Moja żona i ja każdy dzień rozpoczynamy od lektury kolejnego tekstu senatora Libickiego. W ten sam sposób każdy dzień kończymy. Nie zmieniamy upodobań od niepamiętnych czasów. Senator Libicki zawsze dodawał nam skrzydeł. Żona, zapewne przez przypadek albo daleko idącą sugestię, pewnego razu wręcz wyfrunęła przez okno. Niestety, wróciła.
Senator Libicki pokrzepiał nas, wmacniał naszą miłość do partii, obrzydzał antydemokratyczną opozycję. Był naszym sterowcem i okrętowcem. Dlaczego ufaliśmy mu bezgranicznie? Nie wiem. Może dlatego, że pisze z wdziękiem. Może dlatego, że był niezwykle przenikliwy. Może dlatego, że słynął z obiektywizmu. Zaufanie to wielka rzecz.
Nie śniło nam się nawet, że senator Libicki może zabić w nas zaufanie do niektórych ludzi partii. A zabił. Zabił bez litości.
Senator "radzi nie przekreślać Tuska". Komu? Nam? Nam, którzy nieustannie podkreślamy Tuska? Żona ma talent plastyczny, jej wychodzi to lepiej, ale i ja się staram, jak mogę. Nie wolno, Senatorze Libicki, wątpić w ludzi, w ludzi, którzy zapatrzyli się w premiera, jak Kopernik zapatrzył się w sernik. Albo w piernik, co na jedno wychodzi. Proszę nas nie straszyć, że w partii "rozszerza się klimat zmiany". A co ma się z nim dziać? Z tym klimatem? Ma się kurczyć? Klimat ma wymiary, więc się od czasu do czasu wymierza. Ale, na Jowisza, klimat partii, o czym Pan powinien wiedzieć, ani się nie rozszerza, ani się nie kurczy. On wyłącznie różowieje.
Dalej jest jeszcze straszniej. Senator Libicki pisze bowiem: "Ja bym jednak tak łatwo na premierze krzyżaka nie stawiał." Żona, która jest intelektualistką, tak przynajmniej twierdzi, stawiała na Krzyżaka, ja, przedstawiciel niepracującej klasy robotniczej i zarazem admirał posła Niesiołowskiego, stawiałem na krzyżaka. Nie wiem, które z nas ma rację, wiem jednak, że premier głupio wyglądałby zarówno z Krzyżakiem, który podusił dzieci Witoldowe, jak z krzyżakiem, który pogryzł te dzieci, na sobie. Tak, Senatorze, po prostu nie wypada. Nawet, jeśli Pan niczego nie chce na premierze stawiać. Premier nie jest ani półką, ani cokołem. Na cokole może stać, zapewne będzie, ale cokołem być nie może. Dobrze zresztą, że senator nie chciał stawiać na premierze krzyżyka, bo byłbym pomyślał (wiem, to niemal świętokradztwo, ale różne rzeczy przychodzą do głowy w takich chwilach), że jest w szeregach partii kreonem PiS-u.
A może tym kreonem PiS-u Pan jednak jest, Senatorze Libicki? Dla niepoznaki pisze Pan wprawdzie o sześciu kolejnych porażkach okropnej partii, ale jednocześnie dodaje, że była to porażka dubeltowa. Czyżby chciał Pan niepostrzeżenie umniejszać nieporadność PiS-u, że niby wprawdzie przegrał podwójnie, ale podwójnie, to jednak mniej, niż sześciokrotnie. Sam już nie wiem. Dubeltowo zaczyna mi się mieszać w głowie. A Pan nie uspokaja mojego zmieszania.
"Platforma jest dziś w dołku. Trudno temu zaprzeczyć" - dodaje Pan zza koksu. W jakim, u lichoty, dołku? W jakim dołku? Zdaję sobie sprawę, że się dubeltuję, ale mnie poniosło. Szwankuje wyłącznie komunikacja ze społeczeństwem (nie słucha Pan oficjalnej wykładni własnej partii?). To społeczeństwo jest w dołku, partia jest na pagórku. Proszę nie rozbijać naszych zwartych szeregów. Szeregowi mogą tego nie przeżyć. I nie przekonuje mnie, gdy Pan dodaje, że Tusk wyjdzie z dołka. Kimże on jest, kimże jest nasz premier, żeby wychodzić z dołka? Bilą? Kulą golfową? Po odejściu pana Mirosława golf ziemny w partii nie cieszy się estymacją. Golf szyjny też nie, skoro pan Sławomir woli krawat albo muszkę.
Senatorze! Nic nie skomplikuje wyjścia z dołka, bo partyjnego dołka nie ma. Proszę to zapamiętać. Proszę nie szamponić oczu, naszych oczu. Odwołanie pani prezydent miasta stołecznego niczego nie skomplikuje, wbrew temu, co Pan pisze. I proszę nie siać pacyfizmu. Coż to znaczy, gdy Pan pisze, że nie wie, czy ewentualne odwołanie pani prezydent skomplikuje wychodzenie z dołka, dodając jednocześnie: "Moim zdaniem - akurat w tej sprawie - jest naprawdę pół na pół ..." Sugeruje Pan, że panią Hanię można odwołać w połowie? To znaczy, że Gronkiewicz odejdzie, a Waltz zostanie? Czy może odejdzie Waltz, a Gronkiewicz zostanie? Pani prezydent, proszę to zanotować, nie pozwoli się podzielić. Nawet dubeltowo.
Bardzo się na Panu, Panie Senatorze Libicki, zawiedliśmy. Moja żona i ja. Być może chciał nas Pan podzielić (dubeltowo?), ale to się nigdy nie uda. Niestety.



Komentarze
Pokaż komentarze (67)