capa capa
1834
BLOG

Redaktor Lis lekiem na całe zło?

capa capa Polityka Obserwuj notkę 63

Jest źle, a będzie jeszcze gorzej. Wyczuwają to wszyscy. No, może z wyjątkiem Semiramidy Mamutowiczowej, która węch zastąpiła posłuchem. Źle się dzieje. Premier, chociaż niedawno zapewniał nas, po przebiegnięciu maratonu dla mniej wytrwałych, że jest w doskonałej formie, formę wyraźnie traci. Nie widzi, nie słyszy, nie mówi. Nie uderza pięścią w stół, nie obiecuje obcinania języków, nie wspomina o wypalaniu traw. Naprawdę jest źle.

Jest jeszcze gorzej. Gowin nie hamletyzuje, Godson nie jagonuje, Schetyna bankuje, Biernacki (co za zgroza!) falstaffuje. Kott by się przydał ze swą współczesną interpretacją klasyki. Niektórzy mówią o Titanicu, inni o Tratwie Meduzy, już sam fakt, że mówią, daje do myślenia. Premierowi też powinien dawać do myślenia. Premier zapewne myśli. Nic innego nie ma przecież do roboty, gdy nie biega i nie gra w piłkę. Nie wiem, o czym premier myśli. Może myśli o następnej akcji pod bramką zaprzyjaźnionej drużyny? Może myśli o gromosławach, których ci u nas dostatek, i dostaje gęsiej skórki? Może o jakimś europejskim fotelu, bo krzesła, pamiętając przeszłość, nikt mu nie zaproponuje? Może myśli o spisywaniu pamiętników? "Pamiętniki moich piłkarskich potyczek" - to byłby atrakcyjny tytuł. Nie zazdroszczę premierowi.

Wśród osób obdarzonych dobrym węchem nie znajdujemy wyłącznie pesymistów. Redaktor Lis wyczuwa nudę. Kto by pomyślał? Taki wyrafinowany esteta. Nic się, według naszego intelektualnego sybaryty (czy to nie jest zbyt obsceniczne określenie?), w kraju nie dzieje. Nic, co zasługiwałoby na uwagę. Rząd jest, jaki jest, to znaczy nie jest już szczytem marzeń. Opozycja stoczyła się do wielkiej dziury, z której nie ma wyjścia. Nie pojawił się żaden polityczny Dawid Copperfield. Długo tak nie pociągniemy. Nuda nas zje.

Wyobraźmy sobie (chociaż to wyzwanie ponad siły przeciętnego człowieka), że w zwiazku z wszechogarniającą nudą red. Lis marzy o zmianach. Marzy o tym, że jakiś gradosław lub pikosław wpadnie na pomysł, żeby partia znów podbiła serca rodaków. Pod szyldem PO gra nie jest warta świeczki, trzeba zmienić szyld. Partia może się nazwać OP: Obywatelska Platforma. Uśmiechnięta mapa Polski może być pokazywana do góry nogami. I tak nikt na to nie zwróci uwagi. To wszystko, to drobnostka. Większe trudności sprawi problem znalezienia nowego Asa Pik. Stary As Pik, niestety, zanadto zdarty vel, jak mawia klasyk, starty, musi odejść na zasłużony karciany odpoczynek. Nowy As Pik musi być tak samo mądry, medialny, pracowity, dowcipny, uprzejmy, kochający ludzi i zwierzęta, pluralistyczny, elokwentny i musi mieć sportową duszę. Poza red. Lisem nie ma innego, lepszego kandydata. Redaktor Lis zostałby Asem Pik, zostałby premierem, a redaktorowa Lisowa zostałaby żoną premiera Lisa. Z taką żoną premier Lis mógłby wyjeżdżać nawet do Burundi. Co tam do Burundi, nawet do Szklarskiej Poręby. I nie musiałby do żony dojeżdżać. W ten sposób wreszcie ziściłoby się marzenie nas wszystkich o tanim państwie, a Julia Pitera, korzystając z przykładu starego Asa Pik, mogłaby pójść na równie zasłużony odpoczynek. 

Czyż nie jest to imaginacja rozpalająca serca i nawadniająca wątroby?

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (63)

Inne tematy w dziale Polityka