capa capa
931
BLOG

A właśnie, że premier poleci!

capa capa Polityka Obserwuj notkę 106

Rzadko pisuję o premierze, bo uważam, że o nim pisać mogą wyłącznie najwięksi. Rzadko o nim piszę, dlatego czuję się usprawiedliwiony,  że zabieram głos. Po długim zresztą namyśle. I dopiero wówczas, gdy doszedłem do siebie po szoku, jakiego doznałem wczoraj. Doznałem go, tego szoku, czyli byłem szoktbaj, jak mawiają poligloci, po przeczytaniu tekstu Rosemanna.

Czym mnie Rosemann sszoktbajtował? Stwierdził, że premier nie poleci w kosmos. Dręcząc się i drapiąc (gdy się dręczę, drapię się jednocześnie, chyba jakiś atawizm, a jeśli nie atawizm, to muszą być insekty), czekałem. Aż ktoś godniejszy da odpór. Nikt nie dał. Dlatego wypadło na mnie. Ciurę.

Odpowiadam zatem Rosemannowi, odpowiadam całemu światu (to taka przenośnia): A właśnie, że premier poleci! Gdy zechce, poleci w kosmos, w interkosmos, w kosmologiczny kosmos (o ile ten istnieje, czego nie jestem pewien), w Kosmos 1999. Poleci wszędzie. Poleci, bo wystarczy jedno zdanie premiera, a stać może się wszystko. Taką ma moc? Nie. Nie w mocy problem lub jej braku. Premier ma charyzmę. A to oznacza, że jeśli powie, że poleci, a nie poleci, wszyscy będą wierzyć, że poleciał, czyli poleci. To jest większy, silniejszy i praktyczniejszy dar niż jakaś tam moc. Udowadnia to premier każdego dnia. Żaden inny przywódca nie ma podobnego daru, co potwierdza obśmiewaną tezę romantyków o naszym dziejowym powołaniu. O naszej misji. O naszym wywyższeniu ponad inne narody.

A skoro niepostrzeżenie i nieoczekiwanie znaleźliśmy się w okolicach przepowiedni, przypomniałem sobie o czymś. Forszyntelling (nie zasypiam gruszek w popiele, sam też nie zasypiam; od czasu do czasu coś mi się przykleja do ucha) naprawdę zasługuje na uwagę. Postaram się to udowodnić.

W licznych ineditach utalentowanej, niestety zapoznanej, polskiej kresowej poetki Eudoksji Dikinson znajduje się znakomita powieść, trochę w duchu Le Fanu, "Mocarz, któren trwać będzie". Ta Dikinson była, jak się okazuje, spokrewniona ze sławną Emily. Spolszczenie nazwiska traktować trzeba jako rzecz naturalną. Eudoksja także pisała wiersze, słabe i pretensjonalne, ale talent prozatorski miała wysoce rozwinięty. Tytułowy bohater "Mocarza" zwie się Plutoniusz i jest egidą swego ludu. Ludu sponiewieranego w przeszłości, choć miał najpiękniejszy rodowód i odnosił oszałamiające sukcesy. Na drodze Plutoniusza staje złowrogi Mag. Paskudna figura, w dodatku bez jakichkolwiek szekspirowskich dylematów. Ot, wyrachowany czarownik, który służy złu. Dodajmy, ze nasza Eudoksja nie ukrywała swych korzeni, skoro określała go mianem ewilowca ("Ewilowcze niecny, czy powstrzymasz swe instynkta?" - wyrwało jej się w pewnym momencie). W decydującej chwili "Ewilowiec", który przegrał już niemal wszystko, a przegrał, bo wygrał nieustępliwy, miłujący ludzi i zwierzęta Plutoniusz, stanął przed głównym bohaterem powieści i gromko, chociaż piskliwie, rzekł: "Nie przejdziesz! Zniszczę ciebie i twój lud." Na co nieustraszony Plutoniusz odrzekł: "Okrutniku, wyjaw swe imię." "Imię me Oczywista Oczywistość. Giń!" I odesłany został tam, skąd przybył. W otchłań. A uszczęśliwiona Eudoksja, mrugając do czytelnika, pokrzepiała, mówiąc, by czekał, by wnuki jego czekały, bo miną wieki, ale w końcu zjawi się nowy Plutoniusz, który zaprowadzi nas do ziemskiego raju.

Wywieszczyła? Wywieszczyła. A teraz zatańczmy obertasa.

 

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (106)

Inne tematy w dziale Polityka