Miałem nie pisać, żeby ostatnia notka "zaliczyła" milion wejść, ale nie wytrzymałem.
Jakimż byłem imbecylem i dewiantem. I aspirantem, i skończyły mi się rymy.
W swej nieutulonej naiwności wierzyłem, że media w naszym ukochanym kraju są wolne, czyli niezależne. Ileż łez wylałem, gdy ktoś dowodził, że mediami rządzi partia. Wylewałem te łzy, bo partia niczym nie rządzi, bo media od pamiętnego roku 1989 (o, roku ów!) są wolne. Bałwan!
Dziś otworzyły mi się oczy. Same się nie otworzyły, mądrzy ludzie tego dokonali. Okazuje się, że mediami w Polsce rządzi, rządzi po dyktatorsku, PiS.
Jak ja nie znoszę PiS-u!
Okazuje się, że wszyscy dziennikarze, a ci telewizyjni w sposób szczególny, są na usługach PiS-u. OBRZYDLISTWO! Redaktor Lis, którego uważałem za krynicę źrenic, jest kryptopisowcem. Pod klapą marynarki nosi portrecik prezesa w koronie. Redaktor Olejnik, macierzanka dialogu, w tajnym obcasowym schowku ukrywa pukiel włosów posła Suskiego. Redaktor Miecugow, który człowieka nie skrzywdziłby nawet mieczugą, w kalendarzyku zapisuje każdego dnia: "Kocham PiS, jest to z serca płynący wpis."
Każdy dziennikarz ma jakiegoś pisowca w sercu. Jak żyć? Panie premierze, jak żyć?
Ostatnią nadzieją jest dla mnie redaktor Wołek. Jeśli jednak okaże się, że red. Wołek kibicuje poseł Pawłowicz, wyrzucę telewizor. Daję słowo, wyrzucę telewizor.
Metaforycznie, bo telewizora nie mam. Nie mam go za co kupić.



Komentarze
Pokaż komentarze (116)