O czym mógł myśleć nieszczęsny były król Rzeczpospolitej w chłodnych murach Pałacu Marmurowego? Któż to wie. Mógł myśleć o wszystkim, mógł swego mózgu nie przesilać myśleniem. Zajęć i towarzystwa mu nie brakowało. Był wszak osobą, która przyciągała ludzi, przyciągała widzów. Stanisław August zmarł nagle w mroźny petersburski dzień lutowy. Na pewno w ostatnim tchnieniu nie przypomniał sobie całego życia, by powspominać, pożałować, pocieszyć się czy uczynić rachunek sumienia. Do czynienia rachunków sumienia nasz Salsinatus, bo i takie imię nosił, nie miał zresztą, zdaje się, skłonności. Nie mógł, zanim jego serce przestało bić, ujrzeć całego życia, bo takie przygody spotykają wyłącznie niektórych bohaterów literackich.
O czym myślał w ślicznym Petersburgu? Był człowiekiem bystrym, czy był człowiekiem inteligentnym, takiego stwierdzenia bym nie zaryzykował, a ludzie o wyostrzonej bystrości widzenia, szczególnie ci spośród nich, którzy zapatrzeni są w samych siebie, a ostatni król polski należał do tej kategorii, lubią wyciągać wnioski. Choćby błędne, choćby naciągane do granic interpretacyjnej wytrzymałości.
Co mógł myśleć człowiek, który tak wiele zrobił, by przez lata przedstawiać siebie w najbardziej korzystnym świetle? Ileż inkaustu zużyli Łoyko, Pokubiatt i Kończa, by dobrze wypełnić role komiwojażerów programu królewskiego. Ileż inkaustu, ale i pieniędzy (nie wszystko da się zrobić darmo!), zużył wielki Naruszewicz, by swymi dziejami ojczystymi tworzyć odpowiedni nastrój, który miał Ciołkowi ułatwiać rządzenie. Ileż wdzięku musiał mieć autor słów: "Król z narodem, naród z królem". Czy Poniatowski miał świadomość, czy kiedykolwiek pomyślał, że każda megalomania jest niesmaczna, a megalomania w polityce bywa dodatkowo destrukcyjna? Czy ta myśl zagościła w jego pozbawionej korony głowie w Grodnie lub w Petersburgu?
Czy żyjąc na koszt trzech sąsiednich koron, żyjąc bez troski o jakąkolwiek oszczędność, kiedykolwiek poczuł się zażenowany? Gdzie kończyła się duma, bo ją przecież miał, choć dawniej udawał, że jest inaczej, a zaczynało upokorzenie? Otóż to! Czy król przywiązywał kiedykolwiek jakąkolwiek rolę do problemu upokorzenia? Prowadząc inteligentne i dowcipne rozmowy w Pałacu Marmurowym, ileż to razy wydając się gościom cudownym rozmówcą, mówił zapewne dużo, czy chociaż raz poruszył problem nieudanego zamachu na swoje życie? A raczej sprawę porwaniu, bo przecież informacja o zagrożonym życiu była wyłącznie chimerą. Czy w pozbawionych słów rozmowach z samym sobą zapytał, dlaczego porywacze musieli zginąć? To jest dobre pytanie. Gdyby usłyszał je, ale któż mógł być tak źle wychowany, by je postawić, odrzekłby, że przecież Kuźma ocalił życie, że jako człowiek wybaczył skazanym, ale jako monarcha, helas!, nie mógł. Może słowo obłuda nie figurowało w wyszukanym słowniku królewskim?
Czy Stanisław August wspominał swego brata prymasa? W to można wątpić, bo wspomnienie mogłoby rozerwać mu serce kilka lat wcześniej. Chyba, że nie miał serca. Czy kiedykolwiek zmówił modlitwę za Kościuszkę, któremu zawdzięczał kilka lat życia? A jeśli się nie modlił, czy czuł wobec niego uczucie wdzięczności? W czasach Targowicy, w Grodnie, w Petersburgu?
Czy śnił o Katarzynie? Nie wtedy, gdy na pewno o niej śnił, ale wtedy, gdy podobne sny już go nie nachodziły? I co o niej i o sobie myślał? O miłości, o polityce, o odpowiedzialności, o godności? O godności własnej i o godności narodu, z którym tak bardzo chciał być. "Zaklinając Najjaśniejszą Imperatorową, ażeby macierzyńską swą dobroczynność na tych rozciągnęła, których królem byliśmy" - co pomyślał stryj księcia Józefa, gdy po przeczytaniu tych słów, składał swój podpis pod aktem abdykacji? Czy to pytanie wracało do niego później? Jak duch Banka? "Pieczołowitość Nasza na nic się ojczyźnie nie przydała" - zobaczył wówczas Stańczyka, który umierał ze śmiechu, po raz pierwszy zamieniwszy się rolami z tymi, których miał rozśmieszać? Chyba nie, wszak Ciołek nie był Dziennikarzem.
Czy w Petersburgu choć raz szepnął do siebie: "Inaczej nie mogłem. Uczyniłem wszysto, co w ludzkiej mocy, ale ludzie mnie opuścili. I opuściła mnie fortuna"? Czy może wyszeptał inne słowa, mniej dla siebie pochlebne?
Historia jest, wbrew opinii idiotów, doskonałą nauczycielką życia. Problem polega na tym, że niewielu umie wyciągać z niej właściwe wnioski.



Komentarze
Pokaż komentarze (61)