capa capa
1019
BLOG

Adresat: Kazimierz Kutz, reżyser z wajchą

capa capa Polityka Obserwuj notkę 23

Ludzie listy piszą, ludzie listy czytają. Z nadzieją patrząc na nowe otwarcie, które zapowiadał I. Janke, pomyślałem, że skoro dziś na SG nieprawdopodobne zmiany, może i ja ze swoim podwójnie medialnym tytułem na niej się znajdę. E, chyba się jednak nie znajdę. W końcu nikt nie obiecywał, że zmiany będą aż tak drastyczne.

Tyle w sprawie intencji. Przechodzę do sedna.

Reżyserze, dostojny wiekiem Reżyserze, zwracam się do Pana, bo Pański tekst wstrząsnął moim widzeniem świata. Dotychczas wyobrażałem sobie, zdaje się, podobnie jak Pan (innych reżyserów nie wspominając), że aktorzy są od grania, że zbyt wiele od nich wymagać nie można, póki nie napisze im się tekstu, który mają wygłosić. Z reżyserami, wyobrażałem sobie, może - jako prowincjusz i człek bardzo prostolinijny - zanadto naiwnie, powinno być jednak inaczej. Jeśli już coś mówią, mają coś do powiedzenia. Jeśli głoszą kontrowersyjne poglądy, a to wszak ich dobre prawo, można z tymi poglądami dyskutować. Jeśli brak im lekkości stylu, przynajmniej potrafią wyrazić myśl, którą można pochwalić za odrobinę przynajmniej oryginalności.

Pan zaś, Panie Reżyserze, nasz wspaniały, reformujący się S24, prawdziwą oazę oaz, mylisz ze studiem telewizyjnym. Szkoda. Nie dla czytelników, jak śmiem twierdzić. Tekst Pański tak jest płytki, tak przewidywalny, tak daleki od jakiejkolwiek subtelności, że trudno się nie uśmiechnąć, gdy czyta się Pański passus o Porębie i Filipskim.

O smaku Pańskiego tekstu, Reżyserze, dyskutować nie zamierzam, bo mógłbym się zagalopować. Wspomnę jedynie o jego intelektualnym, mam nadzieję, że to słowo Pana nie razi, wydźwięku. W bólach tworzenia rodzi Pan "wielką wajchę, historyczną gilotynę, co tnie wszystko na dwie połowy". Jaka ciąża, taki poród. Gdyby powił Pan tę wajchę w znaczeniu ponadczasowym, w jakimkolwiek znaczeniu, odwołując się do zdrowego rozsądku w wymiarze chronologicznym, można by machnąć ręką. Pan jednak, Reżyserze, dodaje, że owa wajcha powstała po tragedii smoleńskiej, że odtąd każdy musi się opowiedzieć, uznając lub odrzucając "prawdę o zbrodni smoleńskiej". Nie śmiem twierdzić, że Pan nie zdaje sobie sprawy z tego, co pisze, nie zarzucę więc Panu niewiedzy o tym, że prawdy, jakiejkolwiek prawdy, odrzucić nie sposób. To znaczy, odrzucić można (nie takie rzeczy się działy w historii), ale nawet odrzucona pozostanie ona prawdą. Skoro tak dobrze jestem wychowany, muszę stwierdzić, że jest Pan prawdziwym postmodernistą. W każdym znaczeniu tego słowa, również w tym, jaki nadał mu Kaczmarski: "to gra, to tylko gra." I, jak przystało na poszukiwacza prawd, które nie istnieją, jak zwykle się Pan myli. Pal sześć wiedzę, pal sześć zdrowy rozsądek, ale bystrość, bystrość, którą Pan przecież posiada, powinna Panu podpowiedzieć, że istnieje trzecia grupa: ci, którzy nie umieją znaleźć się w kleszczach alternatywy. Bo nie wypada Panu imputować, że Pan to wie, Reżyserze, ale mówi coś zupełnie innego.

Narracja (pozostańmy w bliskim Panu stylu postmodernistycznym), nazwijmy ją: polityczna, zdecydowanie Pana przerosła. Przerosło jednak Pana również to, co wydawać się powinno Pana mocną stroną. Przerosła Pana "narracja filmowa". Nie, nie mówię o banialukach, które nawypisywał Pan o "Pokłosiu". Można i tak. Mówię o tym, co dostrzegł Pan w związku z filmem A. Holland o, jak to Pan z wdziękiem określa, "kanalarzu". Zasugerował Pan bowiem, że wajcha zadecydowała o poparciu jej przedsięwzięcia kosztem planowanego filmu Pasikowskiego. Nigdy, przyznaję z podziwem, nie podejrzewałem Pana o aż taki nonkonformizm. Chylę czoła. Wychodzi bowiem na to, że demoniczna wajcha (jakież to demony nią poruszają? Pan "wie",  ja się Pańskiej "wiedzy" domyślam) bez wstydu foruje Holland. Agnieszka Holland w objęciach krwiożerczej watahy! Ten koncept wart jest literackiego Oscara lub filmowego Nobla.

Podziwiam Pana za jeszcze jedno. Nie sądziłem, że wytrwa Pan, Reżyserze, do samego końca, ukrywając intencje, które Panu przyświecały. By wreszcie obwieścić straszną przepowiednię. Film Krauzego, który ma "przykryć rozgłos" dzieła Pasikowskiego, rozpocznie prawdziwą krucjatę prowadzącą Kaczyńskiego do władzy.

Zdrowia życzę.

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (23)

Inne tematy w dziale Polityka