się niesłabnącym poparciem w kraju i poza jego granicami. Czemu to przypisać? Tym razem odpowiedzcie sobie sami. To był żart. Wy przecież umiecie odpowiadać tylko z rozdzielnika. Nie pozostaje mi nic innego, tylko odpowiedzieć za was. Jeśli naszych przywódców wszędzie traktuje się jak mężów stanu, odnosimy to do siebie. Jak dzieci, które odczuwają dumę z powszechnie poważanych rodziców.

Ja jestem naprawdę myślącym lemongiem (i wcale się za ten epitet nie obrażam, nie obrażam się, bo jestem mentalnym Europejczykiem, jak my wszyscy, my, ludzie partii), dlatego widzę, że nie wszystko funkcjonuje idealnie. Tak, dostrzegam to. Ale dlatego jestem myślącym zwolennikiem partii, że potrafię to sobie racjonalnie wytłumaczyć. Po pierwsze, błędów nie popełnia tylko ktoś, kto coś robi. Po drugie, odziedziczyliśmy Polskę w stanie skrajnej zapaści. Po trzecie, a to wynika z drugiego, wyjście - całkowite wyjście - z tej zapaści  musi trochę potrwać. Po czwarte, wasi przywódcy świadomie a wy nieświadomie rzucacie nam kłody pod nogi. Jawnie i metodą konspiracyjną. Wystarczy? Wystarczy.

My jesteśmy, nie zapominajcie o tym, partią zgody. Do każdego umiemy wyciągnąć partyjną dłoń. A że do jednych wyciągamy dłoń otwartą, a do innych pięść, to przecież nie nasza wina. Poza wami nikt naszego rządu, oby trwał wiecznie, nie zwalcza. Nawet pozostała część opozycji. Nie zwalcza, bo widzi, z kim ma do czynienia. Bo na każdym kroku przekonuje się, że nasz rząd najlepiej reprezentuje polski, zewnętrzny i wewnetrzny, interes. A wasz rząd? Jak było w czasach waszego rządu? Przeciw waszemu rządowi byli wszyscy. Jedni jawnie, inni nie, ale opozycja i koalicja działały ramię w ramię, jak jeden mąż i jedna żona, a właściwie jak jeden mąż i kilka żon. Czy to przypadek? Nie ma przypadków, są wyłącznie rozkazy. Wszyscy uznali was za szkodników. Gorszych od amerykańskiej stonki i rodzimej biedronki (eksperymentatorzy mogą do stonki i bedronki dodać jeszcze jedno "i" - komu to szkodzi?). Na waszym miejscu wstydziłbym się, ale na szczęście nie muszę, bo na waszym miejscu nie jestem. Nie musicie i wy. Wystarczy przejść do nas.

Chodźcie z nami! Ludzie przestaną się z was śmiać, sami zaczniecie się śmiać z innych, gorszych, byłych koleżanek i kolegów. Chodźcie z nami! By i wam żyło się lepiej. Kiedyś. W przyszłości. 

 

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (59)

Inne tematy w dziale Polityka