Po obejrzeniu telewizyjnej dyskusji o Smoleńsku można dojść do wniosku, że świat stanął na głowie. Okazuje się bowiem, że nikt i nic nie są takie, za jakie uchodzą.
Złośliwi mówili, że red. Kraśko jest człowiekiem bez właściwości. Bez właściwości, ponieważ nie ma własnych poglądów. A tu proszę, okazuje się, że red. Kraśko ma jednak własne poglądy. W dodatku poglądy wyraźnie ugruntowane. Redaktor Kraśko nie wierzy w zamach. Nikt go wprawdzie o opinię nie pytał, ale nie stanęło to na przeszkodzie, by nas o niej - jako prowadzący dyskusję - poinformował.
Nienawistnicy mówili, że prof. Krzemiński nie umie dyskutować. Nie umie dyskutować, ponieważ bez przerwy przerywa wszystkim, którzy się z nim nie zgadzają. Nienawistnicy, jak to nienawistnicy, jak zwykle nie mieli racji. Profesor Krzemiński w pewnej chwili nie tylko nie przerywał, w ogóle przestał mówić. Złośliwi powiedzą, że się po prostu obraził, zwolennicy szukania dziur w całym, że się źle poczuł, a prawda jest taka, że prof. Krzemiński ma kulturę dyskusji we krwi.
Lekkomyślni twierdzili, że w GW może pracować każdy, ponieważ u jej kolebki legła (widocznie się do niej nie zmieściła) zasada: każdy może - a nawet musi - wyrażać własne myśli. Redaktor Wroński zadał kłam tej opinii. Redaktor Wroński myśli dokładnie tak samo, jak red. Michnik. Mało tego, red. Wroński myśli tak samo, jak cały zespół GW.
Dobroduszni sądzili, że prof. Kleiber bardziej wierzy w naukę niż w rząd. Widocznie nie udało im się rozgryźć profesora psychologicznie.
Nieprzekonani przekonywali, że prof. Krzemińskiego może powstrzymać jedynie prof. Krzemiński. Redaktor Lisicki, być może bezwiednie - nie wiem tego, domyślam się jedynie, w końcu nie jestem psychologiem - udowodnił, że nie warto być człowiekiem małej wiary.
Huraoptymiści wierzyli, że red. Karnowski, nawet jeśli jest wyprowadzony z równowagi, zawsze zachowuje zimną krew. Ci huraoptymiści okazali się wampirami bez kwalifikacji.
Zwolennikom teorii złotego środka wydawało się, że red. Stankiewicz jest chodzącą krynicą obiektywizmu. Redaktor Stankiewicz też chyba w to uwierzył. Nie ma powodu twierdzić, że red. Stankiewicz zmieni zdanie.
A morał? Trzeba oglądać programy telewizyjne. Są bardzo pouczające. Zwłaszcza te, które prowadzi nieoceniony red. Kraśko.



Komentarze
Pokaż komentarze (44)