capa capa
1108
BLOG

Wychodzimy na ulice. Rewolucja blogerów

capa capa Polityka Obserwuj notkę 74

- Tu Drake 44/44 - Przebrzydły Albion, odbiór - usłyszałem w słuchawce.

Resztki włosów przykleiły mi się do czaszki. "Czyżby wreszcie nadeszła Godzina Kulawej Antylopy?" - pomyślałem. Od dawna tkwiłem w spisku, w konspiracji zakonspirowanej tak konspiracyjnie, że nie odkonspirowałby jej nawet dr Kaszpirowski. Dałem się w to wciągnąć, ponieważ miałem już dość małości i nijakości. Niewidzialna Ręka, guru, przekonał mnie, że zwykłym działaniem, czyli w moim przypadku niedziałaniem, Polska niczego nie osiągnie. A ja chciałem, by Polska coś osiągnęła. Przynajmniej coś. Niewidzialna Ręka twierdził z przekonaniem, że tylko on posiada wszystkie klucze i wytrychy do wszystkich zamków. Inni przy nim, mawiał, to barany. I baranice. Mawiał tak, bo uznawał równouprawnienie płci. Przynajmniej w odniesieniu do głupoty. Prawił, prawił, bo on nigdy nie mówi, o sobie z takim zachwytem, że chwycił mnie na arkan zauroczenia.

Mieliśmy się zakonspirować. W taki sposób, że sami powinniśmy o tym zapomnieć. To jest podobno najlepszy sposób skuteczniej konspiracji. Zakonspirowałem się. Sam się zakonspirowałem, bo nie umiałem znaleźć innych chętnych do konspiracji. Gdy tylko wypowiadałem imię: Niewidzialna Ręka, czułem się jak bracia Marx w komplecie. Jestem modelowym przykładem nieudacznika, a nieudacznik nigdy nie przyzna się do porażki. Dlatego moja komórka, którą nazwałem Lwi Pazur (równie dobrze mogłem ją nazwać Tresowana Skarpeta), rozrastała się z prędkością światła. Zadowolony Niewidzialna Ręka twierdził wprawdzie, że nie jestem zbyt lotny, ale doceniał wysiłek. Pęczniałem z dumy. I czekałem. Czekałem na Godzinę Kulawej Antylopy, która miała zmienić bieg rzek.

- Tu Opadająca Podwiązka 72/27 - Podnoszę Oczka, odbiór - odpowiedziałem z przejęciem.

- Odkręć wszystkie krany, włącz radio i telewizor, rozsyp cukier, szuraj po nim stopami, odbiór.

Wykonałem rozkazy i zasapany do granic wykrętu poprosiłem o instrukcje.

- Słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać - skądś znałem tę frazę, ale z przejęcia nie umiałem sobie przypomnieć. - Jutro, w samo południe, chcę, by miało to wymiar symboliczny, rozpoczynamy Godzinę Kulawej Antylopy. Wszystkie zakonspirowane komórki wychodzą na ulice. Twoja trzydziestotysięczna zakonspirowana komórka wychodzi na ulicę. Musicie być zdyscyplinowani, ideowi i w dobrych nastrojach. Połowa stanu bedzie niosła moje portrety, wymiary 2 metry na 2 metry każdy. Reszta transparenty, wymiary 2 metry na 10 metrów, z hasłem: "Drukować wyłącznie książki Niewidzialnej Ręki, bo Niewidzialna Ręka jest genialnym pisarzem i myślicielem." Nie słyszę kruszącego się cukru, maszeruj, maszeruj. Dalsze dyspozycje. Wszyscy krzyczycie, ale pamiętajcie o dobrej dykcji, by was rozumiano, krzyczycie, podaję wyłącznie tytułem przykładu: "Słowacki był grafomanem", "Sienkiewicz był debilem", "Kochanowski nie znał współczesnej polszczyzny" ...

- A Rey - odważyłem się przerwać. Trochę bez sensu, ale nogi odmawiały mi posłuszeństwa.

- Co Rey? Zresztą nie mówi się Rey, tylko Rey, z akcentem. Rey miał głupie nazwisko i dlatego nie powinien w ogóle pisać. Nie przerywać, gdy mówi geniusz!

- Rozkaz. Przepraszam.

- Zmień stację, bo muzyka, którą włączyłeś, jest kretyńska.

Zmieniłem. "Dwa plus jeden" na "Cztery minus jeden".

- Teraz dobrze. Tak jakoś bardziej ambitnie. Słuchaj dalej. Nie minie godzina marszu, a cały kraj będzie u mych, czyli naszych, stóp. Wreszcie dogonimy, a potem przegonimy świat. A teraz wszystko powtórz.

Trwało to dwie godziny, bo pamięć mam podobną do wyglądu, ale w końcu z nogami krótszymi o trzy centymetry i z dusznicą bolesną dobrnąłem do końca rozmowy. Padłem na rozsypany cukier i moczyłem go łzami. Wyjść, wyjdę, mówiłem sobie, bo jestem człowiekiem honoru, ale nie udźwignę jednocześnie portretu i transparentu. Żony nie chciałem wtajemniczać, bo ona poszłaby ze mną na Alaskę, ale wyłącznie z portretem premiera. Umierałem, a właściwie chciałem umrzeć, gdy umieranie przerwał drugi telefon.

- Tu Niezwyciężona Armada 44/44 - Węgiel Jest Czarny, odbiór.

Lepki od zmoczonego cukru rozmawiałem z Niesłyszącą Stopą.

- Wytyczne już znasz, środki bezpieczeństwa zastosowałeś, zuch. A teraz słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać. Wprowadzam pewne korekty do planu. Na portretach ma się znajdować mój wizerunek. Mówimy o połowie z nich. Dwie trzecie transparentów ... Albo trzy czwarte? Nie pamiętam, co będzie korzystniejsze. Dobrze, niech będzie. Połowa transparentów ma mieć napis: "Drukujemy wyłącznie książki Niesłyszącej Stopy, bo są genialne i przenikliwe. Wyjątek czynimy jedynie dla książek Niewidzialnej Ręki, on ma dość dobre pióro." Zapamiętałeś? Powtórz.

Zmęczenie i stres tym razem podziałały jak intelektualny afrodyzjak. Wyrecytowałem jak z nut. Niesłysząca Stopa odłożył słuchawkę. Poszedłem jego śladem. Odłożyłem.

I umarłem.

 

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (74)

Inne tematy w dziale Polityka